<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658</id><updated>2012-03-20T14:09:12.194+01:00</updated><title type='text'>Odkryte. Niedoczytane. Przemyślane...</title><subtitle type='html'>by nie zapomnieć gdzie i kiedy</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>78</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2058512472595581238</id><published>2010-11-15T13:48:00.003+01:00</published><updated>2010-11-15T14:05:59.378+01:00</updated><title type='text'>tatrzańskie chędożenie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/TOEuzyBSZBI/AAAAAAAALzU/U1jkYx_Klug/s1600/konkurs_z_kuczokiem.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/TOEuzyBSZBI/AAAAAAAALzU/U1jkYx_Klug/s200/konkurs_z_kuczokiem.jpg" width="125" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: #999999;"&gt;Spiski. Przygody tatrzańskie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #999999;"&gt;Wojciech Kuczok&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #cccccc;"&gt;wydawnictwo: WAB&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #cccccc;"&gt;stron: 280&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekałem na nią dwa i pół roku. Gdy tylko na listkach okładki poprzedniej wyczytałem, że piszę się kolejna, w dodatku o moich ukochanych T., co tydzień biegałem do księgarni z zapytaniem czy już jest, czy może słyszeli, a kiedy?... I oto pojawiła się. Jeszcze nie ma jej poza Empikiem, a ja już ją mam. Ostatnie dwa tygodnie to dla mnie wyczekiwanie... Mam. Mam! Nigdy tak nie miałem z książką; nawet Zafon nie sprawia mi takiej radości, choć czytam też jednym tchem. Ale Kuczok to dla mnie uczta intelektualna. Mam. Kupiłem.&lt;br /&gt;Trzymam w plecaku. Myślę o niej. spotykam się z T., przedłużając czas otwarcia pierwszej strony. Szanuję rozmówcę, oddalam tę chwilę, świadomie, aby nieco rozbudzić, podniecić (?!) się momentem, gdy ją rozbiorę i zacznę smakować po kawałku. Łapczywie. z zachłannością.&lt;/div&gt;Idę do TL. Z zamiarem czytania. Kawa, lejący się brownies. A myśli leją się i skapują do plecaka. Tam leży ona. Tramwaj. Nie mogę doczekać się fotela w mieszkaniu. Wyjmuję, otwieram... i biję się z myślami: może zamknąć, bo uleci mi jej zapach? nie, nie mogę wytrzymać... czytam, pochłaniam. Tak, spędzę z nią noc...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cdn...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2058512472595581238?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2058512472595581238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2058512472595581238' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2058512472595581238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2058512472595581238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/11/tatrzanskie-chedozenie_15.html' title='tatrzańskie chędożenie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/TOEuzyBSZBI/AAAAAAAALzU/U1jkYx_Klug/s72-c/konkurs_z_kuczokiem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-6639971107818565668</id><published>2010-09-27T19:10:00.001+02:00</published><updated>2010-09-27T19:10:15.448+02:00</updated><title type='text'>w końcu ktoś mnie rozumie...</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/TKDPstR7xOI/AAAAAAAALyU/5QmJDIiyL18/s1600/DSC_0249.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/TKDPstR7xOI/AAAAAAAALyU/5QmJDIiyL18/s200/DSC_0249.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Kolekcjonowanie książek przypomina akt masturbacji - odbywa się w samotności - powiada Umberto Eco. Jest to myśl prosta i celna jak ejakulacja. Zbieranie książek ma też, jak sądzę, jeszcze tyle wspólnego z masturbacją, że pozostaje po niej bezbrzeżny smutek. Nie jestem jakimś namiętnym kolekcjonerem, mówię to raczej intuicyjnie, ale imaginuję sobie, że kolekcjoner, spoglądając na swoje półki uginające się od woluminów, musi czuć ów bezbrzeżny smutek, a przynajmniej melancholię. Jak ktoś tak zaciekle kolekcjonuje książki jak Eco, musi być już mocno wyczerpany, poza tym kolekcjonowanie czegokolwiek to jest zajęcie rozpaczliwe, podnieca nas właściwie tylko wtedy, gdy wykonujemy nerwowe bądź systematyczne ruchy w celu znalezienia tego unikatu, którego nam do kolekcji brakuje, wpadamy w rozpacz, gdy kolekcja staje się kompletna, a potem umieramy ze świadomością, że ktoś tę cenną kolekcję roztrwoni. Względnie umieramy niespełnieni i też pełni rozpaczy, bo do osiągnięcia pełni zabrakło nam jednej rzadkiej sztuki, bez której kolekcja traci sens. Tak czy inaczej - na końcu zawsze jest klęska, to rzeczywiście tak jak z masturbacją. Pozbądźmy się jednak złudzeń w jednej kwestii, tym się różni masturbacja od kolekcjonowania książek, że masturbacja ma przed sobą wielką przyszłość, kolekcjonowanie książek - chyba niekoniecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym zawiłym wywodem zmierzam do tego, że przeczytałem właśnie absolutnie obłędną książkę, a Umberto Eco jest jednym z jej twórców - cytat na początku tego felietonu właśnie z tej książki pochodzi. To znaczy uściślam: książka ta będzie obłędną lekturą jedynie dla tych, którzy - będę się trzymał metafor cielesnych - nad proste rypanie przedkładają niejaką finezję sztuki miłosnej. Jest ona poświęcona bowiem pewnej niebezpiecznej dewiacji, schorzeniu, które stoi z pewnością za rozpadem niejednego związku, jest ta książka mianowicie poświęcona miłości do zadrukowanego papieru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura owa, to zapis rozmów, jakie przeprowadzili ze sobą Jean-Claude Carriere i Umberto Eco, ma ona dla nas tytuł orgazmatycznie optymistyczny: "Nie myśl, że książki znikną". To jest "Pieśń nad pieśniami" na cześć - tym razem nie zmysłowego ciała, ale nadpleśniałego papieru. Nad "Pieśnią nad pieśniami" ma jeszcze tę zaletę, że jest bardzo dowcipna i pełna anegdot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie woń książki - tej prosto z drukarni, jak i starej, nawet nieco nadgniłej, to obok zapachu pasty do podłogi i smoły chyba najpiękniejsze zapachy. Wcale nie ironizuję, zapach książki, pasty i smoły budzą w mojej głowie, poprzez zmysł węchu, ważniejsze konotacje niż zapach fiołków w Neapolu, że pozwolę sobie na lekką trawestację pewnego znanego cytatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już od dawna słyszę, że książki się kończą, że za chwilę nie będzie książek papierowych, będą tylko e-booki czytane na tabletach, a tymczasem książki wciąż są i jest ich coraz więcej. Oczywiste jest, że mamy do czynienia z kryzysem czytelnictwa, z pewnością jednak nie mamy do czynienia z kryzysem wydawania książek. Im mniej książek ludzie czytają, tym więcej ich się wydaje - niebrzydki paradoks.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo drukowane książki są jak Belgia - od kiedy pamiętam, Belgia nieustannie się rozpada, od kiedy nauczyłem się czytać, książki nieodwołalnie wymierały, tymczasem Belgia trwa uparcie i trwają też książki. A co się stało, dajmy na to, z dyskietką? Gdzie jest kaseta VHS? A kaseta magnetofonowa? Wszystkie te rewolucyjne wynalazki po krótkim, choć burzliwym życiu znalazły się na śmietniku historii myśli ludzkiej. Drukowana książka trwa od ponad 550 lat. Kto pamięta - oprócz maniaków oczywiście - nazwisko wynalazcy kasety magnetofonowej? Każdy zaś - prócz milionów zatwardziałych analfabetów, ma się rozumieć - pamięta doskonale nazwisko faceta, który wypuścił pierwszą drukowaną książkę, w tamtych czasach dość duży bestseller swoją drogą. Bo doskonałość książki, powiadają Carierre i Eco, polega na tym, że nic lepszego wymyślić się nie da, nic doskonalszego służącego do czytania, oczywiście. Książka jest bowiem jak koło - lepszego koła, jeśli chodzi o kształt, wymyślić się nie da. A bez koła żyć nie potrafimy, tak jak bez pisma i książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to jedyny, choć monstrualny problem z książkami polega na tym, że jest ich zdecydowanie za dużo. Żyjemy w zdumiewającym świecie, w którym co prawda wszyscy odwracają się od tradycyjnych drukowanych książek, a jednocześ-nie książek wciąż przybywa. W średniowieczu, jak podaje Eco, wybitnie zaopatrzona biblioteka składała się maksymalnie z czterystu woluminów. Dziś to jest śmieszna liczba, pokażcie mi bibliotekę, która ma czterysta książek, tyle to ja powinienem usunąć z mieszkania, bo nie mam miejsca na nowe. Ale o ile średniowiecznemu mądrali wystarczało przeczytać te czterysta ksiąg, żeby być największym erudytą w królestwie, dziś przeczytanie choćby czterech tysięcy książek nie załatwia sprawy. Ujmę rzecz opisowo: dziś nawet największy erudyta, głusząc laskę swoją wiedzą z przeczytanych książek, może się przykro potknąć. Bo nie czytał, dajmy na to, Janusza Leona Wiśniewskiego i Małgorzaty Kalicińskiej, a dziewczyna zna ich na wyrywki, nie zapoznał się z fundamentalnym dziełem doktora Dukana "Nie potrafię schudnąć" - ona się zapoznała wnikliwie, on ze swoim Kierkegaardem czy innym Dostojewskim, na których stracił trzy dioptrie, leży przy niej i kwiczy. Co to znaczy? Tylko tyle, że dziś po prostu nie można być erudytą, nie ma na to szans. Można być erudytą w wąskiej dziedzinie, erudytą w ogóle - nie sposób. O ile kiedyś całego życia wystarczyło na to, by przeczytać wszystkie istniejące na świecie książki, i to po kilkakroć, jeśli się miało szczęście nie zostać ofiarą czarnej ospy, to dziś, nawet gdybyśmy odżywiali się wyłącznie rybami gotowanymi na parze i warzywami, nie pili, nie palili i uprawiali jogging dla zdrowia - nijak nie zdążymy przeczytać nawet setnej części książek, jakie napisano. Mam tu na myśli jedynie książki, które warto przeczytać, nie liczę tych niewartych lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ja, rozkoszując się książką przekonującą, że książki nie znikną, mam jednocześnie dojmująca świadomość, że coraz szybciej znika czas, który powinien być nam dany na te lektury. Im bardziej książek przybywa, tym szybciej życia ubywa, jakoś mi się ta zależność nie podoba.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Krzysztof Varga, Książki nie zginą, Duży Format&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-6639971107818565668?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/6639971107818565668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=6639971107818565668' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6639971107818565668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6639971107818565668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/09/w-koncu-ktos-mnie-rozumie.html' title='w końcu ktoś mnie rozumie...'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/TKDPstR7xOI/AAAAAAAALyU/5QmJDIiyL18/s72-c/DSC_0249.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2535497881264703073</id><published>2010-05-13T00:09:00.003+02:00</published><updated>2010-06-16T21:57:21.926+02:00</updated><title type='text'>wątpienie</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W relacji z Tobą czułem się oszukany, bo winą za niemożność nawiązania z Tobą kontaktu, niezdolność do usłyszenia Twej odpowiedzi na modlitwie, obarczany byłem zawsze ja. Pozostawało uczucie olbrzymiej niemocy, które samo w sobie byłoby jeszcze do zniesienia. Tym, co w sensie teologicznym najrzadziej mnie przygnębiało, było poczucie odrzucenia; nie zostałem „zaakceptowany”, a im bardziej inni mówili mi – często z błyszczącymi z radości oczyma – że są „akceptowani”, zostali wysłuchani lub mają z Tobą jakiegoś rodzaju kontakt, tym ciężej było mi na duszy. Pytanie, które zadawałem sobie ze strachem, brzmiało: Boże, czemu ukrywasz przede mną swoje oblicze?… Czułem się z Tobą jak w pułapce – wszyscy ważni dla mnie ludzie nie okazywali wątpliwości w to, że istniejesz i że zawsze można się do Ciebie zwrócić, że jesteś wyrozumiały, łaskawy, sprawiedliwy a nawet „kochany” i „miłosierny” (…) a jednocześnie dla wszystkich było oczywiste, że ten, kto nie potrafi do Ciebie dotrzeć, musi mieć coś na sumieniu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Tilman Moser, Gottesvergiftung&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2535497881264703073?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2535497881264703073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2535497881264703073' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2535497881264703073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2535497881264703073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/05/watpienie.html' title='wątpienie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1806861864968623957</id><published>2010-04-26T21:03:00.002+02:00</published><updated>2010-04-26T21:04:53.860+02:00</updated><title type='text'>jak się dziś czujesz?</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S9XjRuNXqII/AAAAAAAALtI/ZAPsaaQe_DE/s1600/10649473.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S9XjRuNXqII/AAAAAAAALtI/ZAPsaaQe_DE/s200/10649473.jpg" width="125" /&gt;&lt;/a&gt;Jonathan wspinał się w górę, jakby pokonywał schody latarni morskiej. Ich dom przypominał wieżę, uwodzącą białymi ząbkami stopni, która bokami przylegała do ścian sąsiednich domów. Przez ostatnie: dni pokonał schody tyle razy, że w łydkach narosło napięcie. Tymczasem komórka, ukryta pod łóżkiem w małżeńskiej sypialni, wciąż milczała. Przychodziły&amp;nbsp; esemesy od Stefana, jakieś pytania od matki, zabawna uwaga od ojca – ale Andrea od balu sylwestrowego nic nie napisała.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdyby wsłuchał się w ton esemesów, które jej wysyłał, uznałby, że przypomina siebie samego z końca szkoły średniej. Wtedy sądził, że godność jest sprawą drugorzędną wobec uczuć, a kobieta, którą kocha, na pewno to zrozumie. Od tego czasu pojęcie „kobiety, którą kocha” ewoluowało, rozciągając się również poza obszar pożądania. Zabarwiła je też na poły gorzka, na poły zabawna konstatacja, że nie ma kochania bez gry, nie tylko wstępnej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Teraz postępował, jakby cofnął się w rozwoju. I, o dziwo, momentami znajdował w tym masochistyczną przyjemność. Bujał się na huśtawce, raz wyrzucając nogi do góry, raz chowając je pod siedzenie, ręce coraz lżej ściskały sznury, w brzuchu zaciskała się i rozwierała pulsująca kula. Ten ruch odbierał mu rozum. Tak jak w dzieciństwie, gdy ścigał się z kolegami, który pierwszy zrobi huśtawką obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni, teraz czuł, że buja nim coraz mocniej – to górę, to w dół!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Podczas gdy on sprawdzał co chwilę, czy kobieta, którą kocha (tym razem bez cudzysłowu), rzuciła mu choćby okruch wzajemności, Megi z dziećmi zdejmowała ozdoby z choinki. Było im przy tym tak wesoło, jak zawsze. Od czasu kiedy Jonathan powiedział im, że w Szwecji śpiewa się drzewku pożegnalne pieśni, Antosia, Tomaszek i Megi co roku usiłowali wymyślić jakąś godną ich choinki pieśń. Jonathan zszedł na dół w momencie, gdy jak zwykle dali za wygraną i zaczęli się wydzierać „Wlazł kotek na płotek”. Chichotali, a suche igły spadały, potrącane przez ich splecione ręce, gdy krążyli wokół drzewka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– ...i mruga!... – darł się Tomaszek, aż się wywrócił.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Megi zatrzymała się, by go podnieść, sama słaba od śmiechu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Oj, śpiewaj, głupku! – zdenerwowała się Antosia, dla której rytuały były bardzo ważne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Mamo, ona mówi na mnie „głupek”. –Tomaszek wyciągnął oskarżycielski paluszek. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Antosiu! – Megi nie miała zbyt srogiej miny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie zobaczyła Jonathana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Chodź, pomóż – jęknęła, podciągając w górę roześmianego synka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Głu-pek, głu-pek – skandowała Antosia w stronę brata.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Nie mów tak – powiedział odruchowo Jonathan.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Podszedł i postawił na nogi Tomaszka, a gdy wziął go za rękę, przeraził się, jaka była mała i krucha. Schował ją w swojej i pochwycił miękką jak łapa szczenięcia dłoń Antosi. Megi złapała dzieci z drugiej strony i otoczyli kręgiem choinkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jonathanowi zachciało się płakać, więc przycisnął twarz do gałęzi i syknął: „Auu!”, a oni się roześmiali.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jonathan zamieszał w garnku, szorstko trącając kłodowate marchewki. Gęste podniosło się z dna. Krupnik nauczył się gotować od matki, która była Polką (kiedy mówił na nią „matka Polka”, bardzo się denerwowała). W piecyku piekł się kurczak w sosie piwnym, specjalność Nicka, angielskiego męża matki. Na deser miały być, francuskim zwyczajem, sery.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jonathan uciekał w gotowanie od czasu, gdy cisza ze strony Andrei stała się nie do wytrzymania. Zaliczył już etap nadziei, że do niego napisze, niepokoju, czy coś jej się nie stało, strachu, czyjej nie obraził, wściekłości, że tak go traktuje, gorączkowego wymyślania sposobów „przypadkowego” jej zobaczenia. Teraz przyszła faza tępej rozpaczy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dzieci miały zimowe ferie, jego kurs pisania miał się wznowić po przerwie. Megi pracowała ostatnio wyjątkowo długo, zaś Antosia podłapała zaziębienie, które płynnie przeszło na jej brata. Jonathan tkwił z gorączkującymi dziećmi w domu, uwiązany, bo niańka wyjechała akurat do Polski.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Podawał lekarstwa, gotował, wciskał niejadkom jedzenie, czytał im, a kiedy zasypiały na krótkie, przerywane zatkanym nosem drzemki, sprawdzał, czy nie przyszedł esemes od Andrei. Dopóki dzieci czuły się marnie, chował w sobie frustrację i przekuwał ją na cierpliwość, ale kiedy się ożywiły, opadł z sił.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy pewnego dnia Tomaszek, wciąż marudny i nękany katarem, podszedł i zaczął go ciągnąć za tiszert, domagając się zabawy, Jonathan, który akurat wyjmował naczynia ze zmywarki, poczuł, że ciężar wiszącej u jego stóp małej figurki jest nie do wytrzymania. Wyjął ze zmywarki filiżankę i z całej siły grzmotnął nią o podłogę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tomaszek zastygł, patrząc na ruch jego dłoni, pióropusz ostrych kawałeczków. Po długiej chwili przemógł strach i zacząć płakać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Antosia zbiegła z góry i stanęła w progu, przypatrując się sowimi oczami bratu i ojcu. Jonathan wciąż tkwił nad skorupami filiżanki, z białą twarzą i zaciśniętymi pięściami, Tomaszkiem trząsł płacz, coraz mniej dziecięcy, coraz bardziej zwierzęcy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jonathan nie potrafił się zmusić, by go przytulić, jakby się bał, że gdy go weźmie na ręce, dziecko rozpadnie się jak filiżanka. To Antosia podbiegła do brata i objęła go, a on wczepił się w nią kurczowo rękami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Tatusiu?... – wyszeptała dziewczynka. Jonathan zakrył twarz dłońmi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– Przepraszam, przepraszam...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czuł się jak po wypadku. Gdyby krzyknął: „Mam okres!”, i tak by nic z tego nie pojęli. Naprawdę miał ciężki okres – warowania, aż odezwie się do niego kobieta Simona, suka w czerwonej sukience, przyczyna tego, że jego dzieciom było z nim źle.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy przyszła sobota, Megi przejęła stery domowe, a Jonathan udał, że złapał od dzieci przeziębienie. Czuł się połamany – chciało mu się płakać, nie jadł, zapominał pić. Kiedy spał, spał jak kamień. Błogosławiony był sen, okropna pobudka, gdy znów nacierały na niego natrętne obrazy – magia potajemnych spotkań, najlepszy w życiu seks, podniebna, gwiezdna beztroska. I myśl, że wszystko przepadło. Już nie miał Andrei. Bawiła się gdzieś, z kimś nowym, lepiej ustawionym niż on.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Potem przyszedł okres tępego otumanienia, który zawiódł go do kuchni. Skoro nie mógł uciec z domu, postanowił odkryć jego twórczy aspekt – gotowanie. Namaszczał ziołami kurczaka i zaklinał w duchu wszystkich, którzy mogli mu wysłać esemesy, by tego nie robili – z wyjątkiem Andrei. Chwile, gdy z bijącym sercem otwierał: kopertkę, by natknąć się na głupi dowcip Stefana, należały do najgorszych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nadchodząca wiosna rozklejała dzioby ptakom, które zaczynały śpiewać, ale Jonathana te dźwięki denerwowały. Czuł, że budzenie się innych do życia jest nie fair wobec tego, że on sam czuł się niezdrów (określenie wskazywało na to, że on sam był nie z tej bajki). Nie miał pojęcia, że rana zwana porzuceniem może być tak głęboka; nie był w stanie spłycić swoich doznań do tego, co proponował Stefan: kilku owocnych wypukań niezłej dupy, jaką była Andrea. A że się skończyło? Wszystko się kończy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego jego myśli nie zatrzymywały się na tej konstatacji, dając wytchnienie umysłowi i dumie? Niestety, nie zatrzymywały się. On, behawiorysta z zamiłowania, wykazał nieoczekiwanie zacięcie wiertnicze i drążył szyb domysłów, dopóki nie poczuł, że leci głową w dół.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego go rzuciła, i to bez słowa? Czy jest kiepski, a jeśli tak, to gdzie – w łóżku, w życiu, w rozmowie? Obrazy ich spotkań stawały mu przed oczami, zaciemniały przednią szybę samochodu, gdy prowadził. Potrząsał głową, jak pies, którego zaczął przypominać – kudłaty, najeżony, z głodnym spojrzeniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Odkrył w tym czasie dziwne zależności, na które wcześniej nie miał okazji zwrócić uwagi. Takie jak to, że ratowała go rutyna. Choćby nie wiem jak zmięty wyszedł z domu, by odwieźć dzieci do szkoły, wracał stamtąd w lepszym stanie – koiły go przelotne rozmowy, a spojrzenia kobiet, dla których był jednym z niewielu mijanych o tej porze mężczyzn, łagodziły ból.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Mimo to czuł się chory. Był na przymusowym odwyku, bez środków znieczulających i pomocy terapeuty. Stefan, chociaż się starał, nie umiał postawić się w jego sytuacji, bo dla niego kobiety były efektownymi ciuchami, ciągle przymierzał nowe. Z ojcem ani matką Jonathan nie potrafiłby o tym rozmawiać. Jeśli ktoś miał go zrozumieć –to tylko Megi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jonathan wymienił parę uwag powitalno-pożegnalnych na szkolnym parkingu i wsiadł do samochodu. Patrzył na rozchodzące się do swoich aut kobiety i uświadomił sobie, że on sam plącze się wśród dorosłych jak bezbronny nastolatek. Ból wdzierał się w jego ciało bez żadnych ograniczeń.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ale teraz miał dzieci! Ta myśl spadła na niego tak nagle, że aż się wyprostował.. Przez chwilę nie mógł pojąć, co ta konstatacja ma znaczyć, wreszcie do niego dotarło. Przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał zbyt szybko z parkingu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gnał przed siebie, zły na czerwone światła, mijał starców w autach, sarkając na „kolejki ślimaków”, gnał, szkarłatny na twarzy, samochód strażacki z gotującymi się wnętrznościami i gorączkową myślą: „Musi mi powiedzieć, jestem dorosły, jestem ojcem, do kurwy nędzy!”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wyhamował, nie było jeszcze dziesiątej. Zajrzał w okna Andrei i zobaczył, że w sypialni zasłona jest wciąż do połowy zaciągnięta – znak, że była w łazience. Skulił się odruchowo, gdy zobaczył wychodzącego Simona. W prochowcu, z teczką, wyglądał dostatnio; Jonathan strzepnął nogawki dżinsów, jakby miał moc nadania im kantów. Chwilę obserwował go we wstecznym lusterku, a gdy Simon zniknął za rogiem ulicy, Jonathan wysiadł z samochodu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Już miał nacisnąć dzwonek domofonu, gdy z klatki schodowej wyszła starsza pani w chustce a la królowa Elżbieta i przytrzymała mu drzwi. Podziękował, nieco oszołomiony. Nogi zaniosły go na drugie piętro, gdzie pozostało mu tylko nacisnąć dzwonek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;– No, co tam? – zapytała Andrea, stając w drzwiach bosa, owinięta tylko ręcznikiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Miał jej wszystko wywalić, rzucić w twarz, ale zdołał tylko przejść przez próg. A gdy położyła mu rękę, tę swoją chłopską, odstającą od subtelnej całości dłoń na rękawie kurtki, złapał ją wpół, wniósł do pokoju i rzucił na kanapę. Rozpięła mu rozporek i pomogła zsunąć spodnie, ale tylko do połowy ud, bo członkiem już wbijał się w aksamitną cipkę, otoczoną starannie przystrzyżonymi włosami, już się w nią wsuwał i wychodził do połowy, aż zaczęła krzyczeć, a on pchnął ją jeszcze od środka kilka razy i wyrzucił z siebie nabój strachu i szczęścia, odrzucenia i rozanielenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie zdążyli potem porozmawiać, bo Andrea bała się, że Simon może wrócić, to było koszmarnie nieostrożne, co zrobili, w dodatku bez prezerwatywy, na szczęście brała pigułki, no i miała akurat okres. Kanapa lepiła się od spermy i krwi, gdy znów się w Andrei zatopił, wylizywał łechtaczkę, aż jęczała jego imię.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wracał potem, a zalewające go fale błogości mieszały się ze smakiem miesięcznej krwi w ustach, ból głowy z zazdrością o to, że Simon ma ją taką ciągle. Zmęczenie i podniecenie splotły się, nie pozwalając mu do końca cieszyć się tym, co przed chwilą zrobił. Był to jeden z tych dziwnych lotów – pozbawiony lekkości, bąbelków, ekstazy. Trudny, kulawy lot. Ale lot.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Grażyna Plebanek, Nielegalne związki&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1806861864968623957?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1806861864968623957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1806861864968623957' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1806861864968623957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1806861864968623957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/04/jak-sie-dzis-czujesz.html' title='jak się dziś czujesz?'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S9XjRuNXqII/AAAAAAAALtI/ZAPsaaQe_DE/s72-c/10649473.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1838687908855967137</id><published>2010-04-14T16:14:00.002+02:00</published><updated>2010-04-16T21:51:44.480+02:00</updated><title type='text'>Doświadczanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Świadome przebywanie w górach jest zewnętrzną formą czegoś znacznie głębszego i znacznie ważniejszego niż tylko chęć aktywnego wypoczynku czy doznawania wrażeń estetycznych. Świadomie przeżywane góry wyzwalają w człowieku jego lepszą stronę. Bezinteresowność wysiłku już sama w sobie jest wartościowa. A Bezinteresowność ponawiana konsekwentnie jest częstokroć równoznaczna z silną potrzebą poszukiwania wartości przez doświadczanie siebie w niecodziennych warunkach. Jest jednak coś niezmiernie brutalnego i nieludzkiego, jeśli typowo ludzkie próbowanie siebie kończy się śmiercią..." &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Michał Jagiełło&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1838687908855967137?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1838687908855967137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1838687908855967137' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1838687908855967137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1838687908855967137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/04/doswiadczanie.html' title='Doświadczanie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1634280259905123367</id><published>2010-04-12T22:14:00.001+02:00</published><updated>2010-04-12T22:16:10.833+02:00</updated><title type='text'>The Glory of Poland</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S8N_H5UKYrI/AAAAAAAALkw/wcoGEoUyrq0/s1600/623b8f6bd0f8f627e6d512e13f934174,14,1,4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S8N_H5UKYrI/AAAAAAAALkw/wcoGEoUyrq0/s320/623b8f6bd0f8f627e6d512e13f934174,14,1,4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: black;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;My first thought, hearing of the Polish tragedy, was that history’s gyre can be of an unbearable cruelty, decapitating Poland’s elite twice in the same cursed place, Katyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My second was to call my old friend Adam Michnik in Warsaw. Michnik, an intellectual imprisoned six times by the former puppet-Soviet Communist rulers, once told me:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Anyone who has suffered that humiliation, at some level, wants revenge. I know all the lies. I saw people being killed. But I also know that revanchism is never ending. And my obsession has been that we should have a revolution that does not resemble the French or Russian, but rather the American, in the sense that it be for something, not against something. A revolution for a constitution, not a paradise. An anti-utopian revolution. Because utopias lead to the guillotine and the gulag.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michnik’s obsession has yielded fruit. President Lech Kaczynski is dead. Slawomir Skrzypek, the president of the National Bank, is dead. An explosion in the fog of the forest took them and 94 others on the way to Katyn. But Poland’s democracy has scarcely skipped a beat. The leader of the lower house of Parliament has become acting president pending an election. The first deputy president of the National Bank has assumed the duties of the late president. Poland, oft dismembered, even wiped from the map, is calm and at peace.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Katyn is the place of death of the Polish intelligentsia,” Michnik, now the soul of Poland’s successful Gazeta Wyborcza newspaper, said when I reached him by phone. “This is a terrible national tragedy. But in my sadness I am optimistic because Putin’s strong and wise declaration has opened a new phase in Polish-Russian relations, and because we Poles are showing we can be responsible and stable.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michnik was referring to Prime Minister Vladimir Putin’s words after he decided last week to join, for the first time, Polish officials commemorating the anniversary of the murder at Katyn of thousands of Polish officers by the Soviet Union at the start of World War II. Putin, while defending the Russian people, denounced the “cynical lies” that had hidden the truth of Katyn, said “there is no justification for these crimes” of a “totalitarian regime” and declared, “We should meet each other halfway, realizing that it is impossible to live only in the past.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The declaration, dismissed by the paleolithic Russian Communist Party, mattered less than Putin’s presence, head bowed in that forest of shame. Watching him beside Poland’s prime minister, Donald Tusk, I thought of François Mitterrand and Helmut Kohl hand-in-hand at Verdun in 1984: of such solemn moments of reconciliation has the miracle of a Europe whole and free been built. Now that Europe extends eastward toward the Urals.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I thought even of Willy Brandt on his knees in the Warsaw Ghetto in 1970, a turning point on the road to a German-Polish reconciliation more miraculous in its way even than the dawning of the post-war German-French alliance. And now perhaps comes the most wondrous rapprochement, the Polish-Russian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;It is too early to say where Warsaw-Moscow relations are headed but not too early to say that 96 lost souls would be dishonored if Polish and Russian leaders do not make of this tragedy a solemn bond. As Tusk told Putin, “A word of truth can mobilize two peoples looking for the road to reconciliation. Are we capable of transforming a lie into reconciliation? We must believe we can.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poland should shame every nation that believes peace and reconciliation are impossible, every state that believes the sacrifice of new generations is needed to avenge the grievances of history. The thing about competitive victimhood, a favorite Middle Eastern pastime, is that it condemns the children of today to join the long list of the dead.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;For scarcely any nation has suffered since 1939 as Poland, carved up by the Hitler-Stalin nonaggression pact, transformed by the Nazis into the epicenter of their program to annihilate European Jewry, land of Auschwitz and Majdanek, killing field for millions of Christian Poles and millions of Polish Jews, brave home to the Warsaw Uprising, Soviet pawn, lonely Solidarity-led leader of post-Yalta Europe’s fight for freedom, a place where, as one of its great poets, Wislawa Szymborska, wrote, “History counts its skeletons in round numbers” — 20,000 of them at Katyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;It is this Poland that is now at peace with its neighbors and stable. It is this Poland that has joined Germany in the European Union. It is this Poland that has just seen the very symbols of its tumultuous history (including the Gdansk dock worker Anna Walentynowicz and former president-in-exile Ryszard Kaczorowski) go down in a Soviet-made jet and responded with dignity, according to the rule of law.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;So do not tell me that cruel history cannot be overcome. Do not tell me that Israelis and Palestinians can never make peace. Do not tell me that the people in the streets of Bangkok and Bishkek and Tehran dream in vain of freedom and democracy. Do not tell me that lies can stand forever.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ask the Poles. They know.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&amp;nbsp;Roger Cohen, The New York Times, 12.04.2010&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1634280259905123367?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1634280259905123367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1634280259905123367' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1634280259905123367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1634280259905123367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/04/glory-of-poland.html' title='The Glory of Poland'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S8N_H5UKYrI/AAAAAAAALkw/wcoGEoUyrq0/s72-c/623b8f6bd0f8f627e6d512e13f934174,14,1,4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-8709887891685270073</id><published>2010-03-17T00:50:00.003+01:00</published><updated>2010-03-17T00:56:43.095+01:00</updated><title type='text'>100 tytułów BBC</title><content type='html'>Nowe wyzwanie, choć niezbyt jednak mobilizujące... Ale zawsze to coś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Duma i uprzedzenie - Jane Austen&lt;br /&gt;2. &lt;span style="color: #6633ff; font-weight: bold;"&gt;Władca Pierścieni - JRR Tolkien&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;3. Jane Eyre - Charlotte Bronte&lt;br /&gt;4. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Seria o Harrym Potterze - JK Rowling&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;5. Zabić drozdad - Harper Lee&lt;br /&gt;6. &lt;i style="color: #cccccc;"&gt;Biblia&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;7. Wichrowe Wzgórza - Emily Bronte&lt;br /&gt;8. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rok 1984 - George Orwell&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;9. Mroczne materie (seria) - Philip Pullman&lt;br /&gt;10. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Wielkie nadzieje - Charles Dickens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;11. Małe kobietki - Louisa M Alcott&lt;br /&gt;12. Tessa D’Urberville - Thomas Hardy&lt;br /&gt;13. Paragraf 22 - Joseph Heller&lt;br /&gt;14.&lt;strike&gt; Dzieła zebrane Szekspira&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;15. Rebeka - Daphne Du Maurier&lt;br /&gt;16. &lt;span style="color: #3366ff; font-weight: bold;"&gt;Hobbit - JRR Tolkien&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;17. Birdsong - Sebastian Faulks&lt;br /&gt;18. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Buszujący w zbożu - JD Salinger&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;19. Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger&lt;br /&gt;20. Miasteczko Middlemarch - George Eliot&lt;br /&gt;21. &lt;strike&gt;Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;22. Wielki Gatsby - F Scott Fitzgerald&lt;br /&gt;23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) - Charles Dickens&lt;br /&gt;24. Wojna i pokój - Leo Tolstoy&lt;br /&gt;25. Autostopem przez Galaktykę - Douglas Adams&lt;br /&gt;26. Znowu w Brideshead - Evelyn Waugh&lt;br /&gt;27. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Zbrodnia i kara - Fyodor Dostoyevsky&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;28. Grona gniewu - John Steinbeck&lt;br /&gt;29. Alicja w Krainie Czarów - Lewis Carroll&lt;br /&gt;30. O czym szumią wierzby - Kenneth Grahame&lt;br /&gt;31. Anna Karenina - Leo Tolstoy&lt;br /&gt;32. David Copperfield - Charles Dickens&lt;br /&gt;33. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Opowieści z Narnii (cały cykl) - CS Lewis&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;34. Emma- Jane Austen&lt;br /&gt;35. Perswazje - Jane Austen&lt;br /&gt;36. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Lew, Czarwnica i Stara Szafa - CS Lewis&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;37. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) - Louis De Bernieres&lt;br /&gt;39. Wyznania Gejszy - Arthur Golden&lt;br /&gt;40. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Kubuś Puchatek - AA Milne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;41. Folwark zwierzęcy - George Orwell&lt;br /&gt;42. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kod Da Vinci - Dan Brown&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;43. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;44. Modlitwa za Owena - John Irving&lt;br /&gt;45. Kobieta w bieli - Wilkie Collins&lt;br /&gt;46. &lt;strike&gt;Ania z Zielonego Wzgórza - LM Montgomery&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;47. Z dala od zgiełku - Thomas Hardy&lt;br /&gt;48. Opowieść podręcznej - Margaret Atwood&lt;br /&gt;49. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Władca much - William Golding&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;50. Pokuta - Ian McEwan&lt;br /&gt;51. Życie Pi - Yann Martel&lt;br /&gt;52. Diuna - Frank Herbert&lt;br /&gt;53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons&lt;br /&gt;54. Rozważna i romantyczna - Jane Austen&lt;br /&gt;55. Pretendent do ręki - Vikram Seth&lt;br /&gt;56. &lt;span style="color: #3366ff; font-weight: bold;"&gt;Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafon&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;57. Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens&lt;br /&gt;58. Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley&lt;br /&gt;59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) - Mark Haddon&lt;br /&gt;60. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Miłość w czasach zarazy - Gabriel Garcia Marquez&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) - John Steinbeck&lt;br /&gt;62. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Lolita - Vladimir Nabokov&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;63. Tajemna historia - Donna Tartt&lt;br /&gt;64. Nostalgia anioła - Alice Sebold&lt;br /&gt;65. Hrabia Monte Christo - Alexandre Dumas&lt;br /&gt;66. W drodze - Jack Kerouac&lt;br /&gt;67. Juda nieznany - Thomas Hardy&lt;br /&gt;68. &lt;strike&gt;Dziennik Bridget Jones - Helen Fielding&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;69. Dzieci północy - Salman Rushdie&lt;br /&gt;70. Moby Dick - Herman Melville&lt;br /&gt;71. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Oliver Twist - Charles Dickens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;72. Dracula - Bram Stoker&lt;br /&gt;73. Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett&lt;br /&gt;74. Zapiski z małej wyspy - Bill Bryson&lt;br /&gt;75. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Ulisses - James Joyce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;76. Szklany kosz - Sylvia Plath&lt;br /&gt;77. Jaskółki i Amazonki - Arthur Ransome&lt;br /&gt;78. Germinal - Emile Zola&lt;br /&gt;79. Targowisko próżności - William Makepeace Thackeray&lt;br /&gt;80. Opętanie - AS Byatt&lt;br /&gt;81. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Opowieść wigilijna - Charles Dickens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;82. Atlas chmur - David Mitchell&lt;br /&gt;83. Kolor purpury - Alice Walker&lt;br /&gt;84. Okruchy dnia - Kazuo Ishiguro&lt;br /&gt;85. &lt;strike&gt;Pani Bovary - Gustave Flaubert&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;86. A Fine Balance - Rohinton Mistry&lt;br /&gt;87. Pajęczyna Szarloty - EB White&lt;br /&gt;88. Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom&lt;br /&gt;89. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Przygody Scherlocka Holmesa - Sir Arthur Conan Doyle&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton&lt;br /&gt;91. Jądro ciemności - Joseph Conrad&lt;br /&gt;92. &lt;span style="color: blue; font-weight: bold;"&gt;Mały Książę - Antoine De Saint-Exupery&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;93. Fabryka os - Iain Banks&lt;br /&gt;94. Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams&lt;br /&gt;95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) - John Kennedy Toole&lt;br /&gt;96. Miasteczko jak Alece Springs - Nevil Shute&lt;br /&gt;97. Trzej muszkieterowie - Alexandre Dumas&lt;br /&gt;98. Hamlet - William Shakespeare&lt;br /&gt;99. Charlie i fabryka czekolady - Roald Dahl&lt;br /&gt;100. Nędznicy – Victor Hugo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Instrukcja obsługi:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="color: #cccccc; font-style: italic;"&gt;Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="color: #3366ff; font-weight: bold;"&gt;Podkreśl te książki, które kochasz/uwielbiasz/bardzo lubisz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;strike&gt;Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś.&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;5. Umieść to na blogu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-8709887891685270073?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/8709887891685270073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=8709887891685270073' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8709887891685270073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8709887891685270073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/03/100-tytuow-bbc.html' title='100 tytułów BBC'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4960641097439380705</id><published>2010-03-12T23:40:00.008+01:00</published><updated>2010-03-13T00:38:22.372+01:00</updated><title type='text'>darcie pierza</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S5rMdXuIBiI/AAAAAAAALj8/Wn55DRN28Gs/s1600-h/Bialezeszyty_SoniaRadunska.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 128px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S5rMdXuIBiI/AAAAAAAALj8/Wn55DRN28Gs/s200/Bialezeszyty_SoniaRadunska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447891504213788194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204); font-weight: bold;"&gt;Białe zeszyty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204); font-weight: bold;"&gt;Sonia Raduńska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153); font-weight: bold;"&gt;wydawnictwo: WAB&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153); font-weight: bold;"&gt;stron: 334&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czasem w księgarni zmuszony jestem wybierać. Rzadko to robię, częściej biorę wszystko, co wpada mi w rękę, co zaintryguje. Ale czasem wybieram. Ostatnio polecono mi Stachurę. Byłem niepewny: miałem wrażenie, że kończy się dobrze, a ja nie lubię tekstów dobrze zakończonych. Ale już chciałem to sprawdzić. Miałem też w rękach ostatnią Sylwię Chutnik, coś Hrabala i, wstyd się przyznać (?), Harrego Pottera. Spojrzałem jeszcze ostatni raz na półkę, spojrzałem wzrokiem osoby, która żegna się z wytęsknioną osobą, i zauważyłem „Białe zeszyty” Sonii Raduńskiej.&lt;br /&gt;Gdy patrzę w półki, szukam schematami. Najczęściej wyszukuję serie, które już zacząłem, rzadziej kolory czy kroje okładek. Raduńska poszła serią: czytałem już wcześniej coś z Serii z miotłą. „Kazirodztwo” Christine Angot. Mocna. Drapiąca. Spojrzałem na czwarta stronę okładki. „Intymny dziennik dojrzałej kobiety, matki dwojga dzieci, która po śmierci męża próbuje uporządkować swoje uczucia”. Zaiskrzyło. Druga strona okładki: „Sonia Raduńska. Psycholog…” Poszedłem do kasy.&lt;br /&gt;Ciągną mnie książki z psychologicznymi jazdami. Z książkami mam jak Kuczok z filmami:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jeśli więc zamiast o filmie odważnym słyszę o dziele chorego umysłu, filmie odrażającym, zwyrodniałym, a jednocześnie wiem, że stoi za nim autor o znanym i sprawdzonym potencjale artystycznym – ogarnia mnie iście piekielna dociekliwość i spieszę do kina tym prędszej, im liczniejszy skonfundowany tłumek kinomanów podąża w stronę odwrotną. Nie żebym chciał ulżyć zboczonym popędom – wprost przeciwnie: jako że w Niebie chcę się znaleźć po śmierci, wolę je sobie zostawić jako niespodziankę; cóż bym miał za motywację do żywota bezgrzesznego, gdyby się Niebo okazało w kinie niefotogeniczne? Na piekło mogę sobie więc za życia popatrzeć, choćby dlatego, żeby mnie spróbowano zdemoralizować, żebym miał szansę się tym próbom oprzeć. Za prawienie morałów w kinie serdecznie dziękuję, nic bardziej nie podcina skrzydeł artyście niż chęć przyprawienia samemu sobie anielskich skrzydeł, chęć pokrzykiwania z ambony zamiast z reżyserskiego stołka.&lt;/blockquote&gt;Książka musi mnie boleć, musi drapać jak cyrkiel grzebiący w tętnicy w nadgarstku na nudnej lekcji matematyki. Książka musi orać życie aż do skały, odcinać miąższ mango do samej skórki, a nie zjadać je po kawałeczku.&lt;br /&gt;Chwyciłem za „Białe zeszyty”. Miał być Stachura. Okazało się, że u Raduńskiej jest go aż zanadto. Nic nie ginie w przyrodzie… Jest też mój Preisner, Miles Davies, jest mój Jarrett, jest Jung, de Mello (kiedyś skosztuję).&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Oczy tej małej, jak dwa błękity&lt;br /&gt;                          Myśli tej małej, białe zeszyty&lt;br /&gt;                          A On był dla niej jak młody Bóg&lt;br /&gt;Żebyż on jeszcze kochać mógł...&lt;/blockquote&gt;napisze Osiecka, zaśpiewa Raz. Dwa. Trzy.&lt;br /&gt;Cóż więcej pisać o książce? Jest tu już wszystko.&lt;br /&gt;Czytając autoterapię Raduńskiej zastanawiałem się, na ile możliwe jest szczere pisanie dzienników, pamiętników, blogów? jeśli zakłada się, że białe zeszyty nie są ich jedynymi czytelnikami. Okazuje się że można.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wciąż jest to ciało zasługujące na miłość i namiętność. Moje piersi są jak u młodej dziewczyny. Skóra jeszcze gładka i ciepła. Tęsknię.&lt;/blockquote&gt;Szczerość i otwartość Autorki jest tak naturalna, że w chwilach, kiedy miałem ochotę na krytyczną ocenę („przecież nie można tak myśleć!”, „a co z Twoimi dziećmi?”, „jesteś samolubna!”), strofowałem się i chwytałem za kolejne daty...&lt;br /&gt;Z przemyśleń w lekturze: odkryłem całkowitą naturalną sprzeczność między słowami mężczyzny wypowiadanymi w ważnych rozmowach, w listach (przy kawie w Columbii...) a zachowaniem dnia następnego. I następnego. Naturalną - bo - zdaje mi się - powszechną. Zachowania takie, jakby miały tę rozmowę, list, słowa - unieważnić. Czytam - że kobieta czuje się niezrozumiana, że ma poczucie niezawinionej nieważności. Wiem - że dla mężczyzny jest to, paradoksalnie, postać przypieczętowania wypowiedzianych słów. Może: by pokazać jak one są ważne odbiega się od nich, obiera przeciwny kierunek, gdyż stają się przez to wyjątkowe, niepospolite, świąteczne... Dziwny sposób, ale przekonujący dla niego. Dla mężczyzny. Mężczyzna musi to sobie udowadniać.  Czytam dalej:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;„Manipulowanie bliskością”, czyli naprzemienne zbliżanie i oddalanie w bliskiej relacji jest naturalną skłonnością mężczyzzny. Że jest bardzo naturalne, że skłopotany mężczyzna udaje się do „jaskini na odosobnienie i nie nalezy go wtedy zaczepiać! Że kiedy wyrusza ode mnie do siebie, mam go nie ścigać (bo tym mocniej będzie się odsuwał). On wróci - potrzebuje tylko przestrzeni i czasu dla siebie! I że kiedy ja mówię bliskiemu mężczyźnie o swoich trudnych uczuciach czy kłopotach, on naturalnie poczuje się obwiniany (oskarżany!) lub będzie chciał mi problemy rozwiązywać.&lt;/blockquote&gt;Prawdziwe.&lt;br /&gt;I jeszcze odkrycie: doświadczenie płaczu totalnego. Z dopowiedzeniem: nie mając żadnego wsparcia. poza wsparciem w samej sobie.&lt;br /&gt;Polecam wszystkim tym, którzy w codzienności drą pierze swoich ograniczeń. I próbują upchać jej w przytulną poduszkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4960641097439380705?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4960641097439380705/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4960641097439380705' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4960641097439380705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4960641097439380705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/03/darcie-pierza.html' title='darcie pierza'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S5rMdXuIBiI/AAAAAAAALj8/Wn55DRN28Gs/s72-c/Bialezeszyty_SoniaRadunska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-7655091558517085162</id><published>2010-03-09T20:54:00.025+01:00</published><updated>2010-03-12T19:04:17.239+01:00</updated><title type='text'>spowiedź rozłożona w czasie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S5bAvi5fyWI/AAAAAAAALio/8gMOTVrIdwk/s1600-h/harar.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S5bAvi5fyWI/AAAAAAAALio/8gMOTVrIdwk/s200/harar.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446752722405542242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 204, 204); font-weight: bold;"&gt;Harar&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 204, 204);"&gt;Radosław Kobierski&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 153, 153);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt;wydawnictwo:&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt; &lt;/span&gt;WAB&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 153, 153);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt;stron:&lt;/span&gt; 249&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzi pan, bo ja nie chcę o tym mówić. Ja nie potrafię o tym mówić. Ja bym chciał, żeby ludzie to przeczytali. Żeby pan to przeczytał. I to najlepiej w jakiejś powieści. W jakiejś fikcji. Nie żebym sam to napisał, tylko żeby pan to znalazł w czymś, co odkryłem u kogoś. To dlatego czytam tyle depresyjnych, fikcyjnych historii. To dlatego nie potrafię często znaleźć takiej historii, która mi odpowiada. Która mi opowiada. Mnie. To dlatego lubię „Harar”. „Senność”. „Gnoja”.&lt;br /&gt;Chcę żeby ludzie, żeby pan to przeczytał. I żeby się ludzie, pan - litowali. Żebyście się litowali, bo nic się nie da zrobić.&lt;br /&gt;I żebym ja mógł patrzeć jak to czytacie. Żebym widział - może przez moje łzy - wasze łzy, jak będziecie to czytali. Jak będziecie odkrywali tę beznadzieję. Dlatego lubię jak ludzie czytają to, co ja czytam, jak ludzie mnie od-czytują. Odkrywają. Jak ludzie widzą mnie w tej beznadziei i - nic nie mogą zrobić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny, piąty chyba - przeczytałem „Harar” Kobierskiego. Od jakiegoś czasu mierzyłem się, by zacząć pisać o książkach, a nie prze-pisywać je. „Harar” mnie do tego zmusił. Zawsze bałem się, że blog będzie ewidentną formą realizowania mojego ekshibicjonizmu. Spowiedź rozłożona w czasie - powie Kobierski. Dlatego przez dwa lata nie pisywałem, a jedynie prze-pisywałem. Nic to nie dało. Mój wybór tekstów i tak (za) wiele mówił o mnie. Niektórzy Czytelnicy nawet dziwili się, że takiego wyboru może dokonywać facet...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc zaczynam pisać. I zaczynam z grubej rury. Od „Hararu”. Od książki, która wiele mówi o mnie. Sam nie wiem co mówi, więc nawet Ci, którzy mnie znają, nie będą (chyba) w stanie odkryć podobieństw. Ale wiem, że mówi. Czuję to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Harar” czytywałem w różnym okolicznościach i pozycjach. W pracy, na leżąco, gadając z klientami przez słuchawki, w tramwaju, w pociągu, ostatnio - w autobusie, w depresji, zamyśleniu, przed snem i po sesjach. Łykałem ją, nie czując nasycenia. Trawiąc słowa, które grały we mnie, gdyż na tę grę pozwalałem. Od „Hararu” zaraziłem się słowo-twórstwem, grą, która z liter tworzyła sensy. Potem poszedł Kuczok, Myśliwski, Klimko-Dobrzaniecki, ostatnio Chutnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe dla mnie było to, że w kilka dni po każdej lekturze „Hararu” zapominałem, o czym była. Wyparcie? Że niby książka jest dla mnie znacząca? że mówi o mnie to, czego nie chcę, by mówiła? Być może. Może być. Ale z tego powodu mam motyw, by czytać ją po raz kolejny i kolejny. Tak też było tym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię egzemplarz który posiadam. Pokreślony długopisem, jeszcze z czasów, gdy po książkach kreśliłem długopisem a nie zakreślaczem. Ale kreślony nie tylko przez mnie. Także przez tych, którzy ją ode mnie pożyczali. Wstydziłem się ją pożyczać. Bałem się, że ten, kto ją będzie czytał, znajdzie zaznaczone fragmenty i będzie się zastanawiał dlaczego wybrałem właśnie je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkrywali. I co z tego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okładka - żadna nie oddaje tak sensu i treści książki, jak ta. Dorosły facet leżący nago w starej drewnianej dziecięcej kołysce. Leżący, albo - wciśnięty. Przez kogo? Przez życie? matkę? chorobę ojca? próbę wejścia w dorosłość? I drewniana sucha podłoga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Harar” to historia młodego mężczyzny, dla którego wchodzenie w dorosłość jest nieustannym rozliczeniem z trudnym dzieciństwem. Nieustannym, ale koniecznym. Nadopiekuńcza matka, toksyczne autorytety, poczucie niższości, niezgoda siebie takiego, jakim się jest... Wieczne sobą rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;„W izolatce, w której spędziłem najszczęśliwsze dni mego życia, uświadomiłem sobie, że muszę oderwać się od poczucia samoistności, od traktowania swojego życia jako sprawy nadrzędnej, uwolnić się od nienasyconego nigdy pragnienia, żeby zawsze być w centrum zainteresowania, a właśnie to wraz z dzieciństwem ostatecznie utraciłem. Moje cierpienie polegało na tym, że nie mogłem nieustannie być w centrum zainteresowania, kiedy przestawano mi poświęcać uwagę, rzucałem się w wir jakiejś nowej pasji tylko po to, żeby odzyskać utraconą pozycję, i w ten sposób, nie dając ani chwili wytchnienia tym, którzy musieli mnie podziwiać, wypalałem w nich od razu wszystko. I kiedy odchodzili wypaleni, całkiem już oczyszczeni, natychmiast rodziła się we mnie podejrzliwość, a później złość, że nikt mnie nie rozumie, że jestem absolutnie sam. Ta złość przeradzała się w poczucie winy, później w strach, że jestem nikim”.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Dopiero choroba ojca, a jeszcze bardziej - odkrycie jego tajemnicy sprawiło, że nieodcięta wcześniej pępowina mogła pozostać porzucona. Mógł rozpocząć się kolejny etap. Życie zaczęło się odmieniać dzięki spełnionej miłości i ojcostwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jak podsumować. „Harar” niesie dla mnie tyle treści, że nie jestem w stanie jej pomieścić. Muszę starać się ją odłożyć na bok. Treść i książkę. Odłożyć - żeby znów do niej wrócić. Jak zapomnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-7655091558517085162?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/7655091558517085162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=7655091558517085162' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7655091558517085162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7655091558517085162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/03/spowiedz-rozozona-w-czasie.html' title='spowiedź rozłożona w czasie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S5bAvi5fyWI/AAAAAAAALio/8gMOTVrIdwk/s72-c/harar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4202840702804072532</id><published>2010-02-14T13:45:00.007+01:00</published><updated>2010-03-13T00:49:19.544+01:00</updated><title type='text'>powołanie</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S3fwpjllJ0I/AAAAAAAALdc/pwjCR-KtNFo/s1600-h/raz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 117px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S3fwpjllJ0I/AAAAAAAALdc/pwjCR-KtNFo/s200/raz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438079671791331138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jest taki okres w życiu, w którym dziwne rzeczy się dzieją. W tym czasie chłopcy pokrywają się pryszczami, rosną im nosy i uszy, włosy pod pachami i gdzie indziej, zmienia się im głos, niektórzy bardzo się wstydzą, bo to przejście do męskiej głębi poprzedzone jest dziwacznym skrzeczeniem, niektórym udaje się bez skrzeczenia, wracają po wakacjach i choć mają jeszcze bardzo dziecięce twarze, zaczynają brzmieć jak prawdziwi faceci, i wtedy mogą już kupić paczkę fajek w kiosku, bo sprzedawca nie patrzy na twarz, tylko słucha, a ze słuchu można im dać więcej, niż mają. Co odważniejsi próbują swoich sił w monopolowym, chcą w polu przy torach spróbować, a potem zwymiotować. Prawie wszyscy zaczynają interesować się dziewczynami, zaczynają ze sobą chodzić, jak to się mówi, zaczynają się nałogowo onanizować, gdy z tego chodzenia nici wychodzą. Dziewczyny lubią się przytulać, pogadać, wyjść, pokazać się, potańczyć, kino, te sprawy. Chłopcy są niecierpliwi, nie mogą unieść hormonalnego ciśnienia i muszą sobie pomagać, w samotności, w toalecie. Tak już jest i chyba tak będzie. Konflikt natury i kultury, przyzwyczajeń, nakazów rodziny, zakazów kościoła. I tak wszystko toczy się od wieków wypróbowanymi torami, każde pokolenie narzeka, ale każde przez ten okres przechodzi, a potem się wspomina i śmieje, przywołując na którymś rocznicowym zjeździe w liceum obrazy z czasów niespokojnych, z czasów niespokojnej ręki, z czasów niespokojnych snów. Niektórzy tego okresu nie chcą wspominać, bo był dla nich piekłem, tych jest mniej, ale są, są wśród nas, byli i będą. Tak jak ja. Mój pociąg wykoleił się w pewnym momencie, wagony wiozące geny, geny do stacji męskość, przeszły jakąś straszliwą mutację, wszystko zwariowało, zamieszkałem w obcym ciele, które stało się więzieniem pilnowanym przez podłego klawisza, tym klawiszem była moja matka, która pastwiła się nad moją duszą, nie chciała widzieć tego, co było widoczne, tego, co inni widzieli i śmiali się, kpili lub zawieszali współczujące spojrzenie. Współczucie, najgorszy z odruchów. Współczucie jest gorsze od kiły, bo zabija, zabija z zatroskanym obliczem, współczucie to największe z kłamstw, bo pod jego skórą siedzi diabeł. Najczęściej współczuje się dlatego, że ma się dogłębną satysfakcję, że coś takiego ciebie nie spotkało, to całe współczucie to po prostu pewien rodzaj radości. Patrzysz na człowieka bez nóg i myślisz, biedny, ale w sercu masz radość, że to on nie ma nóg, że to nie ty siedzisz na wózku. Albo na plaży. Widzisz chłopaka z piersiami i zaczynasz się śmiać albo współczujesz, myśląc, biedny, kto go zechce, jaka dziewczyna będzie się chciała kochać, chodzić, całować z taką efemerydą. To piekło, to było piekło i nikt nie chciał pomóc, a własna matka potęgowała je. Przejrzałem ją dokładnie, zrozumiałem, że moje piersi są dla niej gwarantem spokojnej starości, wiedziała, że mnie żadna nie zechce, że ja sam nie będę próbował, bo się przed żadną nie będę miał odwagi obnażyć, że będę z nią siedział całe życie, bo ona jakoś swego na nowo nie chciała układać, na nawrócenie ojca też nie czekała. Po prostu pewnego dnia poczuła się dobrze w tej dwupokojowej klatce dla ludzi, poczuła się doskonale z synem, który dziwnie się rozwijał, ale ten wybryk natury dawał jej gwarancje, że to ona będzie jedyną, jedyną i do końca, do samej śmierci. Morderstwo, duchowe morderstwo na własnym dziecku. A ja żyłem, wstydziłem się, płakałem, marzyłem o dziewczynie, bo choć moje ciało było bardziej pokrewne kobietom, to w środku, w środku byłem prawdziwym chłopakiem, takim, który chce się z nimi całować, chodzić do kina, migdalić się. Ja mogłem tylko o tym śnić i słuchać na przerwach w liceum, jak inni opowiadają, jak tymi opowieściami kaleczą mnie, kaleczą moją duszę, kaleczą moje ja, ale co oni mogli wiedzieć. Dla nich to ja byłem Ksiądz, tak sobie wszyscy ubzdurali, ubzdurali, że ja się szykuję na księdza, do seminarium, bo o pedalstwo nikt mnie nie podejrzewał, z dziewczynami postępowałem normalnie, naturalnie, do pewnych granic, granic, których nie mogłem przekroczyć, stąd te wnioski seminaryjne. Biły się we mnie dwa światy, chciałem się pozbyć piersi, a z drugiej strony chciałem mieć spokój, spokój od wszystkiego, wszystkich. Chyba tak rodzi się ucieczka, którą niektórzy mylą z powołaniem. To ona ubiera cię w to powołanie, to ona ci je załatwia, podtrzymuje i utwierdza. Czasami to ludzie, rodziny, opinia publiczna decydują o twoim życiu, dzięki nim w pewnym momencie zaczynasz wierzyć w kłamstwo i tłumaczysz je potem jakąś absolutną prawdą, prawdą objawioną, z góry objawioną. To przezwisko, ten Ksiądz, przywarło do mnie, wszyscy tak mówili, ale ja sam jeszcze w to do końca nie uwierzyłem, dla mnie to było coś odległego, choć wartego zastanowienia się, bo ucieczka i spokój dają wytchnienie, ale tylko na pewien czas, a może da się tak żyć i życie przeżyć...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Raz. Dwa. Trzy&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4202840702804072532?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4202840702804072532/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4202840702804072532' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4202840702804072532'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4202840702804072532'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/02/powoanie.html' title='powołanie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S3fwpjllJ0I/AAAAAAAALdc/pwjCR-KtNFo/s72-c/raz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1906121345481523</id><published>2010-02-11T00:52:00.005+01:00</published><updated>2010-02-13T22:05:18.958+01:00</updated><title type='text'>dzieło</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S3NH1T4iZPI/AAAAAAAALbU/ghhzT8aVsec/s1600-h/book.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 158px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S3NH1T4iZPI/AAAAAAAALbU/ghhzT8aVsec/s200/book.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436768156362368242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bestseller to książka, w której czytelnik ma wrażenie, że kartki same się przewracają - tak szybko się ją czyta. Udane dzieło kreatora światów poznajemy po reakcjach odwrotnych: „czytałem coraz wolniej, bo nie chciałem opuścić tego świata”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Z  „Tygodnika Powszechnego”&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1906121345481523?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1906121345481523/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1906121345481523' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1906121345481523'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1906121345481523'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/02/dzieo.html' title='dzieło'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S3NH1T4iZPI/AAAAAAAALbU/ghhzT8aVsec/s72-c/book.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2943884653749476517</id><published>2010-01-13T17:26:00.002+01:00</published><updated>2010-01-13T17:52:58.813+01:00</updated><title type='text'>oni...</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S036RSey_rI/AAAAAAAALZ0/kGf8y4l_DTo/s1600-h/hebron.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 124px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S036RSey_rI/AAAAAAAALZ0/kGf8y4l_DTo/s200/hebron.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426268300977045170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak zaczniesz grypsować, małolat, to jest albo wóz, albo przewóz. Musisz, wiedzieć, gdzie jest twoje miejsce. Decydujesz się na to, że jesteś złodziej i bandzior, a więzienie jest twoim drugim domem i to jest cena za to, że robisz to, co ci się podoba. Prawdziwy złodziej prędzej czy później trafi za kraty, bo to jest jego zawód i jego wolność. Jego cena wolności. Złodziej, co grypsuje, dokładnie wie, kto jest jego wrogiem i z kim musi walczyć, żeby przeżyć. Cala administracja, całe to kurewstwo urzędasów, sędziów, kupionych i wystraszonych adwokatów, wściekłych prokuratorów, klawiszy – tych łańcuchowych psów, to wszystko, małolat, cały ten pierdolony burdel myślący tylko o tym, jak nas zamknąć, zagłodzić, zgnoić i jeszcze zmusić do poprawy, do tańczenia tak, jak nam zagrają. Wiesz, po co się grypsuje, małolat? Pewnie wiesz bo już gibiesz te swoje parę miesięcy. Tylko razem jesteśmy silni. Tylko razem możemy przetrzymać jakoś ten cały syfilis. I oni wiedzą o tym, i boją się nas, i liczą się z nami. Wiedzą, że w kryminale się głupieje i złodzieje potrafią być nieobliczalni. Że są ześwirowani i stać ich na to. żeby wypruć sobie flaki i wrzucić w sprężyny od koja Tak, małolat, są tacy kamikadze. Sam kiedyś widziałem, jak nieśli kolesia z jego własnym łóżkiem, bo go nie mogli wyplątać. Nieśli go do lekarza, a kiszki ciągnęły się po podłodze. To był gruby numer, małolat, i klient tego nie przeżył. Ale to są ostateczności, gdy nie ma już wyjścia, gdy chcą cię zgnoić albo zadręczyć na śmierć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oni wiedzą, że jak pochlasta się dziesięciu, to nie będą mogli ich skrawcować na miejscu i będą musieli ich powieźć na wolnościową szpitalkę. I zrobi się dym, i prędzej czy później ludzie będą się pytać, co się dzieje. Dlaczego złodzieje robią sobie takie rzeczy. Bo wariują od tego, że są traktowani jak zwierzęta. Że jak dopominają się o swoje prawa, chociażby o żarcie, co się dałoby przełknąć, to dostają parę lol na grzbiet, kopa podkutym butem albo łomot od pięciu gadów naraz. Bo wariują dlatego, że są dręczeni i trzymani w ciemnościach, wpierdalani w słynne pasy, w których najwięksi kozacy po dziesięciu minutach srają pod siebie, bo są zamykani na pół roku w pojedynkach, w mrozie, z robactwem, ze szczurami, wariują, bo jak idą do lekarza, to są zamykani na twarde jako symulanci. Żyją w piekle, które zrobiono specjalnie dla nich, więc stali się diabłami. I żrą się między sobą, niszczą słabych, gwałcą wystraszonych, bo sami nie chcą być gwałceni, słabi i wystraszeni. Tak, małolat, bo więzienie to piekło i ściek, śmietnik i dżungla, i nikogo nie obchodzi, co się tutaj dzieje. Nikogo nic obchodzi, że morderca siedzi z dzieciakiem skazanym za kradzież roweru. Nikogo nie obchodzi, że klient raz zgwałcony będzie poniżany i dymany do końca swoich dni w kryminale. Oni są zadowoleni, że robią z nas zwierzęta, małolat, im potrzebne są zwierzęta, żeby mogły istnieć takie kryminały. Ale jak już zrobili z nas zwierzęta, to chociaż nie pozwólmy się zastraszyć. Niech się nas boją i niech się z nami liczą. Dlatego potrzebna jest mafia, o której oni wiedzą, ale nasza czaszka w tym, żeby wiedzieli jak najmniej. Oni mają swoich kapusiów, ale my wiemy, kto jest kapusiem i kiedy kapuje. Oni nie chcą, żebyśmy mieli kontakt z wolnością, ule my mamy swoje kominy. Oni nam dają wstrętne żarcie, ale my możemy pierdolnąć platerami i ogłosić głodówkę, a tego boją się najbardziej. Oni chcą mieć swoich zaufanych klawiszy, ale my tych klawiszy możemy kupić, bo wszystko można kupić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystkie nasze zasady, małolat, ja teraz będę nawijał tak między nami i może się zdziwisz, że kulawo bajeruję i w ogóle. Ale lubię cię i ci ufam, a przesiedziałeś deczko i trochę wiesz, i chcę, żebyś i ty głupi nie był. No więc te nasze wszystkie zasady, oddzielny blat, oddzielne platery, nie kopsać ręki frajerstwu, cała więzienna nawijka, jak popatrzysz na to z boku, to przecież jedna głupota i nic więcej. No bo co się w końcu stanie, jak frajer zje z twojego talerza albo przykira z twojego kubana. Nic, chyba że ma jakąś francę. Ale jak spojrzysz na to z innej strony, to zobaczysz, że są potrzebne, bo muszą być jakieś zasady, żeby trzymały ten cały bałagan. 1 trzeba ich przestrzegać, i może dlatego, że są bez sensu, tym bardziej trzeba ich przestrzegać, bo tak się sprawdza ludzi. Będziesz zdychał bez szlugów, ale nic weźmiesz pojarki od frajera. Będą cię klawisze napierdalali, ale nic dotkniesz obszczanego kibla. Oddziałowy będzie cię zmuszał, żebyś szamał z frajerstwem, ale ty będziesz wolał łomot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślisz, że mnie nie żal cweli? Ale będę ich dymał i poniżał. Małolat, jak pierwszy raz dałem jednemu obciągnąć, to myślałem, że się zrzygam, ale dałem, bo wiedziałem, że muszę być sztywny, bo tu trzeba być sztywnym. Myślisz, że ja nic wiem, że wśród frajerstwa są porządni faceci, czasami porządniejsi niż klienci od nas. Ale zawsze będę powtarzał i robił tak, jakby każdy frajer był od urodzenia zwykłym paparuchem. Musimy, przynajmniej od zewnątrz, wyglądać, że trzymamy się razem i obcym wstęp wzbroniony. Zresztą frajerstwo samo sobie jest winne. Widzisz, jacy są rozpierdoleni. Można z nimi zrobić co się chce. Żadnej jedności. Motają się i motają. Jak jakaś zadyma albo bunt, to tylko my. Nigdy się nie zdarzy, żeby frajerstwo coś wymyśliło i zadymiło. Duży fart, jeśli kilku z nich się wykłamie i pójdzie za nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nimi, małolat, jest taka sprawa, że oni przeważnie żałują za grzechy i myślą, że spotkała ich zasłużona kara, myślą o poprawie. Aż mnie telepie, jak o tym pomyślę. Jaka kara? Jaki sąd? Kto mnie sądził? Jakaś banda złodziei, co kradnie pod ochroną tego swojego prawa. Małolat, przecież to jest cyrk. Żeby bandyci, co napierdalali mnie przez tydzień na komisariacie, robili potem za uczciwych świadków. Złodziej skazujący złodzieja. I to złodziej, który nic nie ryzykuje. Ja jestem złodziej, ale płacę uczciwie, płacę wolnością, moim jedynym skarbem. Małolat, mordercy są uczciwi, dają życie za życie. A pomyśl, jakim zeszmaconym mordercą jest sędzia skazujący na krawat. Co go to kosztuje? Czym płaci? Bólem dupy na rozprawie. Patrzy taki kutas, jak huśtają człowieka, a potem idzie na obiad i myśli, jak wyhuśtać następnego. Trzymaj mnie, bo gołymi rękami wyrwę te kraty! I jak tu się dziwić, że ludzie dostają świra? Że podcinają sobie żyły, oślepiają się, łykają mojki i kotwice. Małolat, ja siedzę już trzeci raz i wiem, że będę z przerwami siedział do końca życia. Udało się im tylko jedno. Nauczyli mnie, jak być bandytą, nie bać się kryminału i być dumnym z tego. To im się dobrze udało. I tylko to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, małolat, to było tak między nami. Takich rzeczy lepiej nie nawijać głośno. Wiesz, jacy są złodzieje, nudzi im się i o każde słowo chcieliby kręcić aferę. Zapamiętaj, zapomnij i morda króciutko przy samym parkiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Andrzej Stasiuk, Mury Hebronu&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2943884653749476517?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2943884653749476517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2943884653749476517' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2943884653749476517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2943884653749476517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/01/oni.html' title='oni...'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S036RSey_rI/AAAAAAAALZ0/kGf8y4l_DTo/s72-c/hebron.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2824023925289212334</id><published>2010-01-11T00:10:00.005+01:00</published><updated>2010-01-11T00:21:15.985+01:00</updated><title type='text'>zasada</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S0pf3Q6bggI/AAAAAAAALZU/gjvtaX9fJkQ/s1600-h/hp1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 131px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S0pf3Q6bggI/AAAAAAAALZU/gjvtaX9fJkQ/s200/hp1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425254104158667266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;– Panie profesorze – zaczął Harry. – Tak sobie myślę… Nawet jeśli nie ma już Kamienia, to jednak Vol… to znaczy Sam-Wiesz-Kto…&lt;br /&gt;– Nazywaj go Voldemortem, Harry. Zawsze nazywaj rzeczy po imieniu. Strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Joanne K. Rowling, Harry Potter i Kamień Filozoficzny&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2824023925289212334?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2824023925289212334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2824023925289212334' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2824023925289212334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2824023925289212334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/01/zasada.html' title='zasada'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S0pf3Q6bggI/AAAAAAAALZU/gjvtaX9fJkQ/s72-c/hp1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5762504487542396302</id><published>2010-01-10T23:53:00.003+01:00</published><updated>2010-01-11T00:04:54.138+01:00</updated><title type='text'>ona</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S0pcyEwEpdI/AAAAAAAALZM/rLgUWtAkdrU/s1600-h/Fototerapia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 127px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S0pcyEwEpdI/AAAAAAAALZM/rLgUWtAkdrU/s200/Fototerapia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425250716459771346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W Paryżu mają Montmartre, w Amsterdamie Dzielnicę Czerwonych Świateł. Przykłady można by mnożyć. Zepsuty, pogański Zachód nie wstydzi się swoich domów publicznych, wybitych bordowym aksamitem sal, przytulnych, maleńkich pokoików. Oddziela je umowną granicą od reszty metropolii, tworzy legalne miasto w mieście. Miasto rozpusty, grzechu i rozkładu. Co więcej – trafiają się tam przeróżni zboczeńcy, jacyś Toulouse-Lautrecy, utrwalający obrazy występku przeciwko moralności i nazywający to bluźnierczo sztuką. Warszawa nigdy nie zhańbi się podobnym procederem. W katolickiej Polsce nie ma dzielnic rozpusty. Co prawda nie wiadomo dlaczego, niezależnie od tego, w jakim miejscu znajdzie się obserwujący rzeczywistość człowiek – czy to w szpitalu, autobusie, na ulicy czy przed telewizorem, pierwsze słowa cisnące mu się na usta brzmią nieodmiennie: „Ale burdel!”. Towarzyszy temu jednak zazwyczaj nie erotyczne podniecenie, ale zwykle kręcenie nawykłą do owego kręcenia głową. No cóż. Co kraj, to obyczaj. W Warszawie nie ma zatem dzielnicy-jawnogrzesznicy. Weźcie jednak do domu bezpłatną gazetkę studencką, a znajdziecie w środku różowe zaproszenie na pokaz fryzur intymnych. Jeśli chcecie skorzystać z usług silikonowej Joli („PROMOCJA!!! Trzecia godzina GRATIS!!!”), gotowej na wszystko Marioli, czy mogącej pochwalić się umiejętnością zrobienia szpagatu Violetty, nie musicie udawać się na specjalne poszukiwania. Wystarczy, że podejdziecie do któregoś ze spacerujących po ulicach kilkunastoletnich chłopców, roznoszących za grosze odpowiednie karteczki. Jeśli zaś jesteście zmotoryzowani, to karteczki same do was przyjdą i będą spokojnie czekać, zatknięte za wycieraczkę, aż załatwicie w ministerstwie wszystkie sprawy nie cierpiące zwłoki. Na zepsutym Zachodzie sex-shopy znajdują się głównie w wiadomych gniazdach odrażającej rozwiązłości. W ojczyźnie Papieża stoją sobie spokojnie, jeden obok drugiego, na stołecznej ulicy Jana Pawła. I to bynajmniej nie Woronicza.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Katarzyna Sowula, Fototerapia&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5762504487542396302?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5762504487542396302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5762504487542396302' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5762504487542396302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5762504487542396302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2010/01/ona.html' title='ona'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/S0pcyEwEpdI/AAAAAAAALZM/rLgUWtAkdrU/s72-c/Fototerapia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-8927889764685127072</id><published>2009-12-16T00:15:00.002+01:00</published><updated>2009-12-16T00:04:11.553+01:00</updated><title type='text'>może kozetka?</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SygTn2vcv0I/AAAAAAAALYE/uZHTkA2qTmI/s1600-h/polewalki.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SygTn2vcv0I/AAAAAAAALYE/uZHTkA2qTmI/s200/polewalki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415600127343378242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nieco później wyszedłem z hotelu z mocnym postanowieniem, żeby się upić. Znalazłem otwarty bar naprzeciwko dworca; kilku nastolatków grało w bilard, i właściwie nikogo poza nimi tam nie było. Po trzecim koniaku zacząłem znowu myśleć o Gerardzie Leverrierze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gerard Leverrier był kierownikiem administracyjnym w Zgromadzeniu Narodowym, pracował w tym samym oddziale, co Veronique (która była tam sekretarką). Gerard Leverrier miał dwadzieścia sześć lat i zarabiał trzydzieści tysięcy franków miesięcznie. Co nie zmienia faktu, że Gerard Leverrier był nieśmiały i podatny na depresje. W grudniu pewnego piątkowego wieczoru (miało go nie być w pracy w poniedziałek; jakby wbrew samemu sobie wziął dwa tygodnie urlopu „na święta”) Gerard Leverrier wrócił do domu i strzelił sobie w łeb.&lt;br /&gt;Wiadomość o jego śmierci tak naprawdę nie zdziwiła nikogo w Zgromadzeniu; był tam znany przede wszystkim z trudności, jakie miał z kupieniem łóżka. Już od kilku miesięcy planował ten zakup; ale urzeczywistnienie projektu okazywało się niemożliwe. Anegdota była powtarzana z ironicznym uśmiechem; tymczasem nie ma się z czego śmiać; kupno łóżka w naszych czasach faktycznie przedstawia spore trudności i naprawdę może doprowadzić człowieka do samobójstwa. Najpierw trzeba zaplanować dostawę, a więc na ogół wziąć pół dnia wolnego od pracy, licząc się ze wszystkimi problemami, jakie to za sobą pociąga. Czasem dostawcy nie przyjeżdżają albo nie udaje im się wnieść łóżka przez klatkę schodową i jesteśmy zmuszeni poprosić o kolejne pół dnia wolnego. Te same trudności powtarzają się przy każdym zakupie mebli czy sprzętu domowego i nagromadzenie kłopotów, jakie z tego wynikają, wystarczy, by poważnie zachwiać wrażliwą istotą. Ale łóżko spośród wszystkich mebli stwarza największy problem, problem szczególnie bolesny. Jeżeli chcemy zyskać szacunek u sprzedawcy, jesteśmy zmuszeni kupić łóżko podwójne, czy mamy taką potrzebę, czy nie, czy mamy miejsce, żeby je postawić, czy nie. Kupić łóżko pojedyncze to przyznać się publicznie, że nie ma się życia seksualnego i że nie planuje się go mieć w najbliższej, a nawet odległej przyszłości (ponieważ łóżka za naszych czasów są bardzo trwałe, znacznie przekraczają okres gwarancji, to sprawa na pięć albo dziesięć, a nawet dwadzieścia lat; to poważna inwestycja, która was praktycznie zobowiązuje do końca waszych dni; łóżka, ogólnie rzecz biorąc, są dużo bardziej trwałe niż małżeństwa, wiemy to doskonale). Nawet jeżeli kupicie łóżko o 140 cm szerokości, będziecie uchodzić za małostkowych i ograniczonych drobnomieszczan; w oczach sprzedawców łóżko o szerokości 160 cm jest jedynym, które naprawdę warto kupić; tutaj macie prawo do ich szacunku, ich poważania, a nawet porozumiewawczego uśmieszku; jednak to wszystko jest przeznaczone wyłącznie dla łóżek o 160 cm szerokości.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Tego samego wieczoru, kiedy Gerard Leverrier popełnił samobójstwo, jego ojciec zadzwonił do pracy; a ponieważ Gerarda nie było w gabinecie, telefon odebrała Veronique. Wiadomość, jaką jej przekazał, była po prostu taka, żeby oddzwonił jak najszybciej do swojego ojca; zapomniała ją powtórzyć. Gerard Leverrier wrócił więc do siebie o szóstej, bez świadomości, że ojciec kazał mu przekazać wiadomość, i strzelił sobie w łeb. Veronique opowiedziała mi to wieczorem tego dnia, kiedy w Zgromadzeniu Narodowym dowiedzieli się o jego śmierci, dodała, że „miała lekkiego pietra”; tak dokładnie się wyraziła. Myślałem, że odczuwa coś w rodzaju winy, wyrzutów sumienia; ale skąd: nazajutrz zapomniała o całej sprawie.&lt;br /&gt;Veronique była „na analizie”, jak to się mówi; dzisiaj żałuję, że ją spotkałem. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma czego się spodziewać po kobietach, które są na analizie. Kobieta, która wpada w ręce psychoanalityków, staje się całkowicie niezdatna do jakiegokolwiek użytku, przekonałem się o tym wielokrotnie. To zjawisko nie powinno być postrzegane jako efekt uboczny psychoanalizy, ale jako jej naczelny cel. Pod przykrywką odbudowy ja psychoanalitycy dopuszczają się w rzeczywistości skandalicznej destrukcji ludzkiej jednostki. Niewinność, wspaniałomyślność, czystość... wszystko to jest natychmiast miażdżone w ich wulgarnych łapach. Psychoanalitycy, słono opłacani, pretensjonalni i głupi, definitywnie niweczą u swoich, jak to się mówi, pacjentów jakąkolwiek zdolność do miłości, zarówno psychicznej, jak i fizycznej; zachowują się faktycznie jak prawdziwi wrogo ludzkości. Będąc bezwzględną szkołą egoizmu, psychoanaliza atakuje z największym cynizmem najlepsze, nieco zagubione dziewczyny, by je przerobić na nikczemne dziwki o rozpasanym egocentryzmie, które mogą jedynie wzbudzać uzasadniony wstręt. W żadnym wypadku nie należy pokładać żadnego zaufania w kobiecie, która wpadła w ręce psychoanalityków. Małostkowość, egoizm, arogancja, zupełny brak zmysłu moralnego, chroniczna niezdolność do miłości: oto wyczerpujący portret kobiety „analizowanej”.&lt;br /&gt;Veronique pasowała, trzeba to powiedzieć, w każdym calu do tego opisu. Kochałem ją na tyle, na ile było to w mojej mocy – co w dużym stopniu przypominało miłość. Ta miłość została roztrwoniona całkowicie, teraz to wiem; lepiej bym zrobił, gdybym jej połamał żebra. Z całą pewnością, jak wszystkie osoby podatne na depresję, miała od dawna predyspozycje do egoizmu i braku serca; ale psychoanaliza przekształciła ją w sposób nieodwracalny w prawdziwą szmatę, pozbawioną wnętrza i świadomości – odpadki zawinięte w ozdobny papier. Pamiętam, że miała białą tablicę, na której zapisywała codziennie rzeczy w rodzaju: „puszka groszku” albo „pralnia”. Któregoś wieczoru po powrocie ze swojego seansu zapisała zdanie z Lacana: „Im bardziej będziecie podli, tym lepiej”. Uśmiechnąłem się; znajdowałem się bowiem w błędzie. To zdanie, na tym etapie, było jedynie programem; dopiero miała go zrealizować, punkt po punkcie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Michel Houellebecq, Poszerzenie pola walki&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-8927889764685127072?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/8927889764685127072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=8927889764685127072' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8927889764685127072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8927889764685127072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/12/nieco-pozniej-wyszedem-z-hotelu-z.html' title='może kozetka?'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SygTn2vcv0I/AAAAAAAALYE/uZHTkA2qTmI/s72-c/polewalki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5875290882943446982</id><published>2009-12-15T23:29:00.003+01:00</published><updated>2009-12-15T23:35:29.892+01:00</updated><title type='text'>nieprawda</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SygOEuCKQrI/AAAAAAAALX8/GTd-9HWLLlg/s1600-h/katedra.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 136px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SygOEuCKQrI/AAAAAAAALX8/GTd-9HWLLlg/s200/katedra.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415594026152379058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;– Pamiętasz, kiedyśmy się widzieli ostatni raz? – mówi Santiago. – Chyba z dziesięć lat temu, pod klubem „Regatas”.&lt;br /&gt;Wyszedł z kafejki, ruszył aleją w kierunku Malecón i zamiast schodami prowadzącymi do „Regatas”, powlókł się dalej jezdnią, bez pośpiechu, roztargniony, myśli: zdumiony tym swoim postępkiem. Daleko w dole widział dwie maleńkie plaże należące do klubu. Był przypływ, morze pożarło piasek, fale uderzały o nabrzeże, języki piany lizały platformę, teraz pustą, na której wiecie roiło się od kąpielowiczów i parasoli. Ile to lat nie kąpałeś się w „Regatas”, Zavalita? Ostatnio byłeś tu przed wstąpieniem na San Marcos, pięć czy sześć lat temu, wtedy wydawało mu się, że to tyle co sto. Myśli: teraz tyle co tysiąc.&lt;br /&gt;– Jasne, że pamiętam, paniczu – mówi Ambrosio. – Tego dnia, kiedy się pan przeprosił z pańskim tatusiem.&lt;br /&gt;Budowali basen? Na boisku do koszykówki dwaj mężczyźni w granatowych kombinezonach ciągnęli kosz; jeziorko, na którym trenowali wioślarze, chyba wyschło, czy Chispas wtedy jeszcze wiosłował? Byłeś już kimś obcym dla swojej rodziny, Zavalita, już nie wiedziałeś, jakie jest twoje rodzeństwo, co robią, w czym się zmienili i jak bardzo się zmienili. Dotarł do bramy klubu, usiadł na jednym ze słupków podtrzymujących łańcuch, budka strażnicza też była pusta. Mógł stąd widzieć Agua Dulce, plażę bez kabin, pozamykane kioski, okryte mgłą skarpy Barranco i Miraflores. Na kamiennym skrawku wybrzeża dzielącym Agua Dulce od „Regatas” mieszańcy i pospólstwo, jakby powiedziała mama, myśli: leżało tam kilka wyrzuconych na brzeg łodzi, jedna kompletnie podziurawiona. Zrobiło się zimno, wiatr targał mu włosy, czuł słony smak na wargach. Poszedł kawałek w stronę plaży, usiadł na burcie łodzi, zapalił papierosa: gdybym wtedy nie uciekł z demu, nigdy bym się nie dowiedział, tato. Mewy zataczały koła w powietrzu, przysiadały na skałach i zrywały się do lotu, nurkowały i od czasu do czasu wynurzały się z ledwie widoczną rybą w dziobie. Ołowianozielona barwa morza, myśli, szaroziemista piana fal łamiących się na skałach, od czasu do czasu dostrzegał połyskliwą kolonię meduz, pasma wodorostów, nie powinien był iść na San Marcos, tato. Nie płakałeś, Zavalita, nogi pod tobą nie drżały, on przyjedzie; a ty się zachowasz jak mężczyzna, nie będziesz mu się rzucać w ramiona, powiedz, że to kłamstwo, tatusiu, powiedz, że to nieprawda, tatusiu. W głębi alei pokazało się auto, jechało zygzakami, omijając wyboje, podnosząc chmury kurzu, i Santiago wstał, i ruszył na jego spotkanie. Czy muszę udawać, nie dać po sobie poznać, nie płakać? Nie, myśli, ;nie powinienem, może tamten jest za kółkiem, może zobaczy twarz tamtego? Tak, oto szeroki uśmiech Ambrosia za szybą auta, oto jego głos, dzień dobry, paniczu Santiago, i oto wysiada stary. Ile siwych włosów, myśli, ile zmarszczek mu przybyło i schudł, i ten jego łamiący się głos: chudzino. Nie powiedział nic więcej, myśli, otworzył ramiona, tulił go przez długą chwilę, i jego usta na twoim policzku, Zavalita, zapach wody kolońskiej, i twoje ochrypłe, cześć tatusiu, jak się masz, i tatusiu: kłamstwo, potwarz, nic z tego nie może być prawdą.&lt;br /&gt;– Panicz nawet nie wie, jaki on był zadowolony – mówi Ambrosio. – Pan nie ma pojęcia, co to dla niego znaczyło, żeście się wreszcie pogodzili.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Mario Vargas Llosa, Rozmowa w "Katedrze"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5875290882943446982?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5875290882943446982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5875290882943446982' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5875290882943446982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5875290882943446982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/12/nieprawda.html' title='nieprawda'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SygOEuCKQrI/AAAAAAAALX8/GTd-9HWLLlg/s72-c/katedra.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-6096506032389193818</id><published>2009-11-16T18:44:00.010+01:00</published><updated>2009-11-16T19:05:43.633+01:00</updated><title type='text'>jak być uczonym?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SwGTVv2oYiI/AAAAAAAALWI/scYHMsiNKjs/s1600/191895_Pan_Samochodzik_i_zagadki_Fromborka_-_Nienacki_Zbigniew.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 129px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SwGTVv2oYiI/AAAAAAAALWI/scYHMsiNKjs/s200/191895_Pan_Samochodzik_i_zagadki_Fromborka_-_Nienacki_Zbigniew.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404763029653447202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mimo ogromnej specjalizacji, której wymaga współczesny świat, nie wierzę, aby jakiś człowiek specjalizujący się w jakiejś dziedzinie mógł w niej mieć ogromne sukcesy, jeśli nie będzie mieć otwartych oczu na pozostałe sprawy otaczającego świata.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Zbigniew Nienacki, Pan Samochodzik i zagadki Fromborka&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-6096506032389193818?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/6096506032389193818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=6096506032389193818' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6096506032389193818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6096506032389193818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/11/jak-byc-uczonym.html' title='jak być uczonym?'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SwGTVv2oYiI/AAAAAAAALWI/scYHMsiNKjs/s72-c/191895_Pan_Samochodzik_i_zagadki_Fromborka_-_Nienacki_Zbigniew.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3681147844573039673</id><published>2009-11-12T16:17:00.004+01:00</published><updated>2009-11-28T00:41:59.096+01:00</updated><title type='text'>wrócę...</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SvwoI7QPSTI/AAAAAAAALVk/TSc2M2bCvbA/s1600-h/marina.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SvwoI7QPSTI/AAAAAAAALVk/TSc2M2bCvbA/s200/marina.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403237786747619634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tamtego dnia widmo Gaudíego rzeźbiło na niebie Barcelony, na tle błękitu wypalającego oczy, niemożliwe chmury.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Carlos Luis Zafón, Marina&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3681147844573039673?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3681147844573039673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3681147844573039673' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3681147844573039673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3681147844573039673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/11/wroce.html' title='wrócę...'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SvwoI7QPSTI/AAAAAAAALVk/TSc2M2bCvbA/s72-c/marina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2151648890554919661</id><published>2009-11-01T22:07:00.002+01:00</published><updated>2009-11-01T22:09:14.488+01:00</updated><title type='text'>połowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;...gdy miałam siedemnaście lat, nie przypuszczałam, że życie jest tak ograniczone, że możliwości jest tak niewiele.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Michel Houellebecq, Cząstki elementarne&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2151648890554919661?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2151648890554919661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2151648890554919661' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2151648890554919661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2151648890554919661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/11/blog-post.html' title='połowa'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1912599835303780038</id><published>2009-10-22T21:57:00.003+02:00</published><updated>2009-10-22T22:10:21.001+02:00</updated><title type='text'>Leonarda da Vinci wspomnienie z dzieciństwa...</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SuC7XXo74wI/AAAAAAAALGw/53PoesKe1HQ/s1600-h/tiramisu.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 132px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SuC7XXo74wI/AAAAAAAALGw/53PoesKe1HQ/s200/tiramisu.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395518363746951938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Między mamą a babcią coraz więcej wzajemnych pretensji, nie mogą się zgodzić, jakie kwiaty posadzić na grobie, czy zdobić granitową płytę, czy litery mają być złocone. «Mamusia to zawsze musi postawić na swoim – złości się mama – mowy nie ma o fotografii w jakiejś sepii ze Staszka matury!». «Ależ dziecko – przemawia jej do rozsądku babcia – Stasiowi było bardzo dobrze w szkolnym mundurku». «A potem pewnie było mu już tylko źle? I pewno ja jestem temu winna?! – histeryzuje matka. – Czy mamusia w końcu zrozumie, że on przestał być dzieckiem i... – zawiesza głos – I już nie żyje?!». «Ano to jak już chcesz, niech będzie po twojemu...» – głos babci jest pełen rezygnacji. I nagle obie płaczą nad grobem ojca, który pod korzeniami irysów, kalii, maciejek gnije, wysiąka w fioletowy jedwab trumny, ku radości szczurów i robaków, a ja patrzę gdzie indziej, bo ja wcale nie płaczę, nie. Tyle tu się dzieje ciekawego, alejkami cmentarza wędrują niedołężne staruszki, z konewkami, szpadelkami, grabkami, niezmordowane w swojej robocie na granicy życia. Szumią nad nimi drzewa, korzenie wysysają żyzną ziemię. Odbijam się we wszystkim, we wszystkich, w babci, mamie, w mozolnej pracy pszczół toczących pyłki z kwiatów, w pąkach, które strzelają z rozszalałej, wezbranej sokami ziemi, w chmurach, ale nade wszystko ojciec jest moim ciemnym, lustrem. Czuję, jak moje rysy twarzy, słowa, gesty, choć rozcieńczone, układają się pomału w niego, chwilę potrwają, a potem tak jak on bezpowrotnie zanikną.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Bohdan Sławiński, Królowa Tiramisu&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="display: block;" id="formatbar_Buttons"&gt;&lt;span class="" style="display: block;" id="formatbar_JustifyFull" title="Wyrównaj z obu stron" onmouseover="ButtonHoverOn(this);" onmouseout="ButtonHoverOff(this);" onmouseup="" onmousedown="CheckFormatting(event);FormatbarButton('richeditorframe', this, 13);ButtonMouseDown(this);"&gt;&lt;img src="http://www.blogger.com/img/blank.gif" alt="Wyrównaj z obu stron" class="gl_align_full" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1912599835303780038?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1912599835303780038/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1912599835303780038' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1912599835303780038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1912599835303780038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/10/leonarda-da-vinci-wspomnienie-z.html' title='Leonarda da Vinci wspomnienie z dzieciństwa...'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SuC7XXo74wI/AAAAAAAALGw/53PoesKe1HQ/s72-c/tiramisu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-6250069585061948436</id><published>2009-07-29T23:19:00.006+02:00</published><updated>2009-07-29T23:27:13.996+02:00</updated><title type='text'>Deus ex</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SnC9ZK5XeHI/AAAAAAAAKfY/h8GZAmffhtQ/s1600-h/szafa.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 124px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SnC9ZK5XeHI/AAAAAAAAKfY/h8GZAmffhtQ/s200/szafa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363995396317608050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt; D. był prawdziwym geniuszem komputerowym, choć żył z zasiłku.    Czasem przyjmował jakieś zlecenia, a wszystko po to, żeby nie musieć wychodzić ze swojego mieszkania, małego zagraconego pokoju i tego miejsca przed ołtarzem klawiatury, gdzie toczyło się całe życie, życie jego i świata.&lt;br /&gt;Zawsze pierwsze wysiadały mu oczy, zaczynały szczypać, łzawić, więc niechętnie wstawał i szedł do okna, za którym ziała głębią ruchliwa, wąska ulica. Unosił się nad nią kurz spieczonej upałami ziemi, zmieszany ze spalinami. W tej przestrzeni D. prostował, jak skrzydła, zmęczony wzrok. Widział tylko ścianę kamienicy naprzeciwko i prostokąty okien, za którymi poruszał się czasem jakiś cień. W dole przesuwały się wypłowiałe samochody. To mniej więcej widział D., kiedy patrzył przez swoje okno, ale dla D. taki widok miał tę samą konsystencję co sen – rozmazaną, nieciągłą, alogiczną. Jego wzrok nie zatrzymywał się na szczegółach, nie kontemplował kształtu gzymsu ani ludzkiej twarzy po tamtej stronie szyby. D. tylko patrzył.&lt;br /&gt;– To złudzenie, majak – mówiła jego długowłosa żona buddystka, dzieląc się z nim sałatką. W jej głosie była zawsze śpiewna nuta dziecięcych wyliczanek, zwłaszcza gdy zaczynała swoje ulubione zdanie:&lt;br /&gt;– Ja jestem ja, ty jesteś ty...&lt;br /&gt;Zdanie to nie miało końca.&lt;br /&gt;D. zaczynał cokolwiek widzieć, gdy siadał przed ekranem swojego komputera. Miał wtedy przed sobą porządek, nieskończoną harmonię, prostotę dróg, które prowadzą do celu, jasność wyborów, ogromny potencjał myśli. Zaraz za tym doświadczał spokoju, jaki bierze się ze świadomości bycia wolnym. W pewnych granicach. Ale czy można mówić o jakichkolwiek granicach, kiedy tworzy się światy?&lt;br /&gt;Bo D. naprawdę tworzył światy. Zaczął od tworzenia miast, najpierw tych małych, z rynkami pełnymi straganów, potem już wielkich metropolii. Program lepiej się sprawdzał na miastach dużych, tych, których granice niepostrzeżenie wymykają się pamięci. Szczególnie lubił stwarzać miasta nad brzegami mórz, portowe okna na świat, pełne stoczni, doków i dźwigów. Zaczynał zawsze od elektryfikacji terenu, ciągnął sieć wysokiego napięcia i budował bezpieczne elektrownie. Potem stawiał fabryki, zawsze z myślą o ludziach, których niedługo tu wprowadzi. Ludzie muszą mieć pracę. Jego osiedla mieszkaniowe były ładnie położone i ekologiczne. Zdecydowanie wolał budownictwo jednorodzinne, bez żadnej wielkiej płyty. Pamiętał o oczyszczalni ścieków, utylizacji śmieci i tych wszystkich innych koniecznych rzeczach, których brakowało w rozmytym złudzeniu za oknem.&lt;br /&gt;Wewnętrzny czas komputera odliczał miesiące i lata, a mieszkańcy jego miast rozmnażali się i starzeli. Budował im także stadiony i lunaparki ku pocieszeniu serc. Jego miasta rozwijały się i ogromniały. D. przyzwyczaił się już, że w pewnym momencie przedmieścia zaczynały się degenerować, psuły harmonię, musiał na nie zwracać szczególną uwagę. Był to jakiś wewnętrzny proces, nieodłączny od istnienia miasta. Miasta się starzały. Wewnętrzni komputerowi ludzie obdarzeni byli instynktem, który kazał im opuszczać miasta bliskie śmierci. Gdzie wtedy szli? Gdzie indziej, gdzie mogli trwać w zawieszeniu, czekając, aż palce D. przywrócą ich do istnienia.&lt;br /&gt;Zawsze działała ta sama zasada: miasta zostawione samym sobie i sztucznemu, we-wnętrznemu czasowi, nie porządkowane, nie naprawiane, degenerowały się i popadały w niszczenie, posłuszne wszechobecnej i nieśmiertelnej entropii. Im więcej czasu i wysiłku poświęcił D. jakiejś strukturze, tym łatwiej ulegała ona rozpadowi. Zatykały się oczyszczalnie, parki zamieniały się w obszary największej przestępczości, stadiony – w więzienia, a plaże – w cmentarze zatrutych ropą ptaków.&lt;br /&gt;Wtedy D., zmęczony i rozczarowany, spuszczał na swoje miasta sztormy, pożary, powodzie, plagi szczurów i szarańczy.&lt;br /&gt;Podczas gdy D. stwarzał, a potem – ze smutnej konieczności – niszczył swoje miasta, jego żona uprawiała w sąsiednim pokoju nie kończące się medytacje, przerywane tylko od czasu do czasu powolną aktywnością przyrządzania lekkiego posiłku i układaniem rzeczy na swoich miejscach. Każdy jej ruch był praktyką zen w sztuce prowadzenia domu. Czasem stawała za jego plecami i przyglądała się procesowi tworzenia (i niszczenia) miast, ale i wtedy D. słyszał, jak praktykowała oddychanie do brzucha. Wieczorem wychodziła na dwie godziny do pracy. Sprzątała luksusowy sklep pełen godnych pożądania dóbr, na których nawet nie zatrzymywała wzroku. Myła podłogi systematycznie i dogłębnie, praktykując zen w sztuce sprzątania sklepu.&lt;br /&gt;– Kochasz mnie? – słyszał wieczorem jej śpiewny głos, gdy czekała na niego w łóżku. Naciskał wtedy klawisz ESCAPE i na ekranie pokazywały się dwa okienka TAK i NIE. Klikał TAK i komputer, szemrając, przygotowywał światy do snu.&lt;br /&gt;– Rozkosz nie jest przyjemnością... – zaczynała sennie jego żona, gdy D. szukał na jej ciele klawisza ENTER.&lt;br /&gt;Gdy miasta ostatecznie go znudziły, D. zdobył program, który od dawna bardzo chciał mieć. Nazywał się SemiLife i symulował proces ewolucji.&lt;br /&gt;D. dostawał młodą planetę zalaną pierwotnym oceanem. W praoceanie jak śmieci pływały aminokwasy. Od nich się zaczynało. W tej grze nie było przypadku. Był D.&lt;br /&gt;Teraz całymi dniami łączył aminokwasy w białka, skręcał je w prawo i w lewo, zwiększał i obniżał temperaturę i ciśnienie. Walił w powierzchnię wody błyskawicami. Rozpalony ciekawością, przyspieszał czas. Wieczorem, gdy jego długowłosa żona wyszła do pracy, otrzymał pierwsze jednokomórkowce. W nocy pojawiły się na lądzie pierwsze prymitywne płazy. Rano Ziemią zawładnęły gady. Wiedział, co będzie dalej, i dlatego zniszczył planetę.&lt;br /&gt;– Czy chcesz opuścić SemiLife? TAK/NIE – zapytał komputer.&lt;br /&gt;D. nacisnął TAK i podszedł do okna, za którym majaczyła zatopiona w złudzeniu ulica. D. zobaczył po raz pierwszy, że rozpad drążył miasto-złudzenie za oknem równie skutecznie jak jego miasta. Szare, wychudzone gołębie obsiadły łuszczący się na tynkach gzyms. Nie padało od miesiąca. Żółta chmura spalin parła w niebo jak dusza kogoś, kto właśnie umarł.&lt;br /&gt;– Kochasz mnie? – komputer pytał w jego śnie.&lt;br /&gt;D. zauważył wtedy, że na klawiaturze pojawił się dodatkowy klawisz: NIE WIEM. Gdy go nacisnął, obudził się. Kobieta, która leżała przy nim każdej nocy, miała twarz piękną i spokojną. Jej oczy oglądały doskonałą twarz Pustki.&lt;br /&gt;Tej nocy D. stworzył człowieka. Ale był to człowiek słaby i nijaki. Miał łapy, ptasią twarz i oczy bez źrenic. D. przyglądał się jego chaotycznemu życiu płynącemu w przyspieszonym komputerowym czasie. Życiu wypełnionemu poszukiwaniem jedzenia i wiecznym lękiem. Dlatego D. uznał z żalem, że należy człowieka zniszczyć i zacząć jeszcze raz, od początku. Zesłał więc potop i deszcz ognia, bo nic innego nie przyszło mu do głowy. Jednak to słabe stworzenie jakoś przetrwało i D. męczył się, pełen poczucia winy i żalu. Zrobił sobie kawę i smakował jej gorycz akurat wtedy, gdy bezbarwny świt zaczął wlewać się przez okna do jego pokoju.&lt;br /&gt;Przestał w jakikolwiek sposób interweniować w życie stworzonej przez siebie nijakiej istoty i widział, jak w idący swoimi drogami program wdzierają się fale rozpadu. Ludzie walczyli ze sobą o swoje urojone bogactwa, o mętne idee, o żony, budowle i cmentarze. W czasie kiedy palił papierosa, w wewnętrznym komputerowym świecie wybuchło i wypaliło się kilka wojen. Przez spustoszone połacie Ziemi przetaczały się całe plemiona, wędrowały pozbawione krajów ludy. D. usnął na krześle przed ekranem, a kiedy się obudził, w programie SemiLife nie było już żywych stworzeń.&lt;br /&gt;Płynął pusty czas wspomagany szemraniem komputera.&lt;br /&gt;– Czy chcesz zagrać jeszcze raz? TAK/NIE – zapytał niebiesko ekran.&lt;br /&gt;– NIE.&lt;br /&gt;Przez następny tydzień D. opracowywał nowy program, nową grę, która miała szansę naprawić wszystko. Musiał już na początku pozbyć się tendencji do rozpadu. W tej grze będzie można stworzyć świat od początku, jeszcze raz, bezbłędnie. Nazwał ją SemiUniverse.&lt;br /&gt;W niedzielę zaczął grać po raz pierwszy.&lt;br /&gt;– Zobacz – powiedział do swojej kobiety, która przysiadła na poręczy krzesła z palcami ułożonymi w lecznicze mudry – oto jest Nic, które zawiera nieskończoną liczbę wymiarów wszystkiego.&lt;br /&gt;I czekali cały dzień i całą noc, ale Nic nie chciało się rozwijać, było bowiem doskonałe. D. podchodził do okna i patrzył z wysokości na osowiałe od spalin i pragnienia gołębie.&lt;br /&gt;– Nic nie rób – powiedziała jego żona i spojrzała na niego spod przymkniętych powiek. – Tak jest dobrze, niech tak trwa.&lt;br /&gt;– Jesteś pewien, że nie chcesz oddzielić Światła od Ciemności?&lt;br /&gt;– TAK/NIE – zapytał komputer.&lt;br /&gt;– I TAK, i NIE – odpowiedział D. Zobaczyli teraz wielki wybuch. Byli świadkami wyłaniania się z pierwotnej Całości czterech wielkich sił. Widzieli, jak powstawał czas, który w swym zalążku wyglądał niczym kropla trucizny. Współczuli przestrzeni rozrywanej wybuchem, a z jej gniewu brała się materia i zwijała się zaraz w ogniste kule ziejące złością. I zobaczył D., że nic nie było dobre, więc wstał i wyjrzał przez okno, gdzie usychający z pragnienia świat czekał na deszcz.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Olga Tokarczuk, Szafa&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-6250069585061948436?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/6250069585061948436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=6250069585061948436' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6250069585061948436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6250069585061948436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/07/deus-ex.html' title='Deus ex'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SnC9ZK5XeHI/AAAAAAAAKfY/h8GZAmffhtQ/s72-c/szafa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3786175029642876947</id><published>2009-07-17T23:31:00.007+02:00</published><updated>2009-07-18T00:06:47.889+02:00</updated><title type='text'>"Wydawało się, że będzie istniał zawsze..."</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SmDuDH8gNxI/AAAAAAAAKeY/uTtlse8f4NM/s1600-h/gieraltowski_kolakowski.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 169px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SmDuDH8gNxI/AAAAAAAAKeY/uTtlse8f4NM/s200/gieraltowski_kolakowski.jpg" title="Leszek Kołakowski, fot. Krzysztof Gierałtowski, http://www.fotopolis.pl/index.php?n=7794" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359545294010726162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;Jezus Chrystus&lt;br /&gt;Prorok i reformator&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy historyk mówi o Jezusie, pyta nade wszystko co wiemy naprawdę, wiarygodnie o tym człowieku: pyta także, jakie są antecentia jego nauki w kulturze żydowskiej, w jaki sposób zmieniał się wizerunek Boga żydowskiego od Pięcioksięgu do późnych proroków i chce dociec, czy można Jezusa – proroka uważać za dalszy ciąg lub uwieńczenie tych przemian; interesuje się wynikami które z tego punktu widzenia przyniosły badania nad rękopisami qumrańskimi. Tylko ludzie prawdziwie wyspecjalizowani są zdolni mówić na te tematy rozsądnie. Nie te kwestie mam też na uwadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historyk idei może, ponadto, starać się o umiejscowienie Jezusa w całej historii, pieczętującej się jego imieniem i przeszukiwać ów temat niewyczerpalny, grzebiąc się w bezmiarze wydarzeń i myśli, które wokół mitu Chrystusa narosły. Kiedy o nim samym, o osobie mówimy, trudno nam w istocie uwolnić się od dwudziestu stuleci wydarzeń, przez które ją oglądamy. Postać Jezusa leży w cieniu teologii i kontrowersji teologicznych, którymi najeżone jest każde słowo ewangelii. Jakże zapomnieć o monstrualnych wieloznacznościach, pozornych i rzeczywistych, którymi historia chrześcijaństwa obciążyła naukę jego fundatora? Lecz i nie ten punkt widzenia zajmuje mnie teraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Religioznawca może jeszcze Jezusa Chrystusa potraktować jako składnik pewnej struktury mitologicznej, którą będzie zestawiał z innymi, aby wydobyć na jaw zbieżności i odmienności kultur. Może się starać – co nie przychodzi łatwo – zapomnieć o tym, do jakiego stopnia ta postać leży w cieniu współczesnej sytuacji i obecności chrześcijaństwa w dzisiejszym świecie; może zmierzać ku temu, by osiągnąć wobec przedmiotu ten sam stopień zainteresowania zobojętniałego, ten sam rodzaj religioznawczego albo estetycznego dystansu, na jaki nas stać w stosunku do mitów egipskich lub greckich. Ale również nie o ten rodzaj zainteresowania mi chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biograf może jeszcze starać się o to, żeby rozwikłać sylwetkę psychologiczną Jezusa i nadać jej sens spójny – o ile uda mu się wyzwolić od wszelkiej intencji apologetycznej, chrześcijańskiej albo bluźnierczej i podszytej antychrześcijańską gorliwością. Również nie ten punkt widzenia mam na myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam na myśli punkt widzenia czysto filozoficzny, a to znaczy właśnie: ani historyczny, ani psychologiczny, ani religioznawczy. Stara się o taki stopień swobody, by odczytywać teksty kanonicznych i apokryficznych Ewangelii nie pamiętając o komentarzach ani nawet o listach Pawła. Staram się nie doszukiwać zawrotnych spekulacji teologicznych lub filozoficznych w prostych słowach. Chciałbym streścić to, co może dostrzec w postaci i w nauce Jezusa człowiek świecki, który nie przyznaje się do wiary chrześcijańskiej w żadnej odmianie, do żadnych dogmatów i żadnej wspólnoty kościelnej, ale przyznaje się do tradycji, której chrześcijaństwo jest częścią niezbywalną- tej samej tradycji, której składnikami są Budda i Sokrates, Kant i Marks. Nie chcę odtwarzać psychologicznej sylwetki Jezusa; próbuję pytać o jego miejsce w tradycji europejskiej jako całości, a więc nie swoiście chrześcijańskiej tradycji; o to, w jaki sposób misja, którą sam sobie przypisywał i w jakiej części stała się składnikiem zawile usnutej tkaniny, tworzącej nasze odziedziczone zasoby kulturalne. Pytam zaś o tę tradycję niezależnie od dogmatów chrystologicznych wokół których chrześcijanie ukonstytuowali własną samowiedzę religijną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;FILOZOFOWIE I JEZUS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus Chrystus, jak wiemy, filozofem nie był i nie słychać o nim w podręcznikach historii filozofii, nawet chrześcijańskich. Filozofowie czasów nowszych rzadko zajmowali się jego osobą. Zajmowali się jednak niektórzy i warto o tym wspomnieć, aby zarysować możliwe stereotypy filozoficznej interesowności wobec tej zdumiewającej postaci. Mówili o Jezusie, z wielkich, między innymi Pascal, Hegel, Kierkegard, Nietzsche, Jaspers.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rozumieniu Hegla, Jezus Chrystus był pewną fazą historycznej samowiedzy ludzkości. Był naocznym, zmysłowym ujawnieniem tej idei Boga, której człowiek dostępuje wtedy, gdy pojmuje Boga jako to, czego jest sam inobytem. Osobowość Jezusa redukuje się niemal do pewnego etapu samowiedzy ludzkiej w jej stosunku do absolutu. Nie znaczy to, by Hegel Jezusa odrzeczywistnił, odzierając go z osobowości lub człowieczeństwa – powiada przecież, że jest on człowiekiem wielokroć bardziej, niż greccy bogowie antropomorficzni! – ale pozbawia jego osobowość owej osobliwej, wiecznej i trwałej jednorazowości, owej pozahistorycznej wyjątkowości, owej jakości, która chrześcijaństwo ufundowała, a która zasadza się na wierze, że oto w historię samą wtargnęło spoza historii nadprzyrodzone wezwanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoż Kierkegard również w tym punkcie zarysował własną wobec Hegla opozycję i rozbudował wizerunek Chrystusa jako nieustannie współczesnego i tylko przez tę współczesność prawdziwego dla chrześcijan. Chrystus jest dla nas, tłumaczył, jałową informacją historyczną, jeśli go traktujemy jako przekaźnika byłego objawienia: jest przeciwnie, życiem chrześcijańskim realnym dla każdej egzystencji poszczególnej wtedy, kiedy potrafi ona uwspółcześnić go sobie literalnie, a więc rozumieć jego zaproszenie – „przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście pod jarzmem, a ja was pokrzepię” – jako osobiści do niej samej zwrócone. Dla chrześcijanina Jezus nie jest po prostu Mesjaszem, który w pewnej chwili, historycznie umiejscowionej, przyszedł w imieniu Boga nauczać dogmatów lub głosić przykazania. Jest osobowym trwaniem chrześcijaństwa w każdym chrześcijaninie z osobna, jest niejako przeciw – członem nieustannie żywym każdej egzystencji, która w jego obecności szukać będzie odpowiedzi na własną ułomność i własną nędzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to również, mimo wszystkich różnic, ten sam zasadniczo sposób odnoszenia się do Jezusa, który śledzimy w wysiłku Pascala, w jego atakach na deizm i na „Boga filozofów”. Dla Pascala świat cały zupełnego braku bóstwa nam nie ukazuje, ani jawnej jego obecności, nie jest opuszczony całkiem, ale też nie jest widome i oczywiście pod boską opieką. Zdradza „obecność Boga, który się ukrywa”, a owa dwuznaczność boskiego przemieszkiwania w świecie jest dwuznacznością naszego losu; losu tych, którzy do poznania Boga są zdolni, ale trwale skażeni grzechem. Jezus Chrystus jest tym, dzięki któremu znajomość Boga staje się dla nas znajomością własnej nędzy, a łączna ta widza jest człowiekowi najpotrzebniejsza. Z owych dwóch prawd – że Bóg istnieje i że jesteśmy nędzarzami- każdą z osobna możemy przyswoić sobie bez drugiej, ale dopiero poznanie Jezusa – osoby zawiera w sobie z koniecznością obie te prawdy stopione. Wiedza o inwalidztwie naszym jest sama źródłem rozpaczy, a goła widza o Bogu pozostaje twierdzeniem spekulatywnym, bez wartości dla życia. Znajomość nieosłoniętą własnego upadku i nadzieję możliwego uleczenia osiągamy, obie zarazem, w znajomości Jezusa – a to właśnie i to dopiero tworzy wiarę chrześcijańska. Niemożliwe jest tedy chrześcijaństwo czysto filozoficzne, ufne w moc spekulatywnych dowodów, ani czysto historyczne, oparte na wiadomościach z historii świętej. Jezus Chrystus, poza dogmatyczną i poza historyczną swoją twarzą występuje tedy wobec nas jako egzystencja realna odkupiciela, w obliczu której, właśnie przez to, że jest osobą, a nie faktem po prostu ani doktryną, rodzi się w nas poczucie ciemności, w jakiej żyjemy i zarazem przeczucie drogi, co z ciemności wyprowadza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród „wielkich” filozoficznych interpretacji postaci Chrystusa obecna jest także doktryna Nietzschego. Otóż największy z tych, nader nielicznych, którzy mieli odwagę ogłaszać się wrogami Chrystusa, a nie po prostu wrogami chrześcijaństwa. Dla Nietzschego Jezus był tym, który próbował unicestwić wszystkie istotne wartości życia, gloryfikował własną niezdolność do oporu i bezsilność podnosił do rangi cnoty; zderealizował wszystkie wartości, przenosząc je do duchowego „wnętrza” człowieka i skodyfikował moralność ludzi, którzy nie potrafią bronić własnego prawa i we własnej bierności szukają oparcia, powód do chluby z niej czyniąc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto, sumarycznie scharakteryzowane, trzy różne sposoby odnoszenia się filozofów do postaci Jezusa. Nietzsche zwraca się do niego jako prorok do proroka – mianowicie prorok autentyczny do proroka fałszywego. Hegel odnosi się do Jezusa jako historyka ducha do jednego z badanych stadiów historycznych. Pascal i Kierkegaard- jak ci chrześcijanie, którzy nadprzyrodzonych realności swojej wiary szukają w jej wartościach najbardziej osobowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolno sądzić, że w pewnym zredukowanym sensie orientacja Pascala i Kierkegaarda jest do przyjęcia również dla ludzi nie związanych żadnymi dogmatycznymi treściami chrześcijaństwa- nie w tym sensie rzecz jasna, by upatrywać mieli w Chrystusie osobową i historycznie jednorazową inkorporację świata nadprzyrodzonego, do której zwracać się można z pytaniem lub troską, ale w tym tylko, że Jezus, podobnie jak każdy z wielkich myślicieli, proroków, reformatorów, filozofów, nadaje się do owego szczególnego uwspółcześnienia, gdzie wartości uniwersalne są przykute do jednorazowej genezy. Filozof w istocie, kiedy chce wykroczyć poza czysto historyczny i poza czysto rzeczywisty punkt widzenia, odnosi sie do tradycji filozoficznej i religijnej w taki sposób, by treść tej tradycji nie była ani faktem po prostu, który zrozumieć trzeba, ani myślą po prostu, wobec której trzeba „zająć stanowisko” aprobujące albo negatywne. Traktuje bowiem tradycję kulturalną ani tak, by byłą zbiorem kumulujących się prawd, ani tak, by była ciągiem zneutralizowanych historycznych faktów, ale tak właśnie, by ujawnić w niej wartości uniwersalne, a jednak trwale związane z osobą twórcy, a jednak nie dające się uwolnić od osobowego pochodzenia. Dwoistość ta należy do trudnych składników swoiście filozoficznej intencji wobec tradycji. Jezus, w takiej perspektywie umieszczony, ani się nie da zredukować do zbioru wydarzeń (wśród których były również obecne, jako wydarzenia właśnie, traci jego nauki), ani do zbioru abstrakcyjnych wartości, nad którymi wolno się zastanawiać rzeczowo całkiem niezależnie od okoliczności ich powstania. Traktujemy albo staramy się traktować jego naukę jako, brzydko mówiąc: „fakt zesencjalizowany”, albo jako wartość uniwersalną, związaną w treści z własnym pochodzeniem faktycznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;PROROCTWO GŁÓWNE JEZUSA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla spojrzenia czysto historycznego, Jezus jest Żydem galilejskim, który wierzył w Boga Żydowskiego i wierzył w to, że Bóg ten powierzył mu misję szczególną nauczycielską. I był tym, o którym wierzyli z kolei jego uczniowie, że potrafi słowem uśmierzać wichry, suchą nogą chodzić po jeziorze, ryby w sieci napędzać, zmarłych wskrzeszać, trędowatych uzdrawiać, ślepym wzrok przywracać, demony wyganiać z opętanych, z Mojżeszem i Eliaszem rozmawiać, chleb rozmnażać dla ubogich, wodę w wino, a wino w krew przemieniać; był dla nich tym jeszcze, który wypełnił obietnice Starego Zakonu dotyczące Mesjasza i posłannictwo swoje przyświadczył zmartwychwstaniem. Ten Jezus, chociaż przyjmował hołdy wierzących, nie uważał się za Boga, a nawet wręcz zaprzeczał, by mógł za Boga uchodzić; powiadał wszakże, gdy go dobrym zwano, że jeden Bóg tylko jest dobry, przyznawał, że nie wie, kiedy przyjdzie dzień obiecany i mówił „twoja, nie moja wola niech się stanie”. W tym znaczeniu nie- podobna powiedzieć, że Jezus stworzył chrześcijaństwo, jeśli wiara w boskość Jezusa miałaby do fundamentów chrześcijaństwa należeć; raczej Paweł był tym, który wszczął proces deifikacyjny, ten zaś, mimo oporów, nierzadkich jeszcze u ojców przednicejskich, zwyciężył ostatecznie, przynajmniej jako dominujące rozumienie chrześcijaństwa, mimo wielokrotnych nawrotów „ariańskich”. Ten Jezus, jak wolno nam sądzić, uważał się za reformatora żydowskiego, obarczonego posłannictwem nadprzyrodzonym, za pomazańca czyli Chrystusa, który od Boga – tego samego, któremu ufał razem ze swymi słuchaczami – przyniósł nowinę o rychłym końcu świata i apel do wszystkich, by niezwłocznie przygotowali się na kataklizm ostateczny. Był przeświadczony niezachwianie o tym, że koniec świata jest niedaleki, tak niedaleki iż nieraz powiadał uczniom i słuchaczom, że wielu z nich jeszcze na własne oczy ujrzy nadejście królestwa bożego na ziemię, poprzedzone pomorem i głodem, uciskiem wielkim, spadaniem gwiazd i zaćmieniem słońca, a zakończone zejściem widzialnym Syna Bożego z obłoków w towarzystwie aniołów dmących w trąby. Niesprawdzenie się tych przepowiedni nie zachwiało wiarą uczniów, którzy je sobie inaczej wytłumaczyli. Ale owa rychło spodziewana katastrofa kosmiczna narzuciła całkiem nową perspektywę wszystkim rzeczom: od tej chwili wszelkie sprawy świata nikną w cieniu apokalipsy. Tym samym wszystkie realności ziemskie, cała wielorakość rzeczy służących życiu traci sens wszelki i wszelką wartość samoistną. Świat cielesny przestaje być ważny: może być jeszcze, jest jeszcze przedmiotem obowiązku, nie może być przedmiotem pożądania, skoro kruchości swej dobiega kresu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;REFORMA JEZUSA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej perspektywie zrozumiałe są nakazy nowej nauki i stopień, w jakim jest nowa prawdziwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dawna czytelników Ewangelii uderzały pewne rysy niespójne w osobowości Jezusa. Głosi pokój, przebaczenie, miłosierdzie i zaniechanie sprzeciwu wobec zła; we własnym zachowaniu wszakże łatwo w gniew wpada, łatwo go zirytować nawet drobiazgiem. Zapowiada, że również tym, co w imię jego cuda będą czynić i prorokować i diabły wypędzać, oświadczy, że nie znał ich nigdy i precz pójść każe, jeśliby nie pełnili woli bożej. Zapowiada zemstę okrutną miastom, które nie dały wiary jego posłannictwu- obiecuje, że lżej będzie tyryjczykom i sodomitom w dzień sądu, niźli mieszkańcom Korozain i Betsajdy, które na przekór cudom zlekceważyły sobie jego naukę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piotrowi, kiedy wyraża nadzieję, że może nie będzie Pan jego zabity, odpowiada „idź precz, szatanie”. Przeklina i skazuje na uschnięcie figowiec, na którym nie znalazł owocu, chociaż pora nie była na owocowanie fig.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypędza biczem przekupniów ze świątyni i oznajmia, że miecz, nie pokój przyszedł przynieść, że rozdzieli rodziny, że przez niego w każdym domu ojcowie przeciw synom powstaną, a córki przeciw matkom. „Twarda to mowa” – mówią słuchacze. Tam, gdzie spotykam opór lub sceptycyzm, staje się gwałtowny. Jest niezachwianie pewien swego posłannictwa i tylko w ostatniej chwili, umierając w męczarni, zdaje się wybuchać krzykiem rozpaczy wobec Boga, który go porzucił: ale i ten krzyk rozpaczy jest cytacją psalmisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawać się może, jak gdyby impulsywny charakter Jezusa nie całkiem przystawał do jego nauki, jak gdyby w niektórych zachowaniach ujawniał gniewność dawnego żydowskiego Boga, którego obraz w nauce swojej odmienia-zresztą podejmują intencje wcześniejszych proroków.&lt;br /&gt;W rzeczywistości bowiem stosunek Jezusa do Starego Zakonu trudno jednym słowem nazwać, o czym też świadczą nieskończone spory, w dziejach chrześcijaństwa prowadzone w tej sprawie (zniósł Stary Zakon? Uzupełnił? Poprawił?). Wszakże kazanie na górze zaczyna się oznajmieniem, że nie chce dawnego prawa unieważnić, lecz je wypełnić – ale dalszą treść z trudnością daje się pogodzić z tym zapewnieniem. Dopóki zakaz zabijania zostaje rozszerzony również na zwykły gniew przeciw bliźniemu, zakaz cudzołóstwa – również na samo pożądanie cudzej żony, dopóty możemy w tych przemianach upatrywać uzupełnienie prawa w tym samym duchu, który całej nauce Chrystusa przyświeca: gesty są ważne, ale duch, z którego pochodzą, nie zachowanie, ale czystość serca, ale miłość bliźniego bez ubocznych intencji. Ale z chwilą, kiedy zasadzie „oko za oko” przeciwstawia zaniechanie sprzeciwu wobec złą i nadstawianie drugiego policzka – nie uzupełnia już dawnego zakonu, ale go anuluje, jakoby niepostrzeżenie dal siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością, nie chce przerywać ciągłości wiary żydowskiej, chce ją odnowić, chce jej nadać sens „zinterioryzowany”; lekceważy przepisy rytualne mozaizmu, nie przestrzega szabatu ani obrzędowych ablucji, nie płaci podatków na kult, narażając się na oburzenie ortodoksów. Reprezentuje ciągłość wobec różnych proroków, ale odwołuje się do kamiennych rygorów Deuteron i urn, jakoby celowo podkreślając kontrast swojej nauki wobec tradycji, już przecie po części zanachronizowanej. Przerwanie ciągłości następuje za sprawą uczniów, głównie w żydowskiej diasporze, jednakże nie tylko wiadomość o cudownym zmartwychwstaniu tworzy tę przerwę: również zestaw nauk, które łatwo dają się sformułować w taki sposób, iż nie są już uzupełnieniem wiary Izraela, ale jej przekroczeniem w pewnym punkcie zasadniczym. Tak właśnie rzecz wygląda w orędziach świętego Pawła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ów punkt węzłowy ma taki oto sens: Jezus w rzeczywistości nie tylko zastępuje przepisy innymi, nie tylko uzupełnia lub poprawia, ile uczy, że wszelkie przepisy są zbyteczne, jako że miłość sama pochłania sobą nakaz i uzbytecznia go niejako w spontanicznej więzi – a tylko miłość jest ważna. Innymi słowy: więź umowy między człowiekiem i Bogiem nie zostaje odmienione przez zmianę treści umowy, ale istnieć w ogólności przestaje na rzecz więzi miłości. Tak pojmował naukę Chrystusa Paweł, tak Augustyn, tak Luter. Tylko to ma wartość prawdziwie, co z miłości pochodzi, ale cokolwiek z korzenia miłości wyrasta, nie może być sądzone prawem ani mierzone paragrafem ustawy. Nie liczy się nic co jest gestem, jeśli skądinąd pochodzi, aniżeli z pragnienia, by pełnić wolę Bożą. Każdy z nas dźwiga powinności wobec świata ale nie ma uprawnień, nie może rościć sobie pretensji do świata albo czegokolwiek od niego oczekiwać. Z ogromną siłą- po raz pierwszy tak radykalnie w kulturze śródziemnomorskiej- wypowiedziana została reguła fundamentalnej dychotomii: dusza i reszta świata, dobra wola i byt rzeczy w całości. Tylko dusza się liczy. W obliczu nadciągającej katastrofy totalnej tylko ślepiec liczy jeszcze na doczesne sukcesy. Królestwo niebieskie jest drogocenną perłą za którą trzeba oddać wszystko, co mamy, całą majętność; „co za pożytek człowiekowi choćby świat cały pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Misją Jezusa Chrystusa jest ujawnienie nędzy doczesności. „Darmoście wzięli, darmo dawajcie. Nie miejcie złota, ani srebra, ani pieniędzy w trzosach swoich. Ani torby podróżnej, ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski”. Wszystkie więzi doczesne – wszystko co łączy nas ze światem fizycznym, znikomieje do nicości w świetle tej jednej ważnej prawdziwie – więzi z Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszta jest wtórna – już to obojętna, już to wroga. Jezus odpycha matkę i braci, powiadając, że uczniowie są jego rodziną; żąda, by w imię jego porzucili wierni ojca i matkę, żonę i dzieci, siostry i braci, każe nawet, wedle Łukasza, w nienawiści mieć ojców i matki, braci i sióstr i dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W perspektywie świata, jaką Jezus odsłania, nie ma stopni pośrednich między dobrem i złem, świat dzieli się na wybranych i odtrąconych, na owce i kozły, na dziedziców żywota i ofiary ognia wiecznego, na synów królestwa i synów złego na dobre nasienie i kąkol. Kto ma, temu będzie dodane, kto nie ma, temu również to, co ma, będzie odjęte. Nie ma nic pośredniego. Rozdział ten odpowiada dokładnie rozdziałowi na ducha miłości i ducha pożądliwości. Jezus zwraca się wprawdzie do wszystkich powiada wszakże, że przyszedł grzeszników wzywać, nie zaś sprawiedliwych, każe bez końca prawie, do siedemdziesięciu i siedmiu razy odpuszczać winy, wierzy, iż serca roztapiają grzech- ale zarazem wie dobrze, że zatwardziałej pychy nie potrafi złamać. Nienawidzi pysznych i możnych, pewnych siebie, zaspokojonych w poczuciu mocy i prawa, bogaczy i chciwców: tym nie obiecuje królestwa, przygarnia wzgardzonych i biednych, prostytutki i poborców podatkowych, ci właśnie mu wierzą, albowiem wiedzą, że życie doczesne jest nędzą i cierpieniem, a w to właśnie uwierzyć trzeba, by przyjąć do wiadomości jego naukę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dychotomia świata i królestwa Bożego jest radykalna. Jest też totalnym odwróceniem wszystkich wartości. Wzgardzeni podniesieni są do chwały, pyszni odtrąceni z pogardą. Ten podział jest drugim punktem, w którym odmienia się obraz świata mozaistycznej tradycji wykuty: jest to podział uniwersalny i jedynie ważny, a nie związany z podziałem na lud wybrany i resztę. I tu, zapewne, Jezus chciał być tylko odnowicielem tradycji judejskiej, nie burzycielem; i tu ciągnął zaszczepiony już u proroków wątek- ale przeciwstawił się tradycji, wybierając jej postać dawniejszą i skrajną, skonfrontował siebie z judaizmem klasycznym i ujawnił konflikt, unicestwił ideę ludu wybranego, wprowadził uniwersalną zasadę podziału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie nowości zostały niejako uogólnione przez uczniów, nade wszystko przez Pawła. W jego Pismach prawo i wiara przeciwstawiały się sobie w całej ogólności, uniwersalizm sformułowany został jednoznacznie: Nie masz Greczyna ani Żyda u Boga, nędza doczesności przeobraziła się w nakaz ascezy. Zarazem jednak, w tych samych listach nowy podział utrwalił się już jako dogmat: pojawiły się potępienia heretyków. Śmierć Jezusa scementowała reformę separatystyczną gminę. Chrześcijaństwo jako gmina właśnie nie powstało dzięki wierze uczniów w prawdę nauki Jezusa, ale przez wiarę w jego zmartwychwstanie, a później wiarę w boskość nauczyciela. I chociaż nieraz w dziejach późniejszych chrześcijaństwa kwestionowano deifikację Chrystusa, której Ewangelie nie potwierdzają, to przecież i ci przeczący uznawali, że jedynym wspólnym dogmatem chrześcijaństwa jako takiego, chrześcijaństwa bez dokładniejszych określeń, jest ta oto wiara: Jezus jest Chrystusem, człowiek historyczny, urodzony w Galilei i ukrzyżowany w Jerozolimie, jest pomazańcem Bożym. Ten dogmat był konstytutywny dla chrześcijaństwa również w jego najbardziej „luźnych odmianach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atoli Jezus pozostał w kulturze naszej nie tylko dla tych, co wierzą w jego boskość albo choćby w posłannictwo nadprzyrodzone. Obecny jest w naszej kulturze nie przez dogmaty tej lub owej gminy, ale przez wartość pewnych wskazówek, które były nowością istotnie i które żywotne są- a okoliczność ta wymaga nacisku – nie w postaci abstrakcyjnych norm, ale żywotne są w trwałym związku z jego imieniem i życiem takimi, jakimi je przekazała tradycja, a zgoła niezależnie od tego, ile jest w tym przekazie historycznej dokładności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;JEZUS DLA NAS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Streśćmy w pięciu punktach te reguły nowe, które możemy uniezależnić od apokaliptycznych proroctw Jezusa, od wiary rychły koniec świata – chociaż wiemy skądinąd, że w jego nauczaniu były funkcją owych proroctw właśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[1] Zniesienie PRAWA na rzecz MIŁOŚCI&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Powtarzam: zniesienie, nie uzupełnienie. Myśl ta weszła do kultury europejskiej jako przeświadczenie, że związki między ludźmi oparte na zaufaniu unieważniają związki umowy, że tam, gdzie zaufanie wzajemne i miłość organizują współżycie solidarne, zbędny jest kontrakt, zbędne stosunki roszczeń i obowiązków. Bóg Pięcioksięgu, mściwy i żądny posłuchu, choćby okrutnego, Bóg, który zawarł przymierze z Abrahamem za cenę gotowości absolutnej do poddaństwa, gotowości aż do ofiary z jedynego dziecka – ten Bóg, kiedy przeobraził się w Boga miłosierdzia, otworzył możliwość nowego spojrzenia na obcowanie międzyludzkie również. Opozycja związku umowy i związku miłości pozostała w naszej kulturze w sposobie bycia, który nie jest organicznie zrośnięty (choć jest genetycznie związany) z wierzeniami chrześcijańskimi, żyła i żyje do dziś w niezliczonych odmianach. Czymże innym jest przeciwstawienie komunikacji egzystencjalnej i komunikacji rzeczowej w filozofii współczesnej, jeśli nie odtworzeniem kolejnym tego samego rozróżnienia? W istocie bowiem, nie tylko filozofie chrześcijańskie odnawiały ciągle na nowo to samo przeciwstawienie. Odtwarza je filozofia Rousseau, filozofia Kierkegaarda, filozofia Jaspersa A kiedy Marks więziom interesu w społeczeństwie wymiany handlowej - więzi swobodnego zrzeszania ludzi dobrowolnie solidarnych, podejmuje, za dawnymi socjalistami, ten sam motyw wyrosły z korzenia Jezusa, a w chrześcijaństwie nowoczesnym obecny najczęściej w herezjach, a najrzadziej w Kościele. A nawet tenże Nietzsche, kiedy powiada, że to co z miłości płynie, jest poza dobrem i złem - powtarza bezwiednie myśl wroga. Wszystkie utopie, które ład umowy, więź prawną chciałyby unieważnić na korzyść ładu solidarności dobrowolnie podjętej, prawdziwie doświadczanej, słowem wszystkie utopie braterstwa powszechnego owocują na tym samym szczepie, nieraz obojętne wobec własnych, odległych początków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[2] Perspektywa ZNIESIENIA PRZEMOCY w stosunkach między ludźmi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ta właśnie perspektywa wydaje się nam nieraz szczególnie utopijna i szczególnie naiwna. Każdy może w istocie powiedzieć z łatwością, że nigdy w życiu nie widział chrześcijanina, który by dosłownie brał własne chrześcijaństwo, a więc nadstawiał policzek, gdy go już raz spoliczkowano. Czym innym jest wszakże ów nakaz dosłownie podjęty, czym innym – ograniczone wersja, żądająca zniesienia źródeł przemocy. Od chrześcijan nikt nie oczekuje wszakże, by dosłownie wcielali w życie przykazania Ewangelii. Wymaga się raczej, by brali na serio skromne i elementarne reguły tolerancji, by rezygnowali z przemocy. Ale i to żądanie uchodzi często za fantastyczne. Ludziom, którzy lubią się chełpić swoim realizmem życiowym – jak gdyby to słowo zaczynało cokolwiek albo jakby wynikały z jego przyjęcia jakiekolwiek wskazania konkretne – wydaje się, że idea zniesienia przemocy zasługuje tylko na zdrowy śmiech. Ale któż jest właściwie naiwny? Ci, którzy sądzą, że mimo wszystkich wiadomości z historii ludzkiej można zmniejszać udział przemocy w stosunkach między ludźmi i że wiele rzeczy zostało wywalczonych, a więcej jeszcze może być wywalczonych bez gwałtu; czy też ci, co sobie wyobrażają, że nic bez przemocy nie da się osiągnąć, a zwłaszcza, że dzięki przemocy da się osiągnąć wszystko? Żaden przeciwnik chrześcijaństwa nie może zaprzeczyć temu, że chrześcijaństwo bez użycia przemocy zdobyło pozycję, w której samo mogło przemoc uprawiać i używać imienia Jezusa jako narzędzia tortur. Jest też prawdą, że pewne formy praktycznego działania, opartego na zasadzie presji bez gwałtu (np. akcja Gandhiego) bezskuteczne bynajmniej nie były.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hasło zaniechania gwałtu w stosunkach międzynarodowych jest werbalnie uznane prawie powszechnie. Otóż to – powie ktoś – werbalnie przyjęte, i cóż stąd? Otóż wiele, odpowiem. Wartości uznane werbalnie i gwałcone praktycznie, są uznawane werbalnie tylko dlatego, że obecna jest presja opinii powszechnej, która wymusza zgodę. Nie rozdzierajmy szat nad hipokryzją, ale przyjmijmy raczej do wiadomości, że hipokryzja jest świadectwem faktycznej siły społecznej tych wartości, którymi się maskuje – zgodnie ze słownym aforyzmem La Rochefoucald'a. Nie są dawne czasy, kiedy przywódcy państw nie wahali się oznajmiać, że prowadzą politykę ekspansji, zdobywczą i wojenną, te oświadczenia stały się rzadkością. Idea świata bez przemocy została przyjęła. Tym samym nadzieja świata bez przemocy nie jest bezmyślnym marzycielstwem. Nie ci są naiwni, co myślą, że stopień użycia przemocy może słabnąć i walczą o to, by słabnął - naiwni są ci, co wierzą, że przemoc wszystko załatwia. Wiara taka wydaje się rodzajem fiksacji infantylnej: wobec dzieci do pewnego wieku stosowanie przemocy jest nieuchronne, zazwyczaj jednak zmniejsza się stopniowo razem z wiekiem. Nieraz jednak rodzice przedłużają bez miary użycie przemocy ponad potrzebę. Osobnik tak wychowany nabiera na ogół przeświadczenia, że jest niepodobieństwem, by coś poza przemocą regulowało związki między ludźmi i z własnych infantylnych doświadczeń buduje sobie infantylny pogląd na świat podnosząc je do rangi prostackiej historiozofii, którą się szczyci nawet, powiadając, że jest „realistyczna” albo „pozbawiona złudzeń” itd. W rzeczywistości wiara we wszechmoc gwałtu jest nie tylko naiwna, ale w bardziej rozległej skali również przeciwskuteczna: jakoż wiadomo, że formy życia zbiorowego, które niczym oprócz przemocy nie rozporządzają, ponoszą klęskę, ponieważ właśnie nie radzą sobie z sytuacjami, w których przemoc się nie przydaje, a wierzą dziecinnie w jej wartość wszechużyteczną. Odwrotnie, ludzie uporczywi i zdecydowani bardzo często dochodzą swego bez użycia przemocy, za to dzięki odwadze połączonej z inteligencją. Rezygnacja z przemocy nie jest bowiem koniecznie biernością ani gotowością do lękliwego posłuchu: Chrystus rezygnował z przemocy, ale walczył nieskończenie o własny punkt widzenia i złamał opór dysponentów przemocy, ginąc samemu. Idea życia bez przemocy nie jest ani głupia, ani utopijna: wymaga tylko odwagi, której najbardziej pozbawieni są czciciele gwałtu jako środka uniwersalnego, jako że są gotowi walczyć tylko wtedy, gdy mają w rozporządzeniu przemoc wobec słabszych i nigdy inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[3] Że nie samym chlebem żyje CZŁOWIEK&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zdanie to cytuje Chrystus z Deuteronomium, z tekstu, któremu tylekroć zaprzecza. Ale też nadaje mu sens rozszerzony. Mamy jak lilie i ptaki polne nie troszczyć się o życie, o jadło i pokarm. Byłżeby to również produkt pobożnej naiwności? Nie. W całej kulturze europejskiej trwa bezustanny, wielowiekowy trud o uznanie dla wartości, które się nie dają sprowadzić do potrzeb fizycznego, życiowego zaspokojenia, o zgodę na to, że są takie wartości, że są prawdziwe i że są niezależne od innych. Zgoda taka wydać się musi trywialna, nie olśniewa nowością- ale też wszystko, co Jezus głosi, jeśli ostało się potem w kulturze, jest po wiekach banałem, lecz dzięki niemu właśnie banałem się stało. Że człowiek nie tylko odżywia się i odziewa - cóż bardziej banalnego? Okazywało się jednak nieraz, że długo trzeba walczyć o uznanie tego banału, przekonując np., że ludzka twórczość duchowa nie może być oceniana według wątpliwych pożytków, jakie by miała przynosić wytwórczości materialnej. Zachowajmy tedy nieco wdzięczności dla tego, który przypomniał nam, że nie samym chlebem żyjemy, również wiedząc o tym, że zalecania byśmy żyli jak lilie i ptaki nie da się dosłownie przyjąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[4] Zniesienie idei ludu WYBRANEGO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jezus otworzył Boga dla wszystkich. Albo po prostu dopełnił otwarcia, które przed nim podjęli żydowscy prorocy. Jego Bóg nie każe swojemu ludowi, by się nie żenił z córkami niewiernych albo tępił inne narody; powiada, że wszyscy sprawiedliwi są jego ludem, obiecuje, że wielu przyjdzie od wschodu i od zachodu, od północy i od południa, by zasiąść w królestwie Bożym razem z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. Bóg, do którego Jezus się zwraca ukochał świat i tak go ukochał, wedle słów Jana apostoła, że dał mu syna własnego ku zbawieniu. Nie masz u niego Greczyna ani Żyda. Odwołujemy się znowu do banalności, o których wstyd prawie mówić, a które wszakże weszły do kultury europejskiej jako wielka sprawa, jako problem nieodwołalny, skoro się raz pojawił, jako wartość ociekająca krwią wielu walczących o jej uznanie. Że nie ma narodów wybranych, przez Boga lub historię ponad inne ulubionych i uprawnionych do tego, by w imię jakichkolwiek racji narzucać innym swoje zwierzchnictwo – nic bardziej skromnego w świecie refleksji teoretycznej i nic bardziej prowokującego dramatyczne starcia, jeśli na serio jest potraktowane. Że fundamentalne wartości są własnością wszystkich i że ludzkość tworzy jeden lud - idea ta stała się dzięki nauce Jezusa niezbywalną częścią naszego świata duchowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[5] Ograniczona NĘDZA doczesności&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie jest ważne, w tym punkcie, do jakiego stopnia ów obraz świata ludzkiego nieuleczalnie ułomnego jest „dobry”: ważne jest, że stał się nieodmiennym fragmentem duchowego rozwoju Europy, tematem powracającym nieustannie w refleksji filozoficznej najróżnorodniejszej – bynajmniej nie chrześcijańskiej tylko lub wprost przez chrześcijaństwo inspirowanej. Jezus tłumaczył ludziom, że są nędzarzami i że zatajają przed sobą własną nędzę; Pascal, gdy przyswoił sobie tę wiarę, uczynił z niej ośrodek życia duchowego. Rację ma każdy, kto powie, że myśl ta nieraz służyła do tego, by obezwładnić ludzi w pragnieniu poprawy doczesnego bytu, że usprawiedliwiała ducha rezygnacji wobec losu, że wymuszała zgodę na zastane warunki, że sięgano do niej po to, by gasić doktryną protesty zbiorowości uciskanych i upośledzonych przeciwko eksploatacji, że niedawno jej sens, który cnotą uczynił niewiarę w jakąkolwiek naprawę świata. Prawdą jest także, że zdobił się nią nieraz chór sytych i zaspokojonych, którzy tłumaczyli głodnym i upośledzonym, że dobra ziemskie są mało warte, a losem doczesnym nie należy się trapić. Przestała nas prawie wzruszać obrzydliwość tych interpretacji, tak się od nich roi w dziejach chrześcijaństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje, na przekór wszystkiemu, inny sposób rozumienia owej myśli, który wcale nie ciągnie za sobą nieuchronnie owej sankcji dla ludzi zaspokojonych w przywileju; nikczemność tej sankcji ujawniono dawno, i jak widzimy, powoli rezygnuje z niej chrześcijaństwo. W owym przekonaniu o organicznej ułomności egzystencji ludzkiej pozostaje coś, co może być i bywa naprawdę tematem refleksji filozoficznej całkiem niezależnie od tamtego użytku; coś co dla filozofów było zawsze ważne jako przedmiot i może być co więcej, rozważane, bez względu na wiarę lub niewiarę w żywot przyszły, a także nie skłania zgoła do takiej oto konkluzji, że w obliczu strukturalnego inwalidztwa naszego bytu wszelki trud naprawy tego, co się daje naprawić, jest daremny i bezpłodny. Można bowiem usilnie się starać i można o to walczyć bez końca, by zmieniać w warunkach ludzkiego istnienia wszystko co zmienić można, a przy tym wiedzieć, że absolut jest nieosiągalny, że pewna ograniczona ułomność ludzkiego istnienia nie podlega naprawie, że obecne jest w nas niedołęstwo fundamentalne związane z samą skończonością ludzką. Ten temat nie przestanie filozofów zajmować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;PRZYWRACANIE Jezusa kulturze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto niezupełny i przykładowy – lecz nie arbitralnie przykładowy – zestaw tych wartości, które dzięki nauce Jezusa weszły w tworzywo duchowe Europy i świata w sposób trwały, nie związany swoiście z chrześcijańskim dogmatem. Ale to oderwanie wartości w ich niechrześcijańskiej odmianie, od korzenia osobowego, jest rodzajem ubóstwa kulturalnego. Łączy się z monopolizacją Jezusa w kręgu dogmatycznych gmin chrześcijańskich i zanikiem jego osobowości na pozostałych obszarach świata duchowego. Powstaje ryzyko, że wszelkie objawy dekadencji chrześcijaństwa muszą być nieuchronnie dekadencją historycznego sensu istnienia Jezusa, otóż chcemy tego uniknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O wielu rzeczach wspomnianych można, co prawda, powiedzieć: to już było; wyszukujemy nie bez racji podobne tematy w religiach azjatyckich. Jednakże w kręgu kultury śródziemnomorskiej, do której z rodu należymy, te wartości związane są z nauką Jezusa, z jego imieniem. Jest to zasób duchowy, który on w obieg wprowadził i któremu nadał impet. Dlatego wszelka próba „unieważnienia Jezusa” usunięcia go z kultury pod takim oto pretekstem lub na takiej oto zasadzie, że nie wierzymy w Boga, w którego on wierzył - wszelka taka próba jest śmieszna i jałowa. Próba taka jest tylko dziełem ludzi ciemnych, którzy wyobrażają sobie, że sam prostacko zapisany ateizm nie tylko może wystarczyć jako pogląd na świat, ale może ponadto upoważniać do tego, by dowolnie, wedle własnego doktrynerskiego zamysłu, okrawać tradycję kulturalną, wyjaławiając ją z najżywotniejszych soków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli w końcu – zgodnie z naszą niepewną nadzieją – świat chrześcijański okaże się zdolny do istotnej naprawy i przemiany, to siły samonaprawcze będzie czerpał tylko z własnego źródła (niechrześcijańscy krytycy mogą chrześcijaństwo nadwątlić, ale naprawić go sami nie mogą); może tedy odtwarzać tę umiejętność tylko dzięki nieustannej koncentracji uwagi na tych zasadach duchowych, które związane są z imieniem Jezusa. Być może zdołamy dzięki temu uwolnić się kiedyś od ciemnej zmory klerykalnego, fanatycznego i tępego katolicyzmu, który od czterech stuleci przygniata i sterylizuje naszą kulturę narodową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niezależnie wszakże od tej nadziei, osoba i nauki Jezusa Chrystusa nie mogą zostać usunięte z naszej kultury ani unieważnione, jeśli kultura ta ma istnieć i tworzyć się nadal. Nie może bez zasadniczego przerwania ciągłości życia duchowego, opaść nagle w nieistotność postać tego człowieka, który przez stulecia był nie po prostu nauczycielem dogmatów, ale wzorem najświetniejszych wartości ludzkich; wcielił on bowiem w osobowości własnej zdolność do wypowiadania pełnym głosem swojej prawdy, zdolność do tego, by bronić jej do końca i bez wykrętów, zdolność do oporu ostatecznego przeciw presji stabilnej rzeczywistości, która go nie przyjmuje. Uczył, w jaki sposób, nie uciekając się do gwałtu, można stawiać czoło sobie i światu. Był tedy wzorem owego autentyzmu radykalnego, w którym dopiero każdy osobnik ludzki może własnym wartościom prawdziwie nadawać życie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Leszek Kołakowski, Jezus Chrystus Prorok i Reformator, 1965&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3786175029642876947?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3786175029642876947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3786175029642876947' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3786175029642876947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3786175029642876947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/07/wydawao-sie-ze-bedzie-istnia-zawsze.html' title='&quot;Wydawało się, że będzie istniał zawsze...&quot;'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SmDuDH8gNxI/AAAAAAAAKeY/uTtlse8f4NM/s72-c/gieraltowski_kolakowski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-747879649547456221</id><published>2009-07-11T14:06:00.006+02:00</published><updated>2009-07-11T14:10:01.545+02:00</updated><title type='text'>okno</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SliAwU0RaSI/AAAAAAAAKbQ/u1jx98IPxKg/s1600-h/db20bd0cd5df95af693f4ddde2c1e4fc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SliAwU0RaSI/AAAAAAAAKbQ/u1jx98IPxKg/s200/db20bd0cd5df95af693f4ddde2c1e4fc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357173324467235106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Róża wiedziała o moich wierszykach. Kiedyś jej opowiedziałem historię z tomikiem i o kłopotach też opowiedziałem. Woda zrobiła się zimna, poprosiła o pomoc w wyjściu z wanny. Na krześle położyłem ręcznik tak jak zawsze, usiadła na niego. Drugim ręcznikiem osuszyłem jej ciało, sięgnąłem po olejek z półki i powoli zacząłem wcierać w jej idealną skórę. Kiedy ją masowałem, zacząłem sobie uświadamiać, że może Róża ma rację, może to nie ciekawość, a podświadoma chęć ucieczki skierowała mnie na wyspę, najdalej gdzie można było, najdalej gdzie można było uciec od wspomnień z dzieciństwa. Wspomnień o ogromnym poniemieckim mieszkaniu przy parku, o ogrodzie pełnym lip i suszek, o tym, że ten cały dziecięcy raj został zamieniony na podłe dwa pokoje w nowym bloku, tak nowym i dobrze zbudowanym, że grzyb wyrósł na frontowej ścianie po pierwszych deszczach. Uciec od wspomnień o rozwodzie rodziców. Wspomnień o tym, że tak właściwie to wielu zaczyna się należycie interesować drugą osobą dopiero po rozejściu. Wspomnień tych pustych niedziel, kiedy matka wystawała w oknie i wyczekiwała, kiedy ojciec się pojawi na ulicy, a musiał się pojawić, idąc w górę na obiad do siostry, bo były tylko dwie ulice w tym miasteczku. Matka krzyczała wtedy w napięciu, no chodź, chodź, szybko, popatrz, jak on teraz wygląda, jak łach, jak kompletny łach, przy mnie to on wyglądał. I zaraz sięgała po album ze zdjęciami, gdzie ojciec trzymał na rękach małego Artusia w beciku do chrztu i przypominał spasłego knura w garniturze. Albo te Wigilie we dwójkę przy niedosmażonym karpiu i znowu jej łzy, i smutek, i znowu jej niezadowolenie z prezentu ode mnie, opłatek, samotność, choć rodzina z Krakowa co roku zapraszała, ale ona nigdy nie chciała, ja byłem najlepszą gąbką na jej zgryzoty. A gdy nasiąkłem do granic możliwości i już nie mogłem więcej wciągać w siebie cudzych problemów, żalów i fobii, to uciekłem. Może, Różo, masz rację, może jest, jak mówisz.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Dom Róży&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-747879649547456221?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/747879649547456221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=747879649547456221' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/747879649547456221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/747879649547456221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/07/oknohttpwwwbloggercomimgblankgif.html' title='okno'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SliAwU0RaSI/AAAAAAAAKbQ/u1jx98IPxKg/s72-c/db20bd0cd5df95af693f4ddde2c1e4fc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2387944479899881509</id><published>2009-07-01T23:58:00.004+02:00</published><updated>2009-07-02T00:24:11.944+02:00</updated><title type='text'>łzy</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Skvhj5zuJ4I/AAAAAAAAKIA/uD3rvQtzlic/s1600-h/r001-010.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Skvhj5zuJ4I/AAAAAAAAKIA/uD3rvQtzlic/s200/r001-010.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5353620588989392770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Narcyz powiedział:&lt;br /&gt;– Tak się cieszę, że powróciłeś. Tak bardzo mi ciebie brakowało, co dzień myślałem o tobie, a często lękałem się, że nie będziesz chciał już nigdy wrócić.&lt;br /&gt;Złotousty pokiwał głową:&lt;br /&gt;– No, strata byłaby niewielka.&lt;br /&gt;Narcyz, którego serce płonęło z bólu i miłości, pochylił się ku niemu wolno, i oto uczynił, czego podczas wielu lat ich przyjaźni nie uczynił nigdy, dotknął wargami włosów i czoła Złotoustego. Najpierw? zdumiony, potem przejęty, spostrzegł Złotousty, co się stało.&lt;br /&gt;– Złotousty – szepnął mu przyjaciel do ucha – wybacz, że nie mogłem ci tego wcześniej powiedzieć. Powinienem ci to był powiedzieć, kiedy cię wówczas odwiedziłem w twoim więzieniu w rezydencji biskupiej albo kiedy ujrzałem twoje pierwsze posągi, albo kiedykolwiek indziej. Pozwól, że ci to dzisiaj powiem, jak bardzo cię kocham, czym byłeś dla mnie, jak bogatym uczyniłeś moje życie. Nie będzie to miało dla ciebie wielkiego znaczenia. Jesteś przyzwyczajony do miłości, nie jest ona dla ciebie niczym rzadkim, tak wiele kobiet kochało cię i rozpieszczało. Ze mną jest inaczej. Moje życie było ubogie w miłość, brakowało mi tego, co najlepsze. Nasz opat Daniel powiedział mi kiedyś, że uważa mię za wyniosłego, prawdopodobnie miał rację. Nie jestem niesprawiedliwy wobec ludzi, staram się być sprawiedliwy i cierpliwy w obcowaniu z nimi, ale nie kochałem ich nigdy. Z dwóch uczonych w klasztorze uczeńszy jest mi milszy, nigdy nie kochałem na przykład słabego uczonego mimo tej jego słabości. Jeżeli jednakże wiem, czym jest miłość, to jedynie ze względu na ciebie. Ciebie potrafiłem kochać, ciebie jednego spośród wszystkich ludzi. Nie możesz pojąć, co to oznacza. Oznacza to źródło na pustyni, kwitnące drzewo w samotni. Tobie jednemu zawdzięczam, że serce moje nie uschło, że pozostało we mnie miejsce, do którego dotrzeć może łaska.&lt;br /&gt;Złotousty uśmiechnął się radośnie, nieco zakłopotany. Cichym, spokojnym głosem, jaki miewał w chwilach przytomności, powiedział:&lt;br /&gt;– Kiedy uwolniłeś mię wówczas od szubienicy i jechaliśmy do domu, zapytałem cię o mego konia Gwiazdocha, a ty udzieliłeś mi o nim wiadomości. Wtedy przekonałem się, że ty, który z ledwością odróżniałeś jednego konia od drugiego, troszczyłeś się o konika Gwiazdocha. Zrozumiałem, że czyniłeś to ze względu na mnie, i bardzo byłem z tego uradowany. Teraz widzę, że rzeczywiście tak było i że rzeczywiście mnie kochasz. I ja cię zawsze kochałem, Narcyzie, połowa mego życia była zabieganiem o twoje względy. Wiedziałem, że i ty mnie lubisz, ale nigdy się nie spodziewałem, że mi to kiedy powiesz, ty dumny człowieku. Teraz powiedziałeś mi to, w tej chwili, gdy nie mam już nic innego, gdy wędrówka i wolność, świat i kobiety porzuciły mię. Przyjmuję to, dziękuję ci za to.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Hermann Hesse, Narcyz i Złotousty&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2387944479899881509?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2387944479899881509/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2387944479899881509' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2387944479899881509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2387944479899881509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/07/zy.html' title='łzy'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Skvhj5zuJ4I/AAAAAAAAKIA/uD3rvQtzlic/s72-c/r001-010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4573222874131638636</id><published>2009-06-26T23:41:00.002+02:00</published><updated>2009-06-26T23:43:08.139+02:00</updated><title type='text'>intimus</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkVAwDk1wUI/AAAAAAAAJmg/kaKr6eaqYUw/s1600-h/39576.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkVAwDk1wUI/AAAAAAAAJmg/kaKr6eaqYUw/s200/39576.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351754926537425218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ów drugi, który zbudził miłość Złotoustego, widział bystrzej i przeczuwał więcej, ale zachował się powściągliwie. Narcyz spostrzegł od razu, jaki to złoty ptak przyfrunął do niego. On, odosobniony w swojej wytworności, rychło zwietrzył w Złotoustym pokrewnego ducha, chociaż we wszystkim wydawał się jego przeciwieństwem. Jak Narcyz był ciemny i szczupły, tak Złotousty jasny i kwitnący. Jak Narcyz był myślicielem i analitykiem, tak Złotousty marzycielem i dziecięcą duszą. Ale przeciwieństwa te łączyło coś wspólnego: obaj byli ludźmi wytwornymi, obaj wyróżniali się pośród innych widocznymi cechami i zdolnościami i obaj otrzymali od losu jakieś szczególne powołanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Gorąco zainteresował się Narcyz tą młodą duszą, której rodzaj i los poznał niebawem. Pełen zachwytu podziwiał Złotousty swego pięknego, mądrego nauczyciela. Ale Złotousty był lękliwy; nie widział innego sposobu zabiegania o przyjaźń Narcyza, jak starać się, co sił starczyło, być uważnym i pojętnym uczniem. I nie tylko lękliwość powstrzymywała go. Powstrzymywało go także jakieś przeczucie, że Narcyz stanowi dla niego niebezpieczeństwo. Nie mógł stawiać sobie jednocześnie za ideał i wzór dobrego, pokornego opata i arcymądrego, uczonego, przenikliwego Narcyza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak wszystkimi siłami swej młodej duszy dążył do tych obu nie dających się zespolić ideałów. Często bolał nad tym. Niekiedy w pierwszych miesiącach swego pobytu w szkole doznawał Złotousty takiego zamętu w sercu, czuł się tak szarpany na wszystkie strony, że opadała go silna pokusa, aby uciec lub w obcowaniu z kolegami dać upust swojej udręce i swemu wewnętrznemu gniewowi. Często, łagodny z natury, wskutek jakiejś drobnej zwady lub figla uczniowskiego stawał się nagle tak płomiennie dziki i zły, że z największym tylko wysiłkiem potrafił się opanować i z zamkniętymi oczyma, blady jak trup, odwracał się w milczeniu. Potem odszukiwał w stajni Gwiazdocha, opierał głowę o jego szyję, całował go, płakał przy nim. Z wolna cierpienie jego wzrastało i stawało się widoczne. Policzki jego zapadły się, wzrok bywał często zgaszony, ulubiony przez wszystkich śmiech stał się rzadki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On sam nie wiedział, co się z nim dzieje. Szczerze, z własnej woli pragnął być dobrym uczniem, zostać niebawem przyjętym do nowicjatu, a potem stać się pobożnym, cichym bratem ojców klasztornych; wierzył, że wszystkie jego siły i zdolności zmierzają ku temu pobożnemu i łagodnemu celowi, nie wiedział nic o innych dążeniach. Jakże więc dziwnym i smutnym musiało mu się wydać, gdy ujrzał, że ten prosty i piękny cel tak trudny jest do osiągnięcia. Z jakim zniechęceniem i zdumieniem dostrzegał niekiedy u siebie naganne skłonności i stany: roztargnienie i niechęć przy nauce, marzycielstwo i fantazjowanie albo senność w czasie lekcji, opór, antypatię do nauczyciela łaciny, porywczość i gniewną niecierpliwość wobec współuczniów. A najbardziej oszałamiające było to, że miłość jego do Narcyza tak trudno dawała się pogodzić z jego miłością do opata Daniela. A przy tym z najgłębszą pewnością zdawał się niekiedy dostrzegać, że i Narcyz kocha go, interesuje się nim i czeka na niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daleko bardziej, niż chłopiec przypuszczał, zajęte nim były myśli Narcyza. Pragnął przyjaźni tego pięknego, jasnego, miłego chłopca, przeczuwał w nim swój biegun przeciwny i swoje uzupełnienie, chciałby się nim zająć, kierować nim, oświecać, wznieść i doprowadzić do pełni rozwoju. Ale powściągał się. Czynił to z wielu pobudek, uświadamiając sobie niemal wszystkie. Przede wszystkim powstrzymywała go i hamowała odraza, jaką wyczuwał do owych nierzadkich nauczycieli i mnichów, którzy zakochiwali się w uczniach lub nowicjuszach. On sam dość często z niechęcią czuł spoczywający na sobie pożądliwy wzrok starszych mężczyzn, dość często bronił się niemo przeciw ich uprzejmościom i pieszczotom. Teraz rozumiał ich lepiej – i on także miał pokusę pokochania ładnego Złotoustego, rad byłby wywołać jego wdzięczny uśmiech, głaskać czułą dłonią jego jasne włosy. Ale nigdy by tego nie uczynił, nigdy. Poza tym jako pomocnik nauczyciela, sprawujący obowiązki nauczyciela, ale pozbawiony jego urzędu i autorytetu, przyzwyczajony był do szczególnej ostrożności i czujności. Przyzwyczajony był odnosić się do młodszych o niewiele lat uczniów, jakby był o dwadzieścia lat od nich starszy, surowo zabraniać sobie wszelkiego darzenia przywilejami któregoś z nich, zmuszać się do szczególnej sprawiedliwości i pieczołowitości wobec każdego niemiłego sobie ucznia. Służba jego była służbą dla ducha, służbie tej poświęcone było jego surowe życie, i tylko potajemnie, w chwilach najmniejszej czujności, pozwalał sobie na rozkoszowanie się pychą, świadomością, że umie więcej i jest mądrzejszy od innych. Nie, choćby przyjaźń ze Złotoustym najbardziej była kusząca, była jednak niebezpieczeństwem, nie wolno mu było dopuścić, aby dotknęła rdzenia jego życia. Rdzeniem i sensem jego życia była służba dla ducha, służba dla słowa, było ciche, rozważne, rezygnujące z własnej korzyści przewodzenie swoim uczniom – i nie tylko swoim uczniom – ku wyższym celom duchowym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Hermann Hesse, Narcyz i Złotousty&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4573222874131638636?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4573222874131638636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4573222874131638636' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4573222874131638636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4573222874131638636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/06/intimus.html' title='intimus'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkVAwDk1wUI/AAAAAAAAJmg/kaKr6eaqYUw/s72-c/39576.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5705810047882928958</id><published>2009-06-25T01:08:00.001+02:00</published><updated>2009-06-25T01:11:27.485+02:00</updated><title type='text'>błędy</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkKyiHuUIrI/AAAAAAAAJWM/6we0A0hcovI/s1600-h/r001-017.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkKyiHuUIrI/AAAAAAAAJWM/6we0A0hcovI/s200/r001-017.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351035606528172722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;– Ach, lordzie Henryku, chciałabym, aby mi pan podał sposób odzyskania młodości.&lt;br /&gt;Zamyślił się na chwilę.&lt;br /&gt;– Przypomina sobie księżna jakiś wielki błąd popełniony w młodości? – spytał, patrząc na nią.&lt;br /&gt;– Ach, całą masę błędów! – zawołała.&lt;br /&gt;– Proszę je popełnić na nowo - rzekł poważnie. – Chcąc odzyskać młodość, trzeba tylko powtórzyć swoje szaleństwa.&lt;br /&gt;– Cudowna teoria! – zawołała. – Muszę ją wypróbować.&lt;br /&gt;– Niebezpieczna teoria! – padło z cienkich warg sir Tomasza.&lt;br /&gt;Lady Agata potrząsnęła głową, lecz była rozbawiona. Mr Erskine słuchał z natężoną uwagą.&lt;br /&gt;-– Tak – mówił dalej lord Henryk – to jedna z największych tajemnic życia. Dziś przeważna część ludzi umiera na epidemię zdrowego rozsądku. Za późno poznajemy, że jedyną rzeczą, której nie żałujemy, są nasze błędy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Oscar Wilde,  Portret Doriana Graya&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5705810047882928958?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5705810047882928958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5705810047882928958' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5705810047882928958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5705810047882928958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/06/bedy.html' title='błędy'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkKyiHuUIrI/AAAAAAAAJWM/6we0A0hcovI/s72-c/r001-017.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3884022446532086791</id><published>2009-06-23T19:06:00.003+02:00</published><updated>2009-06-23T20:37:02.174+02:00</updated><title type='text'>stół</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkENnQIVGeI/AAAAAAAAJAE/c6JxrjUlQ30/s1600-h/razdwatrzy.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 118px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkENnQIVGeI/AAAAAAAAJAE/c6JxrjUlQ30/s200/razdwatrzy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350572800288823778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ty chuju jebany, ty chuju pierdolony, z krawężnika, ty... No, co się tak patrzysz? Co, nie mówiłam, nie ostrzegałam, nie prosiłam, co się tak patrzysz jak dureń? Myślisz, że ja jestem murem, betonem, że wszystko wytrzymam, że będę tak latami, jak inne, jak inne durne baby? No, co mi przysięgałeś, no, co? Nie pamiętasz, mam ci przypomnieć? Tak, nie pamiętasz, zapomniałeś, biedaczysko, pamięć stracił. Ja ci przypomnę chuju, chuju pierdolony, wszystko ci przypomnę, pokażę. Masz, masz, popatrz się. Widzisz ten album, draniu, widzisz. Masz, przypatrz się, pamiętasz, no pamiętasz skurwysynu, no, gap się, gap, przypominaj sobie, i to szybko. Nie przypominasz sobie, nie, to ja ci przypomnę. To są zdjęcia z naszego ślubu. To jestem ja, a to jesteś ty, a to są świadkowie, pamiętasz, chuju, to jest Edek, a to jest Arleta. To są świadkowie, draniu, a wiesz, po co są świadkowie. Nie wiesz, znowu zapomniałeś. Nie pamiętasz. To ja ci powiem, przypomnę. Świadkowie są po to, abyś nie rzucał słów na wiatr, abyś się kogoś bał, pamiętał, coś przysięgał, a jak zapomnisz, to oni ci mają pomóc sobie przypomnieć. Ja, chuju jebany, nie będę po nich posyłać, cyrku większego nie zrobię, ale mam już dość, mam dość. Pamiętasz, pamiętasz, co mówiłeś, pamiętasz, co podpisywałeś? Podpisywałeś, ścierwo, że mi będziesz wierny, wierność ślubowałeś, a co ty robisz, co ty robisz? Ile razy cię prosiłam, żebyś z tym skończył? Co nie podobają ci się moje piersi, za małe, obwisłe? Wolisz wielkie cyce. Czemu mi o tym przed ślubem nie powiedziałeś, skurwysynu, no czemu, czemu nie powiedziałeś, jak dziecko płodziłeś, czemu? A ty wiesz, chuju pierdolony, że ja tymi piersiami wykarmiłam ci syna, którego tak chciałeś. Syna masz, durniu, i wcale się nim nie zajmujesz, nie interesujesz, uciekasz do lasu, uciekasz od siebie, bo to cząstka ciebie. No co? Boisz się siebie samego, skurwysynu, powiedz, że się boisz, tchórzu. Taki ojciec z ciebie dobry, taki z ciebie ojciec, ty śmierdzielu! A ty wiesz, jak śmierdzi ci z mordy? Coo? Nie wiesz? Pewnie ta z cycami ci nigdy nie powiedziała. Ja ci powiem, bo śpię z tobą od lat, powiem ci, śmierdzi ci z mordy jak z dupy, tak ci śmierdzi. Twoje giry wystawiane na stolik też śmierdzą, śmierdzą jak trup, a ty sam śmierdzisz, śmierdzisz jak jebany skurwysyn, śmierdzisz jak te wszystkie twoje ptaszki napchane naftaliną. Ciebie też ktoś kiedyś napcha i powiesi na ścianie. A ten pokoik... To twoje muzeum. To miał być pokoik dziecka, a tyś co z niego zrobił? Muzeum łowiectwa sobie zrobiłeś. A ty wiesz, skurwysynu, że dziecko się moczy przez to twoje wypchane skurwysyństwo, wiesz, że się moczy, że się boi? Jakim ty ojcem jesteś, jakim człowiekiem? Ty nieczuły draniu, ty niedorosły skurwielu, ty chuju jebany, ty jebańcu! No co, co się tak patrzysz? Zatkało cię? Co ty sobie wyobrażasz, że co, że ja nie potrafię. Ja wszystko potrafię i wszystko mogę, bo ja żyję, żyję życiem, prawdziwym życiem, wiem, co to jest i z czym się je to życie, a ty, ty, chuju, nic o nim nie wiesz, bo nie chcesz, bo ci tak wygodniej i jeszcze mnie zdradzasz, zdradzasz regularnie, z taką szmatą, z taką dziwką, którą wszyscy jebią...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziałem pod stołem, bardzo się bałem. Nie sądziłem, że mama zna takie słowa. Zawsze myślałem, że mama jest spokojną, dobrą, pokorną, płaczliwą kobietą. Ale widać na każdego przychodzi czas, każdy nosi w sobie granice, które pewnego dnia mogą się połamać i wypuścić z zasiek tysiące brzydkich, gorzkich, ale chyba prawdziwych słów. Tak było tego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Raz.Dwa.Trzy&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3884022446532086791?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3884022446532086791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3884022446532086791' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3884022446532086791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3884022446532086791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/06/sto.html' title='stół'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SkENnQIVGeI/AAAAAAAAJAE/c6JxrjUlQ30/s72-c/razdwatrzy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-7685511924409400588</id><published>2009-05-09T23:47:00.002+02:00</published><updated>2009-05-09T23:51:59.007+02:00</updated><title type='text'>prośba</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SgX65I8uPTI/AAAAAAAAInc/XCc2tMcVC0k/s1600-h/Opowiesci-przebrane_Wojciech-Kuczok,images_big,25,83-7414-103-4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 128px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SgX65I8uPTI/AAAAAAAAInc/XCc2tMcVC0k/s200/Opowiesci-przebrane_Wojciech-Kuczok,images_big,25,83-7414-103-4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5333945193251880242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;widzi twarz wściekłego ojca i jego rękę, która ściska go za kolano, a potem wraca, by spleść się z drugą dłonią do modlitwy, słyszy jego szept z bliska, bardzo bliska, czuje gorące powietrze z jego ust w swoim uchu, pogodomy po mszy, jo ci dom spać na kazaniu, już nie zaśnie, choć jest niewyspany, a do końca nabożeństwa jeszcze dużo czasu, klęka, wstaje, śpiewa, uważa, żeby się nie spóźnić z żadną czynnością, pierwszy wyskakuje do komunii, a potem w ławce modli się długo, najdłużej, modli się do połkniętego kawałka, żeby go ochronił, żeby ojciec zapomniał, żeby nie bił, żeby dał się przeprosić, ale w domu czeka nieuniknione, pejcz, krzyk, łzy i ból aż do wieczora, przez całą noc, do rana, i nienawiść, postanowienie, że jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno, kiedyś na pewno rozliczy się z każdego uderzenia, dokładnie, bez przeoczeń, kiedyś, ale na razie słucha, od dziś co niedziela po mszy będziesz musioł mi opowiedzieć, co farorz godoł na kazaniu, a tak, żebych wiedzioł, że do ciebie dotarło, na razie słucha i przez cały tydzień śni kazanie proboszcza, co noc inna wersja, kiedy nadchodzi niedziela, sam nie wie już, co mu się śniło, a co ksiądz rzeczywiście mówił, choć słucha go uważnie, nawet nie drgnie, wyprostowany, słucha całym sobą, jakby uszu mogło zabraknąć, żeby usłyszeć wszystko, jakby musiał wchłonąć homilię przez skórę, prosto do krwi, słucha, ale nie rozumie, miesza, nie potrafi, modli się, żeby zrozumieć, ale już wie, wie, że to nie ma sensu, zna zakończenie, po mszy ojciec zapyta, a on nie odpowie, nie będzie w stanie odpowiedzieć, więc po komunii modli się nie o przebaczenie, nie do połkniętego opłatka, ale patrząc pod ławkę, sięgając pod drewno, pod posadzkę, pod ziemię, głębiej, tam gdzieś, gdzie przewidziano dla niego miejsce po śmierci, tam, głęboko, szuka i wyczuwa obecność, więc modli się, żeby ojciec umarł, żeby nie przeżył tej mszy, żeby serce stanęło nagle i definitywnie, żadnych szpitali, karetek, odwiedzin, tylko zamieszanie, kostnica, pogrzeb, fałszywe łzy grobem, a potem wolność, wolność, modli się i czuje kuksańca, siada w ławce i widzi, że msza ma się ku końcowi, że już wszyscy dawno przestali się modlić, a ojciec zdziwiony gorącym szeptem, klejąc wąsy do jego ucha, pyta, coś ty, ogupioł, co tak dugo sie modlisz, a więc żyje, żyje i wyjdzie z kościoła, i zapyta go, i nie otrzyma odpowiedzi, a więc jeszcze nie teraz, wraca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Wojciech Kuczok, Opowieści przebrane&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-7685511924409400588?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/7685511924409400588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=7685511924409400588' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7685511924409400588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7685511924409400588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/05/prosba.html' title='prośba'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SgX65I8uPTI/AAAAAAAAInc/XCc2tMcVC0k/s72-c/Opowiesci-przebrane_Wojciech-Kuczok,images_big,25,83-7414-103-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5664623568109934612</id><published>2009-05-06T21:12:00.003+02:00</published><updated>2009-05-06T21:24:26.318+02:00</updated><title type='text'>samość</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SgHhijfUDDI/AAAAAAAAIm8/tog80861i4M/s1600-h/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SgHhijfUDDI/AAAAAAAAIm8/tog80861i4M/s200/okladka-200.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332791417541758002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zmieniając kanały, Los zmieniał i siebie. Przechodził przez różne fazy, podobnie jak rośliny w ogrodzie, ale przechodził przez nie tak szybko, jak chciał, tak szybko, jak wciskał przycisk. Zdarzało się, że zmieniając programy, wypełniał sobą cały ekran, tak jak wypełniały go osoby pokazujące się w telewizorze. Manipulując przyciskiem, dokonywał tego, że ludzie jawili się przed jego oczami. Toteż nic dziwnego, że uwierzył, iż swoje istnienie również zawdzięcza tylko sobie; sobie i nikomu więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...) Dopóki nie patrzy się na ludzi, ludzie nie istnieją. Ukazują się tak, jak postacie na ekranie telewizora, dopiero wtedy, gdy człowiek skieruje na nich wzrok. I żyją w jego myślach, aż zastąpi ich nowy obraz. Tak samo działo się z nim, Losem. Patrząc na niego, inni sprawiali, że stawał się wyraźny, otwierał się, wyłaniał; nie będąc widziany, zamazywał się i rozpływał. Może wiele tracił, oglądając ludzi na ekranie telewizora i nie będąc samemu oglądanym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...) Kiedy inni zwracają się do nas, kiedy na nas patrzą, nic nam nie grozi. Nasze czyny są przez nich interpretowane w ten sam sposób, w jaki my interpretujemy ich zachowanie. Ludzie nie potrafią dowiedzieć się o nas nic więcej niż my o nich.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Jerzy Kosiński, Wystarczy być&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5664623568109934612?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5664623568109934612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5664623568109934612' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5664623568109934612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5664623568109934612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/05/samosc.html' title='samość'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SgHhijfUDDI/AAAAAAAAIm8/tog80861i4M/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-917479175620694957</id><published>2009-04-30T00:48:00.006+02:00</published><updated>2009-04-30T01:00:15.051+02:00</updated><title type='text'>rano</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sfjbx6ZloVI/AAAAAAAAImA/aHNvoB9-3dQ/s1600-h/84.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sfjbx6ZloVI/AAAAAAAAImA/aHNvoB9-3dQ/s200/84.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5330251809529635154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Muko jest jednak niezły. Poza tym on jeden z nas naprawdę coś potrafi, coś prawdziwego, bez udawania. I ma talent, nie tak jak my. Potrafi grać na perkusji i gitarze. Nie ma co, jak gdzieś się wybieramy, zawsze zabiera ze sobą gitarę. I kapelusz. On w ogóle chodzi ubrany jak kowboj albo twardziel z późnego peerelu, dżinsy levisa, buty jakieś takie brązowe, skóra albo katana też levisa, i na wyjazdach gitara oraz skórzany kapelusz. Polski, spóźniony James Dean. Ta gitara jest niesamowita do tworzenia różnych klimatów. Trzeba być troszeczkę zjaranym na wesoło, żadnych pseudofilozoficznych pierdoł. Wystarczy, że zagra jakąś rosyjską melodyjkę, jakieś umta umta jak Wysocki, w tej melodyjce zmieści się jeszcze Bułat Okudżawa, stare romanse, idealna synteza pieśni rosyjskiej. Tak samo na każdy temat, ten zarozumiały jedynak potrafi z każdej kultury wyciągnąć jej muzyczną esencję. Kiedy gra włoskie, czujemy się jak na zebraniu u Vito Corleone; jak rosyjskie, wszyscy się całują i wrzeszczą, że „Ja tebia liubliu”, nawet jak gra coś po eskimosku, to wiadomo, o co chodzi, i robi się zimniej. Na garach też wymiata. Nie widać rąk i nieźle dudni. On w ogóle jest jakiś spóźniony. W kółko słucha Zeppelinów, niczego innego prawie nie, ja rozumiem, Zeppelini są w porzo, ale przecież nie można ciągle, a on, kurwa, może. I jeszcze na złość nam, jak ma łokmena, to zawsze z Zeppelinami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On też coś łapał z tego wszystkiego, on i Andrew. Wiedzieliśmy, że i tak kiedyś to się skończy żoną, rodziną, domem i uporządkowanymi duperelowatymi błędnymi kołami. Chyba że ktoś z nas wpadnie w syf, ale raczej nie. Wiedzieliśmy, że inaczej udaje się tylko nielicznym, że o tych nielicznych potem się opowiada, że to są legendy. Wiedzieliśmy też, że mimo wszystko jesteśmy tak samo głupi jak wszyscy, jak całe nasze rozpieszczone pokolenie, że samym gadaniem się nie wygra. Ale nie można przecież wygrywać, bo nie ma o co się bić. Zresztą to i lepiej, bo teraz nikomu by się nie chciało. Andrew był kasiasty, nikt z nas nie przymierał głodem, nigdy nie chodziło też tak naprawdę o to, że czegoś nam brakuje, albo że ktoś wyrządził nam krzywdę, ze ojciec był alkoholikiem, że kogoś tłukli w domu. Sęk w tym, że często jest iluzorycznie normalnie. I że mimo wszystko coś jest nie tak w rzeczywistości, że jakiś jej komponent jest wyjątkowo zjebany. Coś się nie kręci tak jak powinno. Pewnie wyrośniemy z tego. Zapomnimy. Chuja. Jak nic się nie stanie, rozjebiemy w końcu tę planetę. Nawet głupio czasami o tym mówić, bo logika rzeczywiście jest przeciwko, przecież nie stało się nic, żadna wojna jak u Kolumbów, żaden prześladujący wolną myśl reżim jak u naszych rodziców, nic. Mamy co jeść, co prawda z pracą kruchawo, a co za tym idzie — z perspektywami, ale zagwozdka nie tkwi w formie rzeczywistości, tylko w niej samej, w jej podstawie, w budulcu może, sam już nie wiem, może demiurg coś spierdolił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy częściową świadomość beznadziejności, mnie na okrągło chciało się rzygać, wcale nie od jarania, bo często robiłem sobie przerwy, zresztą paliłem najmniej spośród chłopaków. Jakoś mi się udawało. Objawy przypominały jakiś rodzaj permanentnej deprechy. Rano nie chce się wstawać i dopada absolutny bezsens wszystkiego, potem jakoś się telepie i znowu atakuje. Bóg nam robi kawał, żeby nie było za nudno, myśli sobie „wszystko macie w porzo, więc dopierdolę wam ciągłe egzystencjalne lęki, żeby nie było, że macie raj na ziemi”. I słodko, wszystko się toczy i kręci. Znajdziemy sobie żony, chude, grube, podziubdziamy w nich trochę, urodzą się śliczniutkie dzidziusie, pójdziemy do pracy i wszystko się ułoży. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Mirosław Nahacz, Osiem cztery&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-917479175620694957?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/917479175620694957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=917479175620694957' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/917479175620694957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/917479175620694957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/04/rano.html' title='rano'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sfjbx6ZloVI/AAAAAAAAImA/aHNvoB9-3dQ/s72-c/84.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-6941499612796495350</id><published>2009-04-22T20:58:00.004+02:00</published><updated>2009-04-30T01:00:39.821+02:00</updated><title type='text'>emocjonalny trup</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Se9qtuCN7iI/AAAAAAAAIk0/4Mq3Wo8y0as/s1600-h/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 129px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Se9qtuCN7iI/AAAAAAAAIk0/4Mq3Wo8y0as/s200/okladka-200.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327594217886576162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tego dnia wyszedł na zajęcia. Był poniedziałek. Czerwcowy poniedziałek i słońce świeciło, a niebo rozciągało się przezroczyście. Zwyczajny dzień. Kupił w kiosku „Gazetę Wyborczą”, żeby zająć czymś ręce i oczy w czasie trzydziestominutowej jazdy autobusem linii 195, który powinien dowieźć go z Ursynowa na Krakowskie Przedmieście.&lt;br /&gt;Dowodzi to pewnego daru planowania (kupiona gazeta), jak i pewnej wiary w to, że autobus linii 195 dowiezie go z Ursynowa na Krakowskie Przedmieście w czasie, mniej więcej, trzydziestu minut (kupiona gazeta nie starczyłaby na dłużej). Dowodzi to zwyczajności dnia (poniedziałek) oraz miesiąca (czerwiec).&lt;br /&gt;Słońce świeciło, kiedy stał na przejściu tyłem do prostopadłościanu Megasamu, a niebo rozpościerało się bez koloru. Zapaliło się zielone. Ruszył do przodu po pasach. Nim dotarł do skraju chodnika, uderzył go samochód (gazeta wypadła z ręki).&lt;br /&gt;Przeleciał ze dwa-trzy metry, dzięki czemu znalazł się na przystanku autobusowym, co zamierzał, tak czy owak, uczynić, tyle że w sposób nieco bardziej klasyczny, mniej rzucający się w oczy.&lt;br /&gt;Trudno zawyrokować, czy skonał w powietrzu, czy dopiero (nie minęła sekunda) na przystanku. Zgon nastąpił – jak później usiłowano stwierdzić – niemal natychmiast. Śmierć czysta i nierozciągnięta w czasie, prawdopodobnie bezbolesna: zbyt raptowna, żeby mógł sobie zdać sprawę z bólu.&lt;br /&gt;Srebrny ford mondeo uderzył (następnie) w kosz na śmieci. Kierowca nie wysiadł – ogłuszony eksplozją poduszek powietrznych (i oślepiony feerią obrazów), stracił przytomność.&lt;br /&gt;Z zielonego kiosku Ruchu wypadł sprzedawca. Korzystając z komórki (szara nokia), wezwał policję i pogotowie. Właśnie w takiej kolejności: najpierw należy ukarać, następnie uratować. Korzystając z innych komórek (także szarych), podniósł gazetę, która wypadła z ręki chłopaka. Udało mu się ją sprzedać za dwa i pół złotego jakiejś kobiecie. Wtedy poczuł się syto i dobrze. Miał po temu wystarczające powody: po pierwsze – pomógł w nieszczęściu, po drugie – zarobił na nieszczęściu, po trzecie – zabity młody człowiek był jego sąsiadem z góry (nigdy go nie lubił).&lt;br /&gt;Sprzedawca sądził, że sprawiedliwości stało się zadość, że ten wypadek jest karą (dla młodego człowieka) za nocne hałasy oraz nagrodą (dla sprzedawcy) za coniedzielne chodzenie na mszę.&lt;br /&gt;Pierwsza przyjechała karetka, po niej radiowóz (z Janowskiego, kilkaset metrów od miejsca wypadku). Lekarz stwierdził zgon, po raz pierwszy w historii tego ciała. I odmówił zabrania zwłok.&lt;br /&gt;Takie są nowe wytyczne z Ministerstwa Zdrowia. W trakcie wdrażania kolejnej reformy zorientowano się w ministerstwie, że karetka nie jest karawanem. Dlatego: nie ma życia w ciele – nie ma karetki dla ciała. Poza tym kierowca (nieprzytomny) wymagał hospitalizacji. Nie mają miejsca. Mogą, oczywiście, przyjąć ciało w kostnicy Akademii Medycznej (na przykład), ale pod warunkiem, że ktoś je tam dostarczy. Oni nie dostarczą, bo nie mają stosownych prerogatyw. Mają tylko stosowny środek transportu. Środek transportu bez prerogatyw to jak życie bez sensu, zażartował lekarz. Mogą zapakować ciało w worek. Z grzeczności.&lt;br /&gt;Po spisaniu odpowiednich danych policjanci puścili ambulans. Wezwana laweta odholowała forda mondeo na policyjny parking. Świadkowie złożyli zeznania wraz z adresami kontaktowymi, gdyby zaistniała konieczność wszczęcia dodatkowych postępowań wyjaśniających.&lt;br /&gt;– Co tu wyjaśniać, panie władzo - przekonywał staruszek. – Trup jest trup. Chociaż szkoda chłopaka. No i jego rodziców, samo się rozumie, takie nieszczęście.&lt;br /&gt;Pozostało ciało. Nie tylko w znaczeniu fizycznym, ale także w pozafizycznym znaczeniu problemu, co z tym ciałem zrobić, zwłaszcza w kontekście nowych wytycznych z Ministerstwa Zdrowia. Czekanie na nowsze wytyczne, znoszące wytyczne nowe (stare), w imię postępu i racjonalizacji służby zdrowia, z powodu zmiany układu partyjnego, nie wchodziło w grę.&lt;br /&gt;– Sam nie wiem – powiedział jeden policjant do policjanta drugiego – jak to załatwić.&lt;br /&gt;– Pierdolony pech – powiedział drugi policjant do policjanta pierwszego. – Gdyby nie ta wtopa, siedziałbym już w domu. Według grafiku skończyłem służbę godzinę temu. Dziewczyna mi się wścieknie.&lt;br /&gt;Podeszła do nich kobieta. Przedstawiła się (Anna). Pokazała legitymację (jest lekarzem).&lt;br /&gt;– Ja w zasadzie mogę panom pomóc, słyszałam niechcący rozmowę, a ponieważ jadę na Banacha, pracuję tam, mogę zabrać ciało, to nic wielkiego – zaproponowała.&lt;br /&gt;Policjanci zastanowili się. W końcu przeważyła chęć pozbycia się kłopotu. Oraz uratowania związku z dziewczyną. Zgodzili się.&lt;br /&gt;– Proszę dać mi pięć minut – powiedziała. – Pójdę po samochód.&lt;br /&gt;Po drodze kupiła w kiosku gazetę (właśnie tę).&lt;br /&gt;Policjanci pomogli jej załadować zwłoki do bagażnika starego passata kombi. Spisali ją i wsiedli do radiowozu. Sprawa załatwiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Ignacy Karpowicz, Cud&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-6941499612796495350?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/6941499612796495350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=6941499612796495350' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6941499612796495350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6941499612796495350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/04/emocjonalny-trup.html' title='emocjonalny trup'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Se9qtuCN7iI/AAAAAAAAIk0/4Mq3Wo8y0as/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5877032253391803989</id><published>2009-04-21T20:27:00.005+02:00</published><updated>2009-04-21T20:41:47.595+02:00</updated><title type='text'>prawie</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Se4TRFWRxRI/AAAAAAAAIks/6ngvlVMOObE/s1600-h/woniesc512.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Se4TRFWRxRI/AAAAAAAAIks/6ngvlVMOObE/s200/woniesc512.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327216593440195858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie piszę jak kiedyś. Nie próbuję nikogo zaatakować. Jeśli mówię „chuj w dupę tym, którzy to przeczytają”, to dlatego, że wolałabym opowiadać coś innego. Niż to. Pisać nie znaczy wybierać swoją opowieść. Ale raczej wziąć ją w ramiona i spokojnie umieścić na stronie, najspokojniej, jak tylko można, taką, jaką się jawi. Taką, jaką obraca się w grobie, jeśli grobem jest moje ciało. Jeśli się obraca, to znaczy, że nie umarłam. Jestem szalona, ale nie martwa. Chociaż nie do końca szalona. Wziąć ją w ramiona taką, jaką jest, wolałabym wziąć w ramiona inny temat, ale nikt się mnie o to nie pytał. Pisarz może całe życie brać w ramiona historię, która nikogo nie obchodzi. Stąd zastrzeżenie, którego nie trzeba źle odbierać, to wyraz żalu, ostatni, że się nie mogło napisać innych książek niż takie, wiedząc, jak zareagujecie i że wasza reakcja sprawi mi ból. Gubię się, byłam przy Codecu, ale po to, by wyjaśnić, że między nami „już nic” nie było w tamtym momencie, musiałam się cofnąć. To nie jest brak logicznego myślenia, wręcz przeciwnie. Dojdę do tego. Zobaczycie, jestem bardzo, ale to bardzo ułożona, tylko nie mam wyboru, po prostu nie mam wyboru, już nie. Powiedziałam, że napiszę pewne rzeczy, i zrobię to. Zobaczycie, posunę się do końca. W jaki sposób oszalałam, zrozumiecie to, mam nadzieję. A jeśli to nie wystarczy, napiszę inne książki. Jeszcze wiele innych. I w końcu wszyscy czytelnicy zrozumieją. Może zajmie mi to czas aż do śmierci, ale w końcu wszyscy zrozumiecie, w jaki sposób oszalałam. Wszyscy. Obiecuję wam, to jest moja obietnica. Dotrzymam jej. To nie jest dygresja, to, o czym piszę, począwszy od Codecu. Umieściłabym ją w nawiasie, gdyby tak było. To nie jest dygresja, wyjaśniam. Zatem. Nancy. Może jeszcze do tego wrócę. Mówienie o tym nie należy do przyjemności, dla mnie, dla której mówienie było taką przyjemnością. Rozkoszą. Już to słyszę, już to czytam: Christine Angot, ból, ból pisania, żadnej przyjemności. I dlatego: Gówno. Zatem Nancy, to się zaczyna ciągnąć od nowa przez jakiś czas, krótki czas. Na szczęście.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Christine Angot, Kazirodztwo&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5877032253391803989?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5877032253391803989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5877032253391803989' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5877032253391803989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5877032253391803989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/04/prawie.html' title='prawie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Se4TRFWRxRI/AAAAAAAAIks/6ngvlVMOObE/s72-c/woniesc512.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3317465696403811816</id><published>2009-04-10T23:29:00.005+02:00</published><updated>2009-04-30T01:00:51.692+02:00</updated><title type='text'>κένωσις</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sd-743n5b3I/AAAAAAAAIjo/mK9cr0VZwvM/s1600-h/Photo32_5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sd-743n5b3I/AAAAAAAAIjo/mK9cr0VZwvM/s200/Photo32_5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323179870253576050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przywołam teraz we wspomnieniu dawną obrzydliwość, ten jad, którym ciało zatruwało duszę — przywołam nie dlatego, jakobym go lubił, lecz po to, abym Ciebie umiłował, Boże. Właśnie przez miłość do miłości Twej przebiegam w gorzkim rozmyślaniu niegodziwe ścieżki mej przeszłości, abyś Ty dla mnie tym bardziej słodki się stał, błogości niezwodnicza, zasobna i bezpieczna, Ty, co mnie dźwigasz z tego rozproszenia, w jakim siebie roztrwoniłem, gdy od Ciebie jednego się odwróciwszy zagubiłem się wśród spraw tak wielu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszym okresie młodości zapragnąłem rozkoszy niegodziwych. Pozwoliłem na to, by serce, jak dziczejące pole, zarosło chwastami miłostek rozmaitych i nie przynoszących chluby. Przed oczyma Twymi wszystko, co było we mnie piękne, zgniło aż do rdzenia, gdy podobałem się samemu sobie i bardzo pragnąłem ludziom się podobać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyną moją troską było to, żeby kochać i być kochanym. Ale nie poprzestawałem wówczas na takim przywiązaniu duszy do duszy, jakim jest wyznaczony słoneczny krąg przyjaźni. Opary wyłaniające się z mętnych namiętności okresu dojrzewania osnuwały i zaciemniały moje serce tak bardzo, że już nie umiało odróżnić pogody umiłowania od mroku żądzy. Jedno i drugie kipiało razem w pomieszaniu, gnając niedojrzałą jeszcze duszę przez urwiska pożądań i pogrążając ją w topielach grzechów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gniew Twój rozżarzył się przeciw mnie, a ja nic o tym nie wiedziałem. Ogłuchłem od szczęku łańcucha doli śmiertelnej, co było karą za moją pychę, i odchodziłem coraz dalej od Ciebie, a Ty pozwalałeś na to. Miotałem się jak szalony, trwoniłem siebie, rozlewałem się jak bagno, kipiałem niegodziwymi czynami, a Ty milczałeś. O, późno poznany przeze mnie! Milczałeś ciągle, a ja coraz dalej odchodziłem, coraz dalej od Ciebie, szedłem ku rzeczom wielu, ku coraz liczniejszym ziarnom, których jedynym plonem miał być ból — brnąłem tak w pysznej rozpaczy i w niespokojnym znużeniu. (…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ja burzyłem się nieszczęsny. Oderwałem się od Ciebie i pozwalałem, aby niósł mnie prąd. Łamałem wszystkie Twoje prawa. I nie uniknąłem Twojej chłosty. Któż ze śmiertelnych może jej uniknąć? Ty zawsze byłeś przy mnie, srożąc się miłosiernie i skrapiając bezmierną goryczą wszystkie moje niedozwolone rozkosze po to, bym szukał takich, w których nie ma cierpienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A takich nie miałem znaleźć nigdzie indziej, jak tylko w Tobie, Panie, w Tobie, który przez cierpienie uczysz, uderzasz po to, by uleczyć; zabijasz nas, abyśmy nie umarli daleko od Ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzież to ja byłem, na jak dalekie wygnanie odszedłem od błogości domu Twego w owym szesnastym roku życia, gdy opanowało mnie szaleństwo i obie ręce podałem żądzy, na którą nikczemność ludzka pozwala, a prawa Twoje nie pozwalają. Moja rodzina nie pomyślała o tym, żeby przez małżeństwo uchronić mnie od upadku; troszczyła się tylko, żebym się nauczył jak najlepiej przemawiać i umiał innych przekonywać swymi wywodami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Św. Augustyn, Wyznania&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3317465696403811816?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3317465696403811816/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3317465696403811816' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3317465696403811816'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3317465696403811816'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/04/blog-post.html' title='κένωσις'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sd-743n5b3I/AAAAAAAAIjo/mK9cr0VZwvM/s72-c/Photo32_5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-6585254729941515694</id><published>2009-04-08T23:06:00.004+02:00</published><updated>2009-04-09T00:02:29.687+02:00</updated><title type='text'>przerwa</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sd0e6lHj9QI/AAAAAAAAIjU/i7QG08R-HJA/s1600-h/okladka-640.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 199px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sd0e6lHj9QI/AAAAAAAAIjU/i7QG08R-HJA/s320/okladka-640.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322444326366868738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To niesłychane jak można wejść w czyjeś życie, a potem wszystko się ulatnia. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały czas jestem w szoku. Zupełnie nie miałam zamiaru dzwonić wczoraj wieczorem, zupełnie. Byłam wykończona, chciałam się położyć wcześnie. Bardzo wcześnie. Spędziłam miły dzień. Spędziłam wiele godzin z Claude’em. Leonora wróciła w świetnym humorze. Spędziła cały dzień z Klarą u jej babci. Miałam plany na 8 maja wspólnie z Claude’em. Jakoś szło, wszystko powoli się układało. Zadzwoniłam. Miałam skurcze od dołu brzucha aż po klatkę piersiową, silne bóle. Biorę telefon do ręki. Pytam się, czy nie przeszkadzam. Mówi: „oddzwonię do ciebie za pięć minut”. Świetnie. Jak tam? Boli mnie brzuch, mam skurcze. Jestem potwornie zmęczona. Potem ona, rozświergotana: „byłam na wernisażu Arpaca, postanowiłam szesnastego urządzić przyjęcie, wspólnie z Agnes i Annie”. Od tego momentu rozmowa zaczęła się rwać. Byłam oczywiście zaproszona, mogłam zaprosić, kogo chciałam. Kogo niby mam zaprosić? Myślała, że sprawi mi przyjemność. No cóż, pomyliłaś się. Nie będziemy się więcej widywać, nawet jako przyjaciółki. Ciągle, ciągle, ciągle próbować odstawić, odprawić, odciąć. Tak mi się wydaje, na razie piszę bez zastanowienia. Spakować rzeczy, torbę, adios, żałuję, że cię poznałam. Żałuję, że 9 września poszłam na tę kolację. Na której się spotkałyśmy. Ciągle, ciągle. Widziałam się z Alainem, będę z nim pracować. Cieszę się. Chyba jesteś zadowolona? Przestań udawać, że to cię interesuje. Pójdę się położyć, jestem wykończona. Tak będzie lepiej, masz rację, idź się połóż. Odpocznij. Całuję. Otóż to. Do widzenia. Do zobaczenia wkrótce. Ale ciągniemy to dalej. Rozmawiamy. Jednak się nie klei. Później są zakłócenia na linii. Mówi: „oddzwonię do ciebie”. Dzwonię do Fryderyka, żeby było zajęte. Rozmawiam z nim dobre pół godziny. Potem do niej oddzwaniam. Mówię: „przepraszam, Fryderyk do mnie zadzwonił, dlatego było zajęte”. To dobry pomysł, żeby pracować z Alainem. Proszę cię, przestań. Powoli staje się to coraz bardziej nie do zniesienia. Odkładam słuchawkę, mówię, że mam dosyć. Oddzwaniam, mówię, że mam dosyć. Trzeba z tym definitywnie skończyć, nie spotykajmy się już więcej. Dłużej tego nie wytrzymam. Kładę się, umyłam zęby, jestem gotowa do snu. Wyłączyłam nawet telefon. Kładę się, ale jeszcze do niej dzwonię, włączam telefon i dzwonię. Żeby jej powiedzieć: mam dosyć, dosyć, dosyć. Każdego wieczoru spędzamy tak całe godziny. Ona mówi, mogłybyśmy zamiast tego coś poczytać, obejrzeć film, spotkać się z przyjaciółmi(kami), odpocząć, a nie spędzać tak całe godziny na niczym. Na wyłączaniu wydzwanianiu. Kładę się, dzwonię. Położyłam się, mówiąc do siebie tym razem to już koniec. Nie mogę tak dłużej. Jedyna dobra rzecz, że nastąpi jutro, będę mogła opisać to szaleństwo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Christine Angot, Kazirodztwo&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-6585254729941515694?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/6585254729941515694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=6585254729941515694' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6585254729941515694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6585254729941515694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/04/przerwa.html' title='przerwa'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sd0e6lHj9QI/AAAAAAAAIjU/i7QG08R-HJA/s72-c/okladka-640.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5110406070482375079</id><published>2009-04-02T11:20:00.003+02:00</published><updated>2009-04-02T11:34:29.885+02:00</updated><title type='text'>szczur</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SdSGjszAgdI/AAAAAAAAIhc/TTcyyDfMonI/s1600-h/rata_firmin.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SdSGjszAgdI/AAAAAAAAIhc/TTcyyDfMonI/s200/rata_firmin.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320025007710044626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Część książek była uporządkowana i oznakowana, część leżała dosłownie wszędzie. Kiedy już lepiej rozumiałem ludzi, zdałem sobie sprawę, że to właśnie ten niewiarygodny bałagan lubili w księgarni Pembroke najbardziej. Nie przychodzili po to, by po prostu kupić książkę, wybulić trochę kasy i się stąd zmyć. Pałętali się po sklepie. Nazywali to szukaniem, ale bardziej było to grzebanie albo przekopywanie. Dziwiłem się, że nie przychodzili z łopatami. Próbowali dokopać się do skarbów gołymi rękami, czasami zanurzali je aż po pachy, a kiedy wyciągali jakiś literacki samorodek z kupy śmieci, byli szczęśliwsi, niż gdyby po prostu weszli i go kupili. Pod tym względem zakupy w Pembroke były jak czytanie: nigdy nie wiesz, co spotkasz na następnej stronie – na następnej półce, w następnym regale czy pudle – i na tym właśnie polegała przyjemność grzebania. Na tym także polegała przyjemność łażenia tunelami – nigdy nie masz pewności, co cię czeka za zakrętem albo na dnie następnego szybu.&lt;br /&gt;Podczas tych pierwszych podniecających tygodni penetrowania terenu nie zaniedbałem jednak mojej edukacji. Nigdy nie udawałem się do tuneli, nie spędziwszy najpierw kilku godzin z książkami. Robiłem zadziwiające postępy. Wkrótce rozumiałem już nawet tak zwane trudne powieści, głównie rosyjskie i francuskie, jak również proste prace z filozofii i zarządzania firmami. Teraz, dzięki kolejnym badaniom, jest dla mnie jasne, że osiągnięcia te były możliwe, ujmując to biologicznie, tylko na skutek ciągłego rozwoju moich płatów czołowych i skroniowych, któremu towarzyszyło, jak przypuszczam, niesłychane powiększenie zakrętu kątowego. Dokonując analizy wstecznej, od skutku do przyczyny, uważam za usprawiedliwione twierdzenie, że moja czaszka również skrywa pod swym nieatrakcyjnym wyglądem wyjątkowe boczne wydłużenie pola Wernickego, deformację zwykle kojarzoną z wcześnie rozwiniętymi zdolnościami werbalnymi, aczkolwiek występującą także w pewnych rzadkich formach zidiocenia. Przypisuję ten niezwykły wzrost stymulującemu otoczeniu, chociaż bez wątpienia dieta też miała w tym swój udział. Wywołał on jednakże pewien nieszczęsny skutek uboczny w postaci tak ciężkiej głowy, że z trudem przychodziło mi ją utrzymać we właściwej pozycji. Jak widać, muskulatura mózgowa nie szła w parze z postawnością budowy. Ciągle byłem przygnębiająco cherlawy. Chuchro. Gnojek i konus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W psychiatrii przyjmuje się za pewnik, że wcześnie rozwinięty intelekt w połączeniu z fizyczną słabowitością może prowadzić do wielu nieprzyjemnych cech – chciwości, manii wielkości czy obsesyjnej masturbacji, by wymienić tylko kilka. Właśnie ze względu na to, że niektórzy tak zwani eksperci dysponują zaczerpniętym z najbardziej podstawowych podręczników gotowym wglądem w najodleglejsze zakamarki mojego charakteru, całe życie unikałem ich, mam na myśli psychiatrów, jak tylko mogłem. Sądzę, że ta awersja jest całkiem naturalna, jeśli weźmie się pod uwagę, iż wśród innych godnych ubolewania skutków mojej kondycji znajduje się niemal patologiczna potrzeba ukrywania się albo, o zgrozo, noszenia masek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kombinacja masywnej głowy i słabych kończyn sprawiła, że mój chód stał się ociężały; chociaż później wyobrażałem sobie, iż przydaje mi godności i metodyczności, wtedy wydawało mi się, że czyni on ze mnie jeszcze większego dziwaka. Idąc, czy raczej człapiąc, nie mogłem powstrzymać uporczywego kołysania, przez co bardziej przypominałem byka niż szczura. A mając tak obciążony przód, wykazywałem dużą skłonność do padania na pysk, ku wielkiej uciesze innych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Sam Savage, Firmin&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5110406070482375079?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5110406070482375079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5110406070482375079' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5110406070482375079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5110406070482375079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/04/szczur.html' title='szczur'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SdSGjszAgdI/AAAAAAAAIhc/TTcyyDfMonI/s72-c/rata_firmin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1609126025430440395</id><published>2009-03-26T16:12:00.004+01:00</published><updated>2009-03-26T16:44:57.898+01:00</updated><title type='text'>CBZT</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/ScuiVaYSEjI/AAAAAAAAIf8/bxjtq2eClt8/s1600-h/najdluzsza.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/ScuiVaYSEjI/AAAAAAAAIf8/bxjtq2eClt8/s320/najdluzsza.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317522273783124530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W 1981 roku, dwa lata po ukończeniu studiów, pracowałem na drugim końcu stanu w gazecie „Herald-Palladium”. Mimo że mieszkałem trzy godziny jazdy od Harbor Hills, tamtej wiosny przyjechałem do domu, zakonserwowałem kadłub żaglówki i spuściłem ją na wodę. Tata był już wtedy na emeryturze, więc pomyślałem, że jeżeli mu ją przygotuję, to może zechce sobie popływać. Nawet na emeryturze pracował zbyt ciężko, więc chciałem mu zasugerować jakieś spokojne hobby. Lecz kiedy wróciłem w sierpniu do domu na weekend, zorientowałem się, że ani razu nie wypłynął. Prawdę mówiąc, wymawiał się od żeglowania, odkąd urosłem na tyle, by pływać samodzielnie.&lt;br /&gt;– Idę na żagle, tato – powiedziałem. – Masz ochotę popływać?&lt;br /&gt;– Nie, idź sam – odparł. – Zostało mi tu jeszcze tyle do zrobienia.&lt;br /&gt;– No, chodź - namawiałem. – Nie daj się prosić. Pożeglujemy jak kiedyś. Tylko na chwilę. – Upierałem się, dopóki się nie zgodził.&lt;br /&gt;Tamtego dnia wiał dość mocny wiatr, ale nie było to nic bardziej wyjątkowego niż to, co już wcześniej nieraz przeżywaliśmy w naszej mocnej żaglówce. Usiadłem przy sterze i prowadziłem łódź przez grzywacze, luzując żagle, gdy trafiały w nas porywy. „Mary Ann” przechylała się figlarnie i nurkowała naprzód. Na jeziorze zaproponowałem tacie, żeby przejął ster i grotszota. Zrobił to dość niechętnie. Od kilku lat nie pływał zbyt wiele i widziałem, że się denerwuje. Lecz szybko przypomniał sobie cudowne lata. Uśmiechał się, spoglądając w górę na takielunek i sprawdzając ustawienie żagla.&lt;br /&gt;-– Tyle razy dobrze nam się pływało tą naszą łupinką – powiedziałem, a on skinął głową. – Pamiętasz, jak mi powtarzałeś, że życie jest jak sterowanie żaglówką? Trzeba wybrać kropkę na horyzoncie i uważać, żeby nie zejść z kursu?&lt;br /&gt;Uśmiechnął się na wspomnienie swoich prób znajdowania życiowych lekcji w codziennych czynnościach.&lt;br /&gt;– Drobne poprawki w trakcie. Chyba ci to mówiłem – upewnił się. – Życie polega na drobnych, ale ciągłych poprawkach kursu.&lt;br /&gt;– Przynajmniej jeżeli nie chcesz się nadziać na mieliznę – przyznałem.&lt;br /&gt;Właśnie otwierał usta, żeby dodać coś jeszcze, kiedy przyszedł silny poryw wiatru. Poczułem go najpierw na karku, a ułamek sekundy później w żaglach. Doświadczeni żeglarze wiedzą, co robić, gdy zerwie się silny wiatr – ustawić się dziobem do wiatru i zluzować szoty, żeby zmniejszyć przechył. Tata też o tym wiedział i robił to niezliczoną ilość razy. Tym razem mocniej chwycił ster i szotgrota. Ja puściłem kliwer i wlazłem na unoszącą się w górę burtę łodzi. Ojciec siedział bez ruchu, wpatrzony w lejącą się do kabiny wodę. Sekundę później krzyknął:&lt;br /&gt;– John, bierz ster!&lt;br /&gt;Rzuciłem się ku niemu.&lt;br /&gt;-– John! Pomóż! – W jego głosie było coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem: panika.&lt;br /&gt;W naszej rodzinie to tata zawsze zachowywał zimną krew i dowodził w trudnych sytuacjach. Kiedy byłem jeszcze w przedszkolu, mama strąciła puszkę farby z drabiny w salonie. Jej zawartość rozbryznęła się na zasłony, kanapę i dywan. Mama osunęła się na kolana i wybuchnęła płaczem, lecz ojciec natychmiast skoczył na ratunek, spokojnym głosem wydając każdemu polecenia: „Marijo, ręczniki! Tim, wiadro zimnej wody! Michael, gąbki!” Udało mu się zebrać większość farby, zanim zdążyły pojawić się plamy. Tata najlepiej sprawdzał się w sytuacjach kryzysowych. Zawsze był pasterzem swojego stada, to na nim polegaliśmy, gdy trzeba było rozwiązać jakieś problemy, naprawić jakieś zło. Jednak nie tamtego dnia. Gdy łódź przechyliła się na tyle, że nie mogła się już podnieść o własnych siłach, zrozumiałem, że nasze role się odwróciły. Teraz on był jagnięciem, a ja jego obrońcą. Nagle stanął mi przed oczami jego atak serca sprzed kilku lat, podobnie jak dwa poważne ostrzeżenia lekarzy: unikać stresujących sytuacji i wszelkich wstrząsów, jak na przykład nagłe zanurzenie w zimnej wodzie. W żyłach poczułem elektryzującą falę adrenaliny.&lt;br /&gt;Chwyciłem za ster, ale było za późno. „Mary Ann” już przechylała się na bok, kokpit wypełniał się wodą, a maszt i żagle położyły się na powierzchni jeziora. Obaj z pluskiem wpadliśmy do wody. W oczach ojca dostrzegłem błysk przerażenia.&lt;br /&gt;– Wszystko w porządku, tato – uspokoiłem go. – Nic nam nie będzie. Zobacz, wszystko jest okej.&lt;br /&gt;Pomogłem mu włożyć kamizelkę ratunkową i usiąść okrakiem na wystającej z wody części dziobu. Potem opłynąłem łódź i zebrałem pagaje oraz poduszki na siedzenia.&lt;br /&gt;– Zaraz ustawimy tę naszą łupinkę – zawołałem. W ciągu czternastu lat żeglowania wywróciliśmy się po raz pierwszy. – Nic się nie stało, tato. Tylko się trochę zmoczyliśmy.&lt;br /&gt;Po kilku chwilach wrócił do dawnej formy, odzyskując spokój i opanowanie.&lt;br /&gt;– Chyba trochę zardzewiałem – stwierdził z zakłopotaniem.&lt;br /&gt;– Nieźle dmuchnęło – powiedziałem. – Ja też się tego nie spodziewałem. Z tymi słowy stanąłem na stępce, chwyciłem za burtę i kołysałem się, dopóki łódź znów nie stanęła na wodzie. Tata trzymał się burty, kiedy wybierałem wodę. Dość szybko zniosło nas na piaszczystą łachę, gdzie stanęliśmy, a ojciec mógł bez problemu wdrapać się z powrotem na pokład.&lt;br /&gt;– Ale się podziało! Przerwaliśmy naszą dobrą passę – zażartowałem, kiedy cumowaliśmy łódkę przy pomoście.&lt;br /&gt;– Co za dzień – podsumował tata.&lt;br /&gt;– Co za dzień – przyznałem. Rzeczywiście tak było. Gdy refowałem żagle, zdałem sobie sprawę, że tata już nigdy więcej nie wejdzie na pokład „Mary Ann”, a mnie już nigdy więcej nie będzie pisane spędzić z nim takiego popołudnia na wodzie, ramię w ramię, jak syn z ojcem. Bywają w życiu takie chwile, które ulatują z pamięci, jeszcze nim się skończą. Lecz są też takie, które pozostają z nami na zawsze. Nosimy je ze sobą przez lata, pod samym sercem, jak snopy cennej świetlistej jasności. Stają się częścią tego, czym jesteśmy. Staliśmy obok siebie przemoczeni do suchej nitki – a ja już wiedziałem, że to jedna z takich chwil.&lt;br /&gt;Wiedziałem, że ścieżki naszego życia krzyżują się jak ślady odrzutowców na pustym niebie. Mój ślad unosił się ku dorosłości i obiecującej przyszłości, a jego zaczął stopniowe schodzenie ku nieuniknionemu kresowi życia.&lt;br /&gt;Para kaczek wylądowała na powierzchni Laguny, wyrywając mnie ze wspomnieniowej zadumy. Minęły dwadzieścia trzy lata od naszej ostatniej wyprawy łódką. Dwadzieścia trzy lata, a jak daleko zaniosły nas rozbieżne trajektorie lotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– John, zrób mi przysługę, dobrze? – poprosił tata. Siedzieliśmy w starym pokoju Marijo, wiele lat wcześniej zamienionym w pokój telewizyjny, gdzie właśnie skończyliśmy oglądać wiadomości o osiemnastej. Słyszeliśmy uwijającą się na dole w kuchni Elizabeth i dochodził nas zapach imbiru i czosnku. Przygotowywała na kolację swoją specjalność – azjatyckie danie składające się z makaronu, kurczaka, krewetek i warzyw.&lt;br /&gt;– Oczywiście, tato – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;– Idź do mojego pokoju i przynieś to pudełko, które mi zrobiłeś. Leży koło łóżka.&lt;br /&gt;Znalazłem je na szafce nocnej, obok latarki i budzika. Ostatni raz widziałem to pudełko jedenaście miesięcy wcześniej, gdy wysyłałem mu je jako prezent na osiemdziesiąte ósme urodziny. Nie miałem pojęcia, jak je nazwać. Nie było na tyle wykwintne, by zasłużyć na miano kasetki, poza tym tata nie miał żadnej biżuterii oprócz kilku par spinek do mankietów i obrączki ślubnej, której nie zdejmował z palca od pięćdziesięciu sześciu lat. Nie była to też skrzynka na pamiątki. Po prostu nieduże, lecz masywne pudełko, które zrobiłem sam z kawałków twardego drewna, jakie zebrałem w lesie za moim domem w Pensylwanii. U dołu miało szufladkę, a u góry wieczko, które można było otworzyć.&lt;br /&gt;Od zawsze pasjonowałem się obróbką drewna, chociaż nie miałem żadnych szczególnych uzdolnień w tym kierunku. Robiłem ramy do obrazów, deski do krojenia i samochodziki zabawki dla dzieci. W ostatnich latach zacząłem poszukiwać w lasach zwalonych pni szczególnie pięknych odmian drzew – czerwonego dębu, orzecha i czeremchy amerykańskiej, ciąłem je na deski, a z desek heblowałem płyty. Zaplanowanie i wykonanie pudełka dla taty zajęło mi rok. Przez całe życie dawałem mu przewidywalne prezenty: wody po goleniu, krawaty i grube biografie nieżyjących prezydentów. Lecz ojciec nie stawał się młodszy i trudno było zaprzeczyć, że od czasu mojego ślubu oddaliliśmy się od siebie. Ten krzyż, ciężar dzielących nas różnic religijnych, mieliśmy nieść razem przez całe życie. Tata otrzymał błogosławieństwo – dar wiary, lecz ja urodziłem się z przekleństwem sceptycyzmu. Jego przeznaczeniem była wiara, moim – zwątpienie. Robiąc dla niego to pudełko, tak samo jak planując ogród, podejmowałem próbę przeskoczenia dzielącej nas otchłani, chciałem mu dać poznać, że nadal mi na nim zależy.&lt;br /&gt;Podniosłem pudełko, które wydało mi się cięższe niż kiedyś, i pogładziłem atłasowe, ręcznie polerowane ścianki. Mama drzemała po swojej stronie łóżka z podwiniętymi jak u dziecka nogami. Nie chciałem jej budzić, chociaż ryzyko było niewielkie. Na palcach wyszedłem z sypialni i położyłem pudełko tacie na kolanach.&lt;br /&gt;– Pomyślałem sobie, że chciałbyś widzieć, do czego go używam – powiedział i podniósł wieczko.&lt;br /&gt;Wewnątrz znajdowała się kolekcja rodzinnych skarbów. O istnieniu wielu z nich nie miałem pojęcia. Wyciągał je jeden po drugim i o każdym opowiadał parę słów: różaniec jego dziadka ze srebra i hebanu, okulary w drucianej oprawie należące do jego ojca, prawo jazdy jego matki, obrączki ślubne rodziców. Z małej szarej koperty wysypał stos wojskowych insygniów i belek, jakie zdobył w marynarce.&lt;br /&gt;– Nazywaliśmy to sałatką owocową – wyjaśnił.&lt;br /&gt;Otworzył niewielką szufladę u dołu pudełka i wyciągnął złoty zegarek, który w 1909 roku jego ojciec otrzymał od Rapid Vehicle Motor Company za uczestnictwo w pierwszej wyprawie samochodowej na szczyt Pikes Peak w Colorado, oraz króliczą łapkę na szczęście. Dziadek nosił ją zawsze przy sobie. W małej sakiewce znajdowała się kolekcja odznak upamiętniających kolejne kamienie milowe czterdziestoletniej kariery zawodowej taty w General Motors. Każdą zdobił niewielki brylancik. Tata opisał mi wszystkie rzeczy po kolei. Żebym wiedział. Gdy pewnego dnia zajrzę do pudełka z moimi dziećmi albo z wnukami lub one z własnymi, przedmioty te będą czymś więcej niż garścią zapomnianych staroci. Z każdym wiązała się jakaś opowieść, część historii naszej rodziny. Każdy stanowił nić łączącą nas z przeszłością. Wiedziałem, że tata nie chciał, żeby popadły w zapomnienie.&lt;br /&gt;Z samego dna szufladki wyjął złożony arkusz papieru – rozpoznałem w nim liścik, który wsunąłem do pudełka przed wysłaniem. Teraz odczytał na głos słowa napisane przeze mnie prawie rok temu. Opisywałem cały proces powstawania pudełka, od wyboru kawałków drewna do nałożenia ostatniej warstwy wosku. Opisywałem, jak frezowałem wieko i wycinałem dłutem miejsca na zawiasy. Przyznawałem się, jak wiele błędów zdarzyło mi się po drodze i jak wiele wynikających z nich kompromisów musiałem zaakceptować, chcąc wykonać zadanie, którego się podjąłem z myślą o zrobieniu czegoś doskonałego. Przypuszczam, że w tym sensie moja praca bardzo przypominała życie.&lt;br /&gt;Notatkę zakończyłem tymi słowami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;font-family:courier new;" &gt;Dzieci przyglądały się, jak pudełko powoli nabiera kształtów, i to było dobre. Wiedziały, że jest prezentem dla ich dziadka, i dlatego bardzo się nim interesowały, szczególnie Colleen. Sama też zrobiła, z moją pomocą, proste sosnowe pudełko. Potraktowałem to jako wspaniałą sposobność spędzenia czasu sam na sam z córką i przypomniały mi się chwile, które razem z Tobą spędzałem w naszym warsztacie w piwnicy. Wiele się tam od Ciebie nauczyłem.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;font-family:courier new;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto historia Twojego pudełka, Tato, zbudowanego pokornymi dłońmi i otwartym sercem. Nie mam pojęcia, do czego może Ci się przydać, i założę się, że Ty też nie wiesz. Ale mam nadzieję, że postawisz je gdzieś, gdzie będziesz je widział każdego ranka, a może późnym wieczorem. I za każdym razem, kiedy na nie spojrzysz, chcę, żebyś wiedział, jak wiele dla mnie znaczy to, kim dla mnie byłeś i nadal jesteś. Dałeś mi wszystko, co mógł dać chłopcu jego ojciec.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tata złożył liścik i schował do szufladki.&lt;br /&gt;– John, twoje słowa bardzo wiele dla mnie znaczą – oświadczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;John Grogan, Najdłuższa podróż do domu&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1609126025430440395?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1609126025430440395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1609126025430440395' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1609126025430440395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1609126025430440395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/03/cbzt.html' title='CBZT'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/ScuiVaYSEjI/AAAAAAAAIf8/bxjtq2eClt8/s72-c/najdluzsza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2164940760471608037</id><published>2009-03-16T16:02:00.006+01:00</published><updated>2009-03-16T18:26:32.206+01:00</updated><title type='text'>Apel o pomoc dla „Tygodnika”</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sb5q0BaPGTI/AAAAAAAAIaw/7LbvmP-3C6E/s1600-h/tp.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 195px; height: 103px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sb5q0BaPGTI/AAAAAAAAIaw/7LbvmP-3C6E/s320/tp.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313802052307982642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele,&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;kryzys finansowy, którego skutki dotknęły już wiele przedsiębiorstw, wydawnictw i gaze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;t, a w konsekwencji – konkretnych ludzi, dotyka także nas. „Tygodnik Powszechny”, który zawsze był nastawiony bardziej na pełnienie misji niż na zysk, znalazł się w sytuacji tak poważnego zagrożenia, że uznaliśmy za konieczne Was o tym poinformować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od ponad sześćdziesięciu lat nasze pismo pełni rolę jedyną w swoim rodzaju – jest pismem polskich katolików i zarazem pismem polskiej inteligencji, niekoniecznie poczuwającej się do związków z Kościołem. W okresie PRL-u byliśmy głosem niezależnej opinii publicznej, po 1989 r., kiedy na rynku mogło pojawić się wiele innych tytułów, sytuacja w oczywisty sposób uległa zmianie. W 2007 r. stało się jasne, że „Tygodnik” w dawnej formule nie przetrwa: konieczne były reformy, których przeprowadzenie umożliwiło dokapitalizowanie spółki przez nowego wspólnika, grupę ITI (należy podkreślić, że umowy z ITI zapewniły całkowitą niezależność redakcji w zakresie linii programowej i spraw personalnych).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprowadzane w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zmiany przyniosły efekty. Mimo spadków sprzedaży innych tytułów, sprzedaż „Tygodnika” zaczęła rosnąć (w roku 2008 o 10 proc.), zwiększyła się liczba cytowań „TP” w ogólnopolskich mediach, a także liczba odwiedzin na naszej stronie internetowej (w lutym 2009 – 590 tys. tzw. unikalnych użytkowników). O tym, że „Tygodnik Powszechny” jest potrzebny i nadal spełnia swoją rolę, świadczą także Wasze listy, żywy udział w debatach, głosy na spotkaniach, w których mam okazję brać udział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście „Tygodnik” nigdy nie będzie pismem popularnym ani masowym. Nie może zejść poniżej pewnego poziomu i zawsze będzie wymagał pewnego wysiłku intelektualnego, jednym słowem: będzie adresowany do normalnego, polskiego inteligenta. Jako pismo katolickie stanowi namacalny dowód wolności myśli w Kościele, bywa bowiem krytyczny, stawia trudne pytania i zmusza do myślenia. Ośmielamy się sądzić, że bez niego Polska byłaby uboższa i że uboższy byłby także polski Kościół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proces stopniowej poprawy sytuacji pisma zakłóciły skutki kryzysu. Staraliśmy sobie z nimi radzić: na wzrost cen papieru zareagowaliśmy podniesieniem ceny pisma, co spotkało się ze zrozumieniem Czytelników i nie odbiło się negatywnie na sprzedaży „Tygodnika”. Katastrofalne okazało się załamanie rynku reklam, które dotknęło wszystkie media, prasę zaś w szczególności. Co prawda nigdy głównym źródłem przychodów „TP” nie były reklamy, niemniej ich brak dramatycznie zakłócił naszą równowagę finansową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robimy to, co możliwe, by te straty rekompensować, zabiegamy o pozyskiwanie na konkretne projekty pieniędzy z różnych źródeł: krajowych i unijnych, co jednak nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Wniesiony przez ITI kapitał wydobył „Tygodnik” z trudnej sytuacji, ale nie zapewnia wyjścia z zapaści. Powiedzmy wprost: zagrożona jest dalsza egzystencja pisma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego dziś, w godzinie kryzysu, ośmielamy się zwrócić do Was z prośbą o pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomocą będzie przeznaczenie 1 procentu od podatku dochodowego PIT na Fundację Tygodnika Powszechnego (tej pomocy doświadczaliśmy zresztą od Was już w latach poprzednich).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomocą będzie każdy nabyty przez Was numer pisma, pomocą i promocją pisma będzie również nabycie dodatkowego numeru jako daru dla krewnych czy przyjaciół. Obserwowany w ostatnich miesiącach wzrost sprzedaży jest w obecnej sytuacji wciąż zbyt powolny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszych Internetowych Czytelników prosimy: sięgnijcie także po wydanie papierowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbawienną w tej fazie pomocą będzie wreszcie każde doraźne wsparcie Fundacji Tygodnika Powszechnego, z przeznaczeniem na potrzeby zagrożonego pisma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liczymy też na to, że naszym zmaganiom z kryzysem towarzyszyć będą Wasze życzliwe uczucia, dobre słowo i modlitwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O podobną pomoc zwróciliśmy się do Czytelników tylko raz, w 1957 r., kiedy postanowiliśmy powołać do życia wydawnictwo Znak, co dzięki hojności donatorów okazało się możliwe. Dziś, wobec narastającego kryzysu, zwracamy się z takim apelem po raz drugi. O przebiegu akcji będziemy informowali na bieżąco: Wasze zaangażowanie zobowiązuje do tego, aby nasze działania były transparentne, a zapoznanie się z nimi – dostępne dla tych, którzy w jakikolwiek sposób zdecydują się nam pomóc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Numer konta Fundacji Tygodnika Powszechnego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DB PBC S.A. 31 1910 1048 2006 1845 1121 0001&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Ks. Adam Boniecki&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2164940760471608037?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2164940760471608037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2164940760471608037' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2164940760471608037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2164940760471608037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/03/apel-o-pomoc-dla-tygodnika.html' title='Apel o pomoc dla „Tygodnika”'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sb5q0BaPGTI/AAAAAAAAIaw/7LbvmP-3C6E/s72-c/tp.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3011111608326490754</id><published>2009-03-12T01:49:00.003+01:00</published><updated>2009-03-12T01:55:07.981+01:00</updated><title type='text'>wspólnota</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SbhdIUBXueI/AAAAAAAAIZ0/MsW6fRmcD2k/s1600-h/siec.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 145px; height: 196px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SbhdIUBXueI/AAAAAAAAIZ0/MsW6fRmcD2k/s320/siec.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5312098157878295010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zabrałem się najpierw do sprzątania. Obok talerza na brzegu stołu leżało kilka luźnych kartek. Już chciałem je odłożyć na okno, kiedy spojrzałem na tę, która była na wierzchu. Może nie powinienem tego czytać, ale przeczytałem. To były ulotki, które Patryk najwyraźniej dostał od swoich nowych przyjaciół. „Siły ciemności panują w tym świecie.” — czytałem — „Do roku 1984 spełniło się pięć zapowiedzi końca czasów. W ostatnim dziesięcioleciu już cztery następne. Największym znakiem jest «brzydota spustoszenia w miejscach świętych». Czy nie czujesz, że wielkie Kościoły chrześcijańskie utraciły Ducha? Czy nie czujesz, jak pusta i bezsensowna jest współczesna «kultura»? Zaufaj Jezusowi — tylko On może nas jeszcze uratować. Posłuchaj, co mamy Ci do powiedzenia, bo my głosimy tylko JEGO.” Na drugiej stronie był ciąg dalszy: „Do zbawienia nie jest potrzebna ani wiedza, ani jakaś szczególna pobożność. «Jeżeli swoimi ustami wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych — osiągniesz zbawienie» (Rz 10,9). Zrób to zaraz. Wyznaj, że Jezus jest Twoim Panem — i słuchaj odtąd tylko Jego samego. Informacje i pomoc: «Dzieci Światłości»” — dalej była jeszcze lista adresów i numerów telefonów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to zatem wyglądało... Muszę przyznać, że wobec takich rzeczy czuję się bezradny. Nie, żebym całkiem nie zgadzał się z tym, co tu zostało powiedziane, albo żebym to uważał za fałsz czy oszustwo. To są oczywiście wielkie uproszczenia, ale przecież nie całkiem bezpodstawne. Chrześcijaństwo naprawdę jest wiarą końca czasów. Na naszą współczesną religijną kulturę naprawdę można patrzeć z niepokojem. Jezus naprawdę jest jedynym Zbawicielem. Zbawienia naprawdę nikt nie może zdobyć własnym wysiłkiem — bo jest ono w istocie darem. To wszystko prawda i wcale nie chcę jej kwestionować. Moja trudność polega na czymś innym. Co dzieje się z człowiekiem, który idzie za takim wezwaniem, wyznaje, że Jezus jest jego Panem, i na tej podstawie jest przekonany, że znalazł wyjście z panującego wokół zamętu? Co będzie dalej? Co „Dzieci Światłości” czy też inni myślący podobnie zaproponują komuś takiemu? To, co najistotniejsze — zbawienie — już się dokonało. Pod tym względem już nic więcej nie mogą mu oferować. Teraz mogą mu dać już tylko siebie — swoją wspólnotę i jej wewnętrzny świat. Swoją wiarę i swoją pewność. Swoją radość, swój entuzjazm i swoją nową wizję życia. Wreszcie zadanie, które dla siebie samych odkryli: żeby wielu ludziom pokazać to, co oni sami przeżyli i przeżywają — i żeby w ten sposób możliwie wielu postawić przed wyborem, którego oni sami już dokonali. Czy to mało? Może się wydawać, że nie. Czy można komuś dać coś więcej, niż szczęście i radość z dokonanego już zbawienia — wsparte bezpieczeństwem prawie rodzinnego życia we wspólnocie? A jednak, to szczęście jest tu dane w postaci, która obdarowanego nie bogaci, ale zuboża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Ks. Tomasz Węcławski, Sieć&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3011111608326490754?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3011111608326490754/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3011111608326490754' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3011111608326490754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3011111608326490754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/03/zabraem-sie-najpierw-do-sprzatania.html' title='wspólnota'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SbhdIUBXueI/AAAAAAAAIZ0/MsW6fRmcD2k/s72-c/siec.gif' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3768459459296963063</id><published>2009-03-04T19:20:00.004+01:00</published><updated>2009-03-04T21:03:29.678+01:00</updated><title type='text'>relewantne</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sa7OO29b0mI/AAAAAAAAH-Y/CEnV6modpUE/s1600-h/gesty.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sa7OO29b0mI/AAAAAAAAH-Y/CEnV6modpUE/s200/gesty.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309407765383074402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W podstawówce nie miałem kolegów, miałem koleżanki. Istotnie różniłem się od kolegów, chuderlawe ciało i okulary, włosy na nogach pojawiły się dopiero w ósmej klasie, już to wystarczy, żeby na dużej pauzie ukrywać się w toalecie. Ale, co zabawne, choć świat podstawówki nie szczędził upokorzeń, oszczędzono mi większych fizycznych przykrości. Bynajmniej nie dlatego, że byłem dobrym uczniem i pupilkiem nauczycieli. To nie strach przed nauczycielami wstrzymywał moich współtowarzyszy z klasy przed regularnym spuszczaniem mi łomotu. To było raczej poczucie głębokiej obcości i niezazębialności światów. Oni szanowali moją osobność, ponieważ byli zajęci sobą, przeczuwali, że pochodzę gdzie indziej: z jednej strony inteligentniejszy od nich, z drugiej – noga na lekcjach wuefu, a w istocie część inna, też na cztery litery; ktoś niegroźny, nawet zabawny, jak by co – moja twarz była na wyciągnięcie ręki. Ta równowaga, na szczęście dla mnie, utrzymała się osiem lat. Gdyby jednak, gdyby ktoś rzucił hasło do, powiedzmy, unifikacji, standaryzacji materiału chłopackiego, zwąc to jakkolwiek, pierwszy padłbym ofiarą: pierwszy spłonąłbym w podstawówkowej stodole, albo raczej spłynął w muszli klozetowej, koledzy stodołą nie dysponowali.&lt;br /&gt;„Dokroić papryki?”, pyta matka.&lt;br /&gt;W podstawówce trzymałem z dziewczynami. Dziewczyny bardzo różniły się od chłopców. Z różnic istotnych należy wspomnieć następujące: dziewczyny były czyste, nie przewracały się, jeśli im nie podstawiono na korytarzu nogi, umiały płynnie czytać i dodawać, budowały zdania, w których podmiot wykraczał poza „ja”, a czasownik poddawał się koniugacji – nie sprowadzał się do chłopackiego „yhy”, występującego również w podwariantach „eee” i „no”. A przede wszystkim dziewczyny nie stosowały przemocy fizycznej, co mi imponowało, chociaż często płakały: gumka rozmazała grafitową linię na kartce w cień i szloch gotowy. Mimo tej wady, chyba jedynej i związanej, jak sądziłem, z hydraulicznym defektem konstrukcyjnym, przedkładałem dziewczyny nad chłopców.&lt;br /&gt;„Pijesz, synek, normalną czy inkę?”, pyta matka, pyta codziennie, mimo że zna odpowiedź, dzięki czemu, po prawdzie, nie muszę odpowiadać.&lt;br /&gt;W podstawówce miałem trzy przyjaciółki. Kasia i Basia (jak wiewiórka, tylko wielką literą, i zawsze reagowała na swoje imię). Nie mogę przypomnieć sobie trzeciego imienia. Ula? Albo Agnieszka? Zakład: jeśli matka postawi filiżankę kawy przede mną, nie uroniwszy kropli, będzie Ula. Czekam.&lt;br /&gt;Zatem Ula. Kasia, Basia, Ula i ja. Kilka słów dochowało się z tamtych lat, żadnych obrazów. Pamiętam, że były, że znaleźliśmy kiedyś skarb, że graliśmy – prawie jak chłopcy – na commodore albo atari, co oznacza, że Kasia, Basia lub Ula miała zamożnych rodziców. Kasia, Basia lub Ula miała złote kolczyki, co z kolei charakteryzowało dziewczynki z ubogich robotniczych domów. Kasia, Basia lub Ula miała komplet dwudziestoczterokolorowych mazaków oraz coś, chyba z krystalicznego gipsu, nazywanego „różą pustyni”, co z kolei oznaczało, że miała ojca na kontrakcie w Libii (matka pozostała w Polsce, ktoś musiał zajmować się dziećmi). I tak właśnie pracuje moja pamięć, żałosne, nie obrazy, lecz dedukcja, wszystko domyślone, najwyraźniej widać łączniki i sposób pracy mózgu, bo już wynik – wątpliwy.&lt;br /&gt;Zatem Agnieszka. Kasia, Basia, Agnieszka i ja. Po lekcjach zdarzało nam się zostać, we czworo, na godzinę lub dwie. Szliśmy za szkołę, na mały placyk między kotłownią a salą gimnastyczną, żeby pograć. Graliśmy w gumę. Chłopcy nigdy nie grali w gumę, grali w nogę, na przykład. Nie pamiętam reguł. Potrzebna była guma, kilka metrów, od majtek. Najlepiej szeroka i sprężysta, najbardziej deficytowa. Dwie osoby stawały jak słupy, pomiędzy którymi rozciągała się rzeczona guma. Pamiętam, że gra nazywała się „raz-dwa-trzy” oraz że można było skusić: „Skuś babko, dam jabłko”. Pamiętam, że lubiłem skakanie. Nic więcej.&lt;br /&gt;Matka zachwiała się i upuściła filiżankę (jednak Agnieszka). Filiżanka uderzyła o gumową wykładzinę, chyba się nie rozbiła, zabrakło charakterystycznego dźwięku dopełniającego pęknięcie porcelany. Matka skuliła się jak po uderzeniu w brzuch. Złapała się krawędzi stołu. Poderwałem się, spadł widelec, a solniczka się przewróciła (rozsypana sól zapowiada kłótnię): „Mamo!?”.&lt;br /&gt;Ująłem ją za ramiona, teraz milczałem, stałem za matką, zastygły w dziwnej pozie, nie dokończonym geście, ni to ją obejmując, ni podtrzymując. Gest nie dokończony, poza dziwna, bo, tak gest, jak i poza, pozbawione celu, z ledwo zaznaczonym wektorem&lt;br /&gt;kierunku.&lt;br /&gt;Od lat nie trzymałem matki w ramionach. Jej ciało przypomina gąbkę, mógłbym je ścisnąć, mógłbym wycisnąć z niej krew i płyny, wszystek czas, który jej pozostał, na końcu charakterystyczny dźwięk, dopełniający pęknięcie człowieka, jak wiązka chrustu, opał na zimę, suchy patyk.&lt;br /&gt;Pomagam matce, powolutku, nie uchybiając pojedynczemu milimetrowi podłogi, dojść do fotela w salonie. Od lat nie trzymałem matki w ramionach, nie dotykałem tak głęboko i dosłownie: odczuwam nagłą bliskość fizyczną i zażenowanie, nie mogę bowiem udawać, że matka to tylko pojęcie, byt bardziej społeczny niż materialny – to nie abstrakcyjnej matce pomagam dojść do fotela, tylko materialnemu (i praktycznemu) ciału; kwantyfikator jest niezaprzeczalnie szczegółowy, zwany również, co zabrzmi niestosownie, egzystencjalnym.&lt;br /&gt;W tej nagle wybuchłej cielesnej bliskości jest też miejsce, co tylko wzmaga wstyd, na płeć. Matka jest kobietą, starą i zużytą, ale kobietą, jej ciało przypomina ciała innych kobiet w podobnym wieku, jej ciało wydaje się wehikułem, który moja matka, właśnie ów byt społeczny i emocjonalny (kwantyfikator ogólny), wybrała, żeby w nim zamieszkać i się przemieszczać, z moją – teraz – pomocą; aby do fotela.&lt;br /&gt;Jestem przerażony, to nie powinno się zdarzyć, pomagam jej zasiąść w fotelu. Zanim pobiegnę do telefonu, żeby wezwać karetkę, patrzę na jej twarz, ułamek sekundy, kącik oka, tupot kurzych łapek, po¬wieka jak migawka w aparacie.&lt;br /&gt;Dzwoniąc, nie potrafię wymazać twarzy mojej matki. Ma otwarte usta, dolna warga, a właściwie ciemniejsza kreska, zwiotczała jak guma umocowana do kącików ust, odsłaniając zęby dolnej szczęki. „Zwycięstwa 43!” Skóra lśni jak świeżo pobielona, jeszcze mokra ściana, upaćkana odciskami dłoni i poduszki. „Kurwa! Przepraszam. Niech pani sprawdzi, jak nazywa się teraz ta ulica, przecież numer się wyświetlił!” Oczy zogromniały, jakby jakaś siła usiłowała wypchnąć je od wewnątrz, czarne plamki oczne prawie zagarnęły dysk tęczówki. „Kurwa!” Rzucam słuchawką stacjonarnego telefonu i biegnę po komórkę. Dzwonię do Pawła, mówię szybko, połykając co drugie słowo. „Zaraz wyślę karetkę”, uspokaja Paweł D. Włosy, jedno rzadkie pasmo, przylepiło się do pobielonej ściany czoła jak pajęcze odnóża, kilkanaście cieniutkich kresek pomalowanych na „mroźny kasztan” albo „południowy orzech”.&lt;br /&gt;Podchodzę do matki, najpierw gładzę, zmarnowawszy sekundy i cały gest, oparcie fotela, potem dotykam policzka matki, wilgotny, skóra wierzchu mojej dłoni lepi się do jej skóry. „Zaraz, mamo – mówię do siebie. – Wytrzymaj. Obiecuję”. Nie wiem, co mógłbym obiecać. Nic ważnego, chyba.&lt;br /&gt;Twarz matki nagle oświetlają dwa słońca, niebieskie i czerwone, wygląda upiornie. To karetka zatrzymała się przed domem, a kogut ambulansu, niebiesko-czerwony, błyska się światłami jak z radiowozu. Dopada mnie groteskowe przeświadczenie, że moja matka dopuściła się wykroczenia, zostanie aresztowana, w sytej Unii Europejskiej nie wolno chorować na śmierć, a jeśli nawet – to tylko w ramach jednostkowego protestu przeciwko... (w wy kropkowane miejsce proszę wstawić odpowiednie słowo/-a).&lt;br /&gt;„Zaraz, mamo”, powtarzam, odrywając własną rękę od jej policzka, niepotrzebny i nieprzewidziany wybuch czułości, a może strachu, nie wiem. Biegnę na ganek, po raz pierwszy nie myśląc o papierosie, potykam się o szufelkę, wybiegam na podwórko, otwieram bramę. Z karetki wysiada ratownik medyczny i kierowca. Proszą mnie o NIM (numer identyfikacji medycznej), w odpowiedzi wręczam im wiązankę przekleństw. Nie wydają się zdziwieni. Wyciągają nosze, wchodzimy do domu: „Zaraz, mamo”, mamroczę pod nosem; może zwariowałem?&lt;br /&gt;Pomagam ułożyć matkę na noszach. Wścieka mnie profesjonalny i suchy dotyk ratownika. Dom jest stary, drzwi szerokie, nosze bez problemu (przesunąć musiałem stół, kopnąłem filiżankę z zastygłą plamą kawowej krwi) przechodzą przez futryny, potem ganek, unosimy nosze, matka nic nie waży, i do karetki.&lt;br /&gt;Matka w karetce, maska tlenowa i zastrzyk. „Co to za zastrzyk?”, pytam. „Środek uspokajająco-rozkurczający”, odpowiada ratownik. Z najwyższym trudem powstrzymuję się przed rozszarpaniem jego aorty. Widzę, że chce mnie zapytać, kim jestem dla poszkodowanej, może takie są procedury. „A pana żona...”, zaczyna. Bardzo niewiele, tak niewiele dzieli mnie od uderzenia obcego człowieka. Obcy człowiek orientuje się w czas, macha ręką. Jedziemy, nawet nie zamykam domu.&lt;br /&gt;Jedziemy na sygnale, inni uczestnicy ruchu drogowego posłusznie usuwają się z naszej drogi, wypadają spomiędzy białych pasów tak daleko, jak pozwalają na to krawężniki. Patrzę na matkę, przysięgam wszystko i na wszystko, nawet ofiarowuję swoje życie najwyższym potęgom, jak Abraham przyciskający nóż do szyi Izaaka, nikt nie odpowiada, jak zawsze, echo liczące sobie ponad dwa tysiące lat.&lt;br /&gt;W okolicach kościoła Rocha, patrona zadżumionych, gdy tylko minęliśmy wiadukt, dzieje się coś, co nie ma prawa się zdarzyć, prostopadłościanem karetki wstrząsa prawostronne tąpnięcie; ułamek sekundy później ambulans przechyla się na prawo, ciało mojej matki, macki uwolnionego defibrylatora, jakieś przedmioty lecą na mnie, a ja uderzam o ścianę nadwozia. „Guma!”, krzyczy kierowca; może nie krzyczy – coś strzeliło w mojej głowie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Ignacy Karpowicz, Gesty&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3768459459296963063?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3768459459296963063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3768459459296963063' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3768459459296963063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3768459459296963063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/03/relewantne.html' title='relewantne'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/Sa7OO29b0mI/AAAAAAAAH-Y/CEnV6modpUE/s72-c/gesty.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2118119133662182592</id><published>2009-02-03T00:24:00.007+01:00</published><updated>2009-02-04T02:08:59.059+01:00</updated><title type='text'>królowa nauk</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeGa2PUp0I/AAAAAAAAH5k/IYHf9eCmgVc/s1600-h/78767.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 138px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeGa2PUp0I/AAAAAAAAH5k/IYHf9eCmgVc/s200/78767.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298351282419181378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pobawmy się w matematykę. Matematyka jest użyteczna, otwiera nowe perspektywy, odświeża umysł. Takie ćwiczenia bywają czasem bardzo pouczające. Poproszę was o chwilę cierpliwości i uwagi. Skupię się tylko na dwóch obszarach, tych, na których odegrałem pewną rolę, jakkolwiek podrzędna by była: to wojna ze Związkiem Radzieckim i program eksterminacji, w naszych dokumentach zwany oficjalnie Ostatecznym Rozwiązaniem kwestii żydowskiej – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Endlösung der Judenfrage&lt;/span&gt;, że zacytuję ten piękny eufemizm. Na frontach zachodnich straty były stosunkowo mniejsze. Moje dane wyjściowe są nieco arbitralne – nie mam wyboru, badacze nie doszli do porozumienia. Jako szacunek strat po stronie radzieckiej przyjmuję tradycyjną liczbę, podaną w 1956 roku przez Chruszczowa: dwadzieścia milionów, ale weźmy pod uwagę, że Reitlinger, renomowany badacz angielski, pisał tylko o dwunastu milionach, i że Erickson, badacz szkocki, równie, a może nawet bardziej renomowany, doliczył się minimum dwudziestu sześciu milionów; tak więc wyraźnie widać, że oficjalne dane sowieckie to niemal połowa obu tych szacunków, z milionowym marginesem błędu. Co do strat niemieckich – wyłącznie w ZSRR, ma się rozumieć – to możemy opierać się na jeszcze bardziej oficjalnej i po niemiecku precyzyjnej liczbie 6172373 żołnierzy, ofiar wojny na froncie wschodnim między 22 czerwca 1941 roku a 31 marca 1945 roku. Obliczenia te zaksięgowano w wewnętrznym raporcie OKH (Naczelnego Dowództwa Wojsk), odnalezionym już po wojnie, niemniej obejmują one zabitych (ponad milion), rannych (prawie cztery miliony) i zaginionych (czyli zabitych plus więźniów, plus zabitych więźniów, razem około 1288000). Żeby dojść szybko do dwóch milionów zabitych, bo ranni nas tutaj nie interesują, doliczmy jeszcze mocno przybliżoną liczbę pięćdziesięciu tysięcy z hakiem dodatkowych ofiar z okresu pomiędzy 1 kwietnia a 8 maja 1945 roku, głównie z Berlina, a do tego dodajmy szacunkowy milion cywilów, którzy zginęli podczas nalotów na wschodnie Niemcy i późniejszych migracji ludności, czyli w sumie, dajmy na to, trzy miliony. W kwestii żydowskiej mamy wybór: liczba uświęcona – choć wielu ludzi nie wie, skąd się wzięła – wynosi sześć milionów (Höttl zeznał w Norymberdze, że słyszał ją od Eichmanna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei Wisliceny twierdził, że Eichmann mówił swoim kolegom o pięciu milionach; sam Eichmann, gdy Żydzi mogli wreszcie zadać mu to pytanie osobiście, powiedział, że to było pięć-sześć milionów, ale raczej chyba pięć). Dr Korherr, który opracowywał statystyki dla Reichsführera-SS Heinricha Himmlera, 31 grudnia 1942 roku doliczył się nieco mniej niż dwóch milionów, ale przyznał mi, gdy rozmawiałem z nim 1943 roku, że jego dane wyjściowe nie były wiarygodne. Wreszcie, bardzo szanowany profesor Hilberg, specjalista w tej dziedzinie, raczej niepodejrzewany o stronniczość, a już na pewno nie o postawę proniemiecką, pod koniec szczegółowej, dziewiętnastostronicowej analizy podaje liczbę 5100000, co z grubsza pokrywa się z opinią nieboszczyka Oberstürmbannführera Eichmanna. Przyjmijmy więc wyliczenia profesora Hilberga, co daje nam następujące zestawienie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabici po stronie radzieckiej         20 milionów&lt;br /&gt;Zabici po stronie niemieckiej        3 miliony&lt;br /&gt;Suma pośrednia (Front Wschodni)        23 miliony&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Endlösung&lt;/span&gt;         5,1 miliona&lt;br /&gt;Razem:         26,6 milionów, zważywszy na to, że 1,5 miliona Żydów zostało już wcześniej zaksięgowanych w rubryce „zabici po stronie radzieckiej” („Obywatele radzieccy, którzy zginęli z rąk germańsko-faszystowskiego najeźdźcy”, jak dyskretnie informuje napis na niezwykłym monumencie w Kijowie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz obiecana matematyka. Konflikt zbrojny z ZSRR rozpoczął się 22 czerwca 1941 roku o trzeciej nad ranem, a oficjalnie zakończył 8 maja 1945 roku o godzinie 23.01, co daje nam trzy lata, dziesięć miesięcy, szesnaście dni, dwadzieścia godzin i jedną minutę, czyli, zaokrąglając, 46,5 miesiąca, 202,42 tygodnia, 1417 dni, 34004 godziny albo 2040241 minut (wliczając tę dodatkową jedną minutę). Przyjmijmy, że program zwany Ostatecznym Rozwiązaniem realizowano w tym samym przedziale czasowym; wcześniej niczego jeszcze nie postanowiono, niczego nie usystematyzowano, straty po stronie żydowskiej były dziełem przypadku. Połączmy teraz obie te kalkulacje: po stronie niemieckiej daje to 64516 śmiertelnych ofiar miesięcznie, czyli 14821 zabitych tygodniowo, czyli 2117 zabitych dziennie, 88 zabitych na godzinę i 1,47 zabitego na minutę, średnio w każdej minucie każdej godziny każdego dnia w każdym tygodniu każdego miesiąca każdego roku w ciągu trzech lat, dziesięciu miesięcy, szesnastu dni, dwudziestu godzin i jednej minuty. Po stronie żydowskiej, licząc także Żydów radzieckich, mamy około 109677 śmiertelnych ofiar miesięcznie, czyli 25195 zabitych tygodniowo, czyli 3599 zabitych dziennie, czyli 150 zabitych na godzinę czyli 2,5 zabitego na minutę w okresie jak wyżej. Wreszcie, po stronie radzieckiej daje nam to jakieś 430108 śmiertelnych ofiar miesięcznie, 98804 zabitych tygodniowo, 14114 zabitych dziennie, 588 ofiar na godzinę albo 9,8 zabitego na minutę, okres jak wyżej, średnia z łącznej sumy ofiar na polu mojego działania wynosi 572043 zabitych miesięcznie, 131410 zabitych tygodniowo, 18772 zabitych dziennie, 782 zabitych na godzinę, 13,04 zabitych na minutę, w każdej minucie każdej godziny każdego dnia w każdym tygodniu każdego miesiąca każdego roku w danym okresie, wynoszącym, dla przypomnienia, trzy lata, dziesięć miesięcy szesnaście dni, dwadzieścia godzin i jedną minutę. Ci, co kpili sobie z dodatkowej minuty, faktycznie jakby wstawionej tu ręką skrajnego pedanta niech uświadomią sobie teraz, że przyniosła ona średnio 13,04 dodatkowych ofiar i niech wyobrażą sobie – jeżeli w ogóle są do tego zdolni – trzynaście osób z własnego otoczenia zabitych w ciągu jednej minuty. Możemy także wyliczyć odstępy pomiędzy każdą kolejną śmiercią: daje nam to średnio jednego zabitego Niemca co 40,8 sekundy, jednego zabitego Żyda co 24 sekundy i jednego zabitego bolszewika co 6,12 sekundy, czyli średnio jedną ofiarę co 4,6 sekundy, wszystko w wyżej opisanym okresie. Teraz jesteście gotowi, opierając się na tych obliczeniach, sami przeprowadzić podobne, konkretne ćwiczenia na wyobraźnię. Na przykład, z zegarkiem w ręku, policzcie sobie: jeden trup dwa trupy trzy trupy... etc. co 4,6 sekundy (albo co 6,12 sekundy, co 24 sekundy czy co 40,8 sekundy, zależnie od preferencji), próbując „ujrzeć” je przed sobą kolejno: jeden, dwa, trzy trupy. Zobaczycie, to niezłe ćwiczcie medytacyjne. Albo weźcie inną tragedię, bardziej współczesną, taką, która was mocno poruszyła, i zróbcie porównanie. Przykładowo, jeśli jest wśród was Francuz, to może zająć się ową drobną algierską przygodą, tak traumatyczną dla jego rodaków. W ciągu siedmiu lat straciliście tam 25000 obywateli, wliczając przypadkowe śmierci: odpowiada to (nieco zaniżonej) liczbie zabitych w ciągu jednego dnia i trzynastu godzin na Froncie Wschodnim; albo liczbie ofiar żydowskich z około siedmiu dni. Nie liczę tu, oczywiście, zabitych Algierczyków; ponieważ nie mówicie o nich praktycznie nigdy, ani w książkach, ani w telewizji, nie są oni dla was chyba aż tak ważni. A na każdego z waszych zabitych przypada dziesięć ofiar po stronie algierskiej – wy je uśmierciliście, godny podziwu wysiłek, właściwie porównywalny z naszym. Tu przerwę, choć moglibyśmy jeszcze tak liczyć bardzo długo; namawiam was: kontynuujcie sami, aż do chwili, w której ziemia usunie się wam spod nóg. Ja nie mam takiej potrzeby, od dawna już myśl o śmierci jest mi „bliższa niż arteria mej szyi”, jak mówi piękne zdanie Koranu. Gdyby kiedykolwiek udało się wam doprowadzić mnie do płaczu, moje łzy byłyby żrące jak kwas.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Jonathan Littel, Łaskawe&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2118119133662182592?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2118119133662182592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2118119133662182592' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2118119133662182592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2118119133662182592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/02/krolowa-nauk.html' title='królowa nauk'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeGa2PUp0I/AAAAAAAAH5k/IYHf9eCmgVc/s72-c/78767.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5308110468094381082</id><published>2009-01-31T18:50:00.003+01:00</published><updated>2009-01-31T18:55:23.672+01:00</updated><title type='text'>to nie o mnie...</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYSQcxbw9iI/AAAAAAAAH4s/BPf3wl8w6yk/s1600-h/Kopia_Morze_morze.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 123px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYSQcxbw9iI/AAAAAAAAH4s/BPf3wl8w6yk/s200/Kopia_Morze_morze.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297517885675075106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zamieszkać z nią! Dość miejsca dla dwojga! Ale podziękowałem tylko, powiedziałem, że nie, że wolę mieszkać sam. Nie mogę ścierpieć, jak na mnie ostatnio patrzy, wzrokiem czułym i pełnym troski, jaką winna jest ojcu córka, głowę przechyla na bok, jak robiła to Anna, unosi brew, a czoło marszczy na znak zatroskania. Nie, nie chcę, by ktokolwiek się o mnie troszczył. Chcę gniewu, złorzeczenia, gwałtu. Jestem jak człowiek, którego straszliwie boli ząb i który pomimo bólu czerpie mściwą przyjemność z wkładania czubka języka raz po raz głęboko w pulsujący ubytek. Wyobrażam sobie pięść, która nadlatuje nie wiadomo skąd i uderza mnie w twarz, czuję niemal ten głuchy odgłos i słyszę, jak pęka kość nosowa, już sama myśl o tym jest dla mnie źródłem drobnej satysfakcji. Po pogrzebie, kiedy goście przyszli do domu — to było straszne, prawie nie do zniesienia - schwyciłem kieliszek wina tak mocno, że skruszył mi się w dłoni. Zadowolony, patrzyłem, jak kapie z niej krew, jakby była krwią wroga, którego rozprułem śmiertelnym cięciem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;John Banville, Morze&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5308110468094381082?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5308110468094381082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5308110468094381082' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5308110468094381082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5308110468094381082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/01/to-nie-o-mnie.html' title='to nie o mnie...'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYSQcxbw9iI/AAAAAAAAH4s/BPf3wl8w6yk/s72-c/Kopia_Morze_morze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-7427508343911398111</id><published>2009-01-29T01:22:00.007+01:00</published><updated>2009-04-30T00:46:09.247+02:00</updated><title type='text'>boli, ale jest</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYD3B9Lyh8I/AAAAAAAAH4c/DDk2b8QNOpQ/s1600-h/won.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 132px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYD3B9Lyh8I/AAAAAAAAH4c/DDk2b8QNOpQ/s200/won.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296504774763644866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mężczyzna ubiera się i wychodzi. Jadąc przez centrum miasta, w którym mieszka, dzwoni z samochodu:&lt;br /&gt;- Jesteś?&lt;br /&gt;- Tak, do drugiej.&lt;br /&gt;- Mogę wpaść?&lt;br /&gt;- Jasne.&lt;br /&gt;Po kwadransie mężczyzna kocha się z wysoką szatynką o ciemnych oczach. To do niej dzwonił z samochodu. Zajmuje im to około czterdziestu minut. Kiedy ona bierze kąpiel, on otwiera lodówkę, wyjmuje z niej butelkę wyborowej i słoik z marynowanymi papryczkami pepperoni. Z szafki wyjmuje dwa kieliszki, do których nalewa wódkę. Z szafki na sztućce - dwa małe widelce do zakąsek. W mieszkaniu szatynki czuje się jak u siebie.&lt;br /&gt;- Chodź wreszcie - woła, próbując przekrzyczeć szum wody w łazience.&lt;br /&gt;Po chwili szatynka wychodzi. Ma na sobie szlafrok i turban z ręcznika na głowie.&lt;br /&gt;- Twoje zdrowie - mężczyzna podnosi kieliszek i wypija jego zawartość.&lt;br /&gt;Szatynka robi to samo. Przez chwilę siedzą w milczeniu, patrząc przez okno.&lt;br /&gt;- Czy ty mnie w ogóle kochasz? - pyta ona, uważnie przyglądając się jego twarzy.&lt;br /&gt;- Robert, pytałam...&lt;br /&gt;- Tak, słyszałem.&lt;br /&gt;- No więc?&lt;br /&gt;- Mogę ci oczywiście powiedzieć, że cię kocham, ale dziś mam dzień prawdomówności, więc powiem ci, jak jest. Ja, widzisz, kocham tylko siebie, a i to bez wzajemności...&lt;br /&gt;- Jak zawsze stroisz sobie żarty. Pytałam poważnie.&lt;br /&gt;- Wiem, dlatego poważnie ci odpowiedziałem. Nie stroję sobie żartów.&lt;br /&gt;Szatynka nalewa kolejny kieliszek wódki, piją, po chwili mężczyzna nalewa następny.&lt;br /&gt;- Odwieziesz mnie do kancelarii? 0 drugiej mam sprawę, muszę zabrać akta.&lt;br /&gt;- Oczywiście.&lt;br /&gt;Kiedy jadą, szatynka pyta mężczyznę:&lt;br /&gt;- O czym myślisz?&lt;br /&gt;- O niczym.&lt;br /&gt;- Jak to, przecież widzę. Uśmiechasz się do siebie.&lt;br /&gt;- No tak... Wiesz, czuję się szczęśliwy. Patrzę na ludzi, każdy gdzieś się spieszy, totalna nerwówka, a mnie... Mnie nigdzie się nie spieszy.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem...&lt;br /&gt;- To proste, diablo proste. Przestało mi zależeć. Satysfakcjonuje mnie to, że nie mam w głowie tego, co oni. Że nie dałbym się pokroić. No, może za dzieci, ale reszta... Reszta przestała mnie obchodzić. Już nie chcę brać udziału w ich grach. Chcę przejść przez to wszystko bezboleśnie, najmniejszym kosztem.&lt;br /&gt;- Zawsze byłeś taki...&lt;br /&gt;- Nie, nie byłem ani mobilny, ani zdecydowany, ani bezwzględny, ani jaki tam chcesz. Mnie w sumie nie było, ja tylko markowałem obecność. Przekonująco i w dobrym stylu, ale tylko markowałem. Mnie te wszystkie sprawy nic a nic nie interesowały. Wiesz, co najbardziej mnie rajcowało, kiedy byłem dzieckiem?&lt;br /&gt;- Powiedz...&lt;br /&gt;- Najbardziej lubiłem patrzeć. Reszta była tylko dodatkiem. Potrafiłem cały dzień przesiedzieć na parapecie, patrząc przez okno. Nie nudziłem się nawet przez sekundę. A teraz.... Teraz nie chce mi się już udawać. Poza tym napatrzyłem się. Czasem niedobrze mi od tego.&lt;br /&gt;- Jesteś zmęczony...&lt;br /&gt;- Nie, złotko, nie jestem zmęczony. Jestem wypoczęty, przytomny i trzeźwy jak rzadko kiedy. Po prostu nie chcę już gonić. To bez sensu. Codziennie wstaję i gonię za czymś, co nie ma ze mną nic wspólnego.&lt;br /&gt;- Kocham cię.&lt;br /&gt;- Powiedziałam, że cię kocham...&lt;br /&gt;- Słyszałem...&lt;br /&gt;- I?&lt;br /&gt;- Nic.&lt;br /&gt;- Pytam poważnie.&lt;br /&gt;- Nie lubię tego słowa... Za wiele obiecuje.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem...&lt;br /&gt;- Nie szkodzi, to nie jest konieczne, żebyś rozumiała. Żeby którekolwiek z nas rozumiało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Mariusz Grzebalski, Człowiek, który biegnie przez las&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-7427508343911398111?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/7427508343911398111/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=7427508343911398111' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7427508343911398111'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7427508343911398111'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/01/boli-ale-jest_29.html' title='boli, ale jest'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYD3B9Lyh8I/AAAAAAAAH4c/DDk2b8QNOpQ/s72-c/won.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-6129069022382089030</id><published>2009-01-28T23:35:00.008+01:00</published><updated>2009-01-28T23:50:32.178+01:00</updated><title type='text'>wybór</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Znów się wyłamuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...ale po dwudniowym zastanawianiu się zdecydowałem, że to zamieszczę. Choć jest mocne. Może nawet za...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table style="width: auto;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/lh/photo/tySVKF7IjFe2VulKu0W76Q?authkey=5BaADV4QPms&amp;amp;feat=embedwebsite"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_7BrNWoDYcLg/SYDepIsnljI/AAAAAAAAH3g/tG_7830qU68/s800/n1v09h.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-6129069022382089030?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/6129069022382089030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=6129069022382089030' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6129069022382089030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/6129069022382089030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/01/wybor.html' title='wybór'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_7BrNWoDYcLg/SYDepIsnljI/AAAAAAAAH3g/tG_7830qU68/s72-c/n1v09h.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-7623155834913899452</id><published>2009-01-16T01:34:00.002+01:00</published><updated>2009-01-16T01:38:07.183+01:00</updated><title type='text'>mdłości</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SW_WYFYxLYI/AAAAAAAAHvo/6Jtb9E7mJq4/s1600-h/czlowiek.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 128px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SW_WYFYxLYI/AAAAAAAAHvo/6Jtb9E7mJq4/s200/czlowiek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291683796434890114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie wiem dlaczego, ale wczoraj wieczorem przyszła mi ochota – o ile można tak powiedzieć - na wymioty. Nie to, że zrobiło mi się po czymś niedobrze, na przykład po kapuśniaku, który ugotowałem sobie dzień wcześniej, albo po parówce, która pękła w trakcie gotowania, tak że przypominała rozchylony kobiecy srom. Nie, ja po prostu ni stąd, ni zowąd poczułem, że powinienem się oczyścić.&lt;br /&gt;Przyszła noc, leżałem w łóżku, byłem zmęczony naprzemiennym czytaniem i pisaniem, a zacząłem o ósmej rano, od zapisania koszmarnego snu, w którym błądziłem w labiryncie własnej jaźni, choć właściwie to od przerobienia tego, co z tego snu zapamiętałem w krótką formę prozatorską.&lt;br /&gt;No więc leżałem skonany w swoim wielkim łóżku, zastanawiałem się: kąpać się, nie kąpać? W końcu zadecydowałem: kąpać! Wszedłem do łazienki, zobaczyłem sedes i właśnie wtedy naszła mnie ochota na wymioty. Przez cały dzień niewiele jadłem, trochę kapuśniaku ze słodkiej kapusty z bekonową wkładką, parówkę przypominającą rozchylony kobiecy srom i płatki kellogs z mlekiem 0,5% tłuszczu.&lt;br /&gt;Poza tym piłem wino, kieliszek czerwonego portugalczyka i pół butelki białego martina kremsera. Kremsera wypiłbym więcej, bo za winem, zwłaszcza białym, przepadam, ale dostałem zgagi.&lt;br /&gt;Nie musiałem długo czekać, stojąc w łazience i patrząc w sedes, który lśnił jak, nie przymierzając, pierwszorzędny mercedes albo beemka. Nawet jeden niedopałek nie pływał po wierzchu, żadnych ekskrementów. No więc nie musiałem długo czekać, I patrząc w mroczne oko błyszczącego sedesu, tylko od razu, z biegu, jak to się mówi, chlusnąłem - bez namysłu.&lt;br /&gt;Wcale mi to nie pomogło, nie poczułem się oczyszczony - przeciwnie, chluśnięcie mi zaszkodziło. Pół nocy spędziłem z głową opartą na desce od klopa, co jakiś czas wstrząsały mną dreszcze, próbowałem dalej wymiotować, żeby mi te dreszcze przeszły, bo przecież nie było to przyjemne, drżeć tak i drżeć. Niestety, nie miałem siły ani nie miałem czym wymiotować - wymiotowałem żółcią, po godzinie czy półtorej skończyła się także żółć.&lt;br /&gt;Z głową przyklejoną do deski myślałem o różnych sprawach, których wcześniej nie miałem czasu przemyśleć, ale najżywiej o tym, jak zdradliwy bywa los, bo ja przecież przy kiblu tkwiłem z własnego, by tak rzec, wyboru.&lt;br /&gt;Co mi strzeliło do głowy, żeby oczyszczać się akurat pod wieczór, kiedy normalny człowiek kładzie się spać? No, ale jaka głowa, takie strzały. Leżałem więc na desce, czując się jak kłusownik, który po ciemku zastawiał pułapki na grzeczne futrzaki, aż wpadł w jedną z nich.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Mariusz Grzebalski, Człowiek, który biegnie przez las&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-7623155834913899452?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/7623155834913899452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=7623155834913899452' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7623155834913899452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7623155834913899452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/01/mdoci.html' title='mdłości'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SW_WYFYxLYI/AAAAAAAAHvo/6Jtb9E7mJq4/s72-c/czlowiek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5427283135864529866</id><published>2009-01-15T23:20:00.002+01:00</published><updated>2009-01-15T23:24:28.496+01:00</updated><title type='text'>walka o zdobycie</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SW-3RWszvlI/AAAAAAAAHvg/JJe_-1KQrDM/s1600-h/owca.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SW-3RWszvlI/AAAAAAAAHvg/JJe_-1KQrDM/s200/owca.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291649595962801746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czasami pokazywała mi uszy, ale zwykle miało to związek z seksem. Kiedy były odkryte, seks nabierał szczególnego charakteru. Gdy padał deszcz, czułem jego zapach. Kiedy ćwierkały ptaki, słyszałem to ćwierkanie bardzo dokładnie. Nie umiem tego dobrze wyjaśnić, ale to było mniej więcej coś takiego.&lt;br /&gt;-    Czy nie odkrywasz uszu, kiedy śpisz z innymi mężczyznami? - zapytałem ją pewnego dnia.&lt;br /&gt;-    Oczywiście, że nie - odpowiedziała. - Oni nawet pewnie nie wiedzą, że mam uszy.&lt;br /&gt;-    Jaki jest seks z zakrytymi uszami?&lt;br /&gt;-    Taki z obowiązku. Nic nie czuję, tak jakbym żuła gazetę. Ale to nie szkodzi. Dobrze jest wypełnić obowiązek.&lt;br /&gt;-    Ale jest dużo lepiej, kiedy masz odkryte uszy?&lt;br /&gt;-    Tak.&lt;br /&gt;-    To powinnaś je odkrywać - powiedziałem. - Po co masz się męczyć.&lt;br /&gt;Spojrzała na mnie poważnie i westchnęła.&lt;br /&gt;-    Ty naprawdę nic nie rozumiesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że naprawdę wielu rzeczy nie rozumiałem. Po pierwsze, nie rozumiałem, dlaczego zrobiła dla mnie wyjątek. Nie wydawało mi się, bym czymś przewyższał bądź różnił się od innych. Roześmiała się, kiedy jej to powiedziałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-    To bardzo proste - rzekła. - Ty mnie odnalazłeś. To jest główny powód.&lt;br /&gt;-    A gdyby ktoś inny cię odnalazł?&lt;br /&gt;-    Lecz nikt inny mnie nie odnalazł. Poza tym jesteś dużo atrakcyjniejszy, niż myślisz.&lt;br /&gt;-    To dlaczego tak nie uważam? - zapytałem.&lt;br /&gt;-    Dlatego, że żyjesz tylko połową siebie - powiedziała dobitnie - a druga połowa leży gdzieś bezczynnie.&lt;br /&gt;-    Taak?&lt;br /&gt;-    W tym sensie jesteśmy nawet do siebie podobni. Ja ukrywam uszy, a ty żyjesz tylko w połowie. Nie sądzisz?&lt;br /&gt;-    Nawet jeśli tak jest, moja druga połowa nie jest równie olśniewająca jak twoje uszy.&lt;br /&gt;-    Pewnie nie - uśmiechnęła się. - Ty naprawdę nic nie rozumiesz.&lt;br /&gt;Ciągle się uśmiechając, uniosła włosy i rozpięła guzik bluzki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Haruki Murakami, Przygoda z owcą&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5427283135864529866?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5427283135864529866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5427283135864529866' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5427283135864529866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5427283135864529866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2009/01/walka-o-zdobycie.html' title='walka o zdobycie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SW-3RWszvlI/AAAAAAAAHvg/JJe_-1KQrDM/s72-c/owca.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-8915060997822486505</id><published>2008-12-17T22:59:00.003+01:00</published><updated>2008-12-17T23:08:55.959+01:00</updated><title type='text'>lustro</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SUl3pL3gUNI/AAAAAAAAHZk/TgH8DFTdMVs/s1600-h/woniesc131.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 166px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SUl3pL3gUNI/AAAAAAAAHZk/TgH8DFTdMVs/s200/woniesc131.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5280883587512553682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Syndrom rozmycia tożsamości u osobowości narcystycznych wskazuje na szczególny charakter pozornie dobrej integracji ich pojęcia self, jest to bowiem patologiczne wielkościowe self towarzyszące wyraźnemu brakowi integracji reprezentacji figur znaczących. Jest cechą charakterystyczną dla osób o narcystycznej osobowości to, że mają one niewielką zdolność do empatii, zaangażowania w związki z innymi, lojalności oraz przyjaźni. Ich związki zdominowane są przez uświadamianą i nie uświadamianą zawiść, przejawiają oni kombinację dewaluowania innych i symbolicznego psucia tego co od nich otrzymują, chciwości, eksploatatywności, roszczeniowości i niezdolności do tego by naprawdę na kimś polegać. Patologiczne wielkościowe self manifestuje się u tych adolescentów przez wzmożony egocentryzm i nastawienie odnoszące; ich wielkościowe wyobrażenia znajdują czysto wyraz w cechach ekshibicjonistycznych, nastawieniu wyższościowym i lekceważącym oraz w rozziewie pomiędzy wyśrubowanymi ambicjami a ograniczonymi możliwościami. Ich wzmożone zapotrzebowanie na uznanie ze strony innych może zostać nieprawidłowo zrozumiane jako wyraz zależności, ale w przeciwieństwie do osobowości zależnych nie są oni zdolni do doświadczania wdzięczności w stosunku do tych, którzy spełniają ich potrzeby. Płytkość ich życia emocjonalnego i doświadczeń wewnętrznych znajduje często wyraz w poczuciu pustki, znudzenia i wzmożonym zapotrzebowaniu na bodźce.&lt;br /&gt;Dominującym symptomem jest często znaczące niepowodzenie szkolne. Jak zauważyłem to we wcześniejszej pracy (1984), mają oni duże trudności w uczeniu się, jako że robienie tego interferuje z ich przekonaniem o tym, że wiedzą już wszystko, lub że mogą przyswajać wiedzę automatycznie poprzez sam kontakt z informacją. Jeśli narcystyczny adolescent jest szczególnie bystry, może być doskonałym uczniem (studentem) tak długo, jak długo nie musi nad tym specjalnie pracować. Ci młodzi ludzie jako uczniowie często wykazują kombinację doskonałego funkcjonowania w przedmiotach dla siebie łatwych, z totalną klęską w zakresie tych przedmiotów, w których mają trudności z przewyższeniem innych bez włożenia w to szczególnego wysiłku. Wysiłek taki – poprzez wywoływaną nim nieświadomą zawiść – doświadczany jest przez nich jako obraza dla ich godności własnej. Po drugie dewaluacja przedmiotów w których nie odnoszą sukcesów prowadzi do błędnego koła porażek szkolnych. Za przykład służyć może pacjent, który nauczył się łatwo pływać jako małe dziecko, lecz nie był nigdy w stanie opanować jazdy na nartach: doświadczenie pierwszej lekcji podczas której musiał przyglądać się rówieśnikom robiącym to wiele lepiej od niego, było kompletnie zniszczyło jego chęć nauczenia się tego sportu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Otto F. Kernberg&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-8915060997822486505?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/8915060997822486505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=8915060997822486505' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8915060997822486505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8915060997822486505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/12/lustro.html' title='lustro'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SUl3pL3gUNI/AAAAAAAAHZk/TgH8DFTdMVs/s72-c/woniesc131.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3966356232933451186</id><published>2008-12-16T16:10:00.007+01:00</published><updated>2008-12-16T17:45:10.392+01:00</updated><title type='text'>czy już?</title><content type='html'>Znów się wyłamię: dziś nie będzie cytatu z książki. Jutro. Ale dziś cytat z forum (dziękuję Ewie G. za pomysł). Musze go zamieścić... choć wycinki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;h4&gt;  &lt;a class="fs1" href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&amp;amp;w=84548414&amp;amp;a=84548414"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/h4&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;h4&gt;&lt;a class="fs1" href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&amp;amp;w=84548414&amp;amp;a=84548414"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/h4&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;książkoholicyIP: *.chello.pl         Gość: agent_dolu   11.09.08, 21:34       Odpowiedz&lt;/span&gt;         &lt;br /&gt;Dzień Dobry&lt;br /&gt;Nazywam się...niech będzie, Stanisław.&lt;br /&gt;Jestem książkoholikiem.&lt;br /&gt;Od kilku lat, nie jestem w stanie zasnąć bez ciągów liter, które uzależniły jak zroszone kroplami potu butelki piwa. Kupuje bez kolekcjonerskiego zadęcia, żadnych sentymentów dla wyrafinowanych gatunków, nad Ballantines`a przedkładam Terrego Pratchetta, zamiast Finlandi delektuje się Marcinem Wolskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jestem jedyny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Re: książkoholicy         abranova   12.09.08, 11:11       Odpowiedz            &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Też czasem zastanawiam się, czy czytanie to nie nałóg. Chociaż w sumie nie&lt;br /&gt;słyszałam nigdy aby gdzieś leczyli uzależnienie od książek a od telewizji czy&lt;br /&gt;komputera przecież leczą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja zasnąć bez czytania umiem, natomiast miewam...ciągi czytelnicze ;) Zdarza mi&lt;br /&gt;się przez kilka lub kilkanaście dni nie wziąć do ręki żadnej beletrystyki,&lt;br /&gt;zwłaszcza kiedy muszę poczytać więcej literatury naukowej. Natomiast jak wpadnę&lt;br /&gt;w ciąg, to powieści lecą jedna po drugiej, zazwyczaj kosztem domowych obowiązków.&lt;br /&gt;A może ktoś zrobiłby ankietę na sprawdzenie uzależnienia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy śnią Ci śnią książki?&lt;br /&gt;Czy wstając rano myślisz o czytaniu?&lt;br /&gt;Czy rodzina twierdzi, że czytasz za dużo?&lt;br /&gt;Czy przez czytanie zaniedbujesz obowiązki domowe?&lt;br /&gt;Czy ukrywasz w domu książki na czarną godzinę? ;)...&lt;br /&gt;itd, coś w tym stylu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;          &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Re: książkoholicy         shiva772   12.09.08, 12:00       Odpowiedz            &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nazywam się ... Shiva.&lt;br /&gt;Jestem silnie uzależniona. Ciągi mam długie i przerywane z żadka&lt;br /&gt;jednym dniem abstynencji.&lt;br /&gt;Kiedyś było już tak źle, że sięgałam po książkowy denaturat ;)&lt;br /&gt;Szwaje, Grochole itp.&lt;br /&gt;Wyszłam z tego, teraz tylko wyższa półka. Na najwyższą to mi szkoda&lt;br /&gt;czasu, głupia jestem i nie rozumiem "Gry w klasy" a z "Czarodziejska&lt;br /&gt;górą"... e tam to już wolę detoks ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Re: książkoholicy         lis888   12.09.08, 12:31       Odpowiedz &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;        Nazywama się... Jestem cięzko uzleżniona od liter wydrukowanych na&lt;br /&gt;papierze, nawet na bylejakim. Ten mój nałóg zaprowadził mnie na&lt;br /&gt;manowce: zaniedbuję rodzine i dzieci, zamiast wyblizywac kafelki i&lt;br /&gt;kibelki, ślinę się na lekturą; ostani grosz wydaję w księgarni,&lt;br /&gt;odmawiając sobie innych używek; frustruję się zmarnowanym czasem,&lt;br /&gt;gdy nie mogę poczytać, siedząc u ciotki na imieninach. Jestem istotą&lt;br /&gt;antyspołeczną, bo nie cierpie innych, gdy przeszkadzają mi czytać;&lt;br /&gt;źle traktuje książki, bo czytam je w wannie, podczas jedzenia i&lt;br /&gt;gotowania. Nigdy w życiu nie dostanę od kochającego męża kwiatów, bo&lt;br /&gt;go lojalnie uprzedziałam, że to straszne marnotrawienie kasy, kt.&lt;br /&gt;można wydać na książki.&lt;br /&gt;Przyłapano mnie w kościele na chórze na czytaniu ksiązki, na tym&lt;br /&gt;samym na nudnym zebraniu rodzicielskim w szkole, równiez na akdemiii&lt;br /&gt;szkolnej; w czasach studenckich zdarzało mi się ukraść ksiązki z&lt;br /&gt;księgarni(biję się w piersi).&lt;br /&gt;Jestem cięzkim przypadkiem bibliopatki i musze się przynać, że&lt;br /&gt;zarażam innych, w tym moje czworo dzieci. Zamknijcie mnie w&lt;br /&gt;bibliotece!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Re: to zapraszamy i tu:         pink_hamster   12.09.08, 17:28       &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedz            nazywam się Pinkhamster i też jestem uzależniona&lt;br /&gt;czytam wszędzie-na wykładach, zajęciach, w czasie jazdy autobusem i w kościele, na zebraniach itd.&lt;br /&gt;a jeśli zabraknie książek czy prasy, czytuję też instrukcje obsługi, regulaminy przewozu pasażerów mpk, instrukcje obsługi i napisy na opakowaniach produktów spożywczych&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;nie wystarczy być szczęśliwym;trzeba jeszcze,aby inni byli nieszczęśliwi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Re: książkoholicyIP: *.15.228.226.oskbraniewo.pl         Gość: Mo   13.09.08, 16:52       Odpowiedz &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;        Mam na imię Mo. Od 5 roku życia jestem uzależniona od słowa pisanego.&lt;br /&gt;Prowadząc auto żałuję,że nie mogę czytać (furda ze słuchaniem książek). Cieszę się, że mieszkanie mam małe - mniej czasu potrzebuję, by je sprzątnąć i więcej mam czasu na książki.&lt;br /&gt;Gdyby ktoś wymyślił odwyk książkowy i ktoś zmusił mnie, abym się poddała procesowy odzwyczajania - umarłabym.&lt;div class="thread2 margin2"&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;div class="thread2 margin4"&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;div class="thread2 margin2"&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="thread2 margin2"&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;div class="thread2 margin4"&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;div class="thread2 margin2"&gt;&lt;div class="pBody"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&amp;amp;w=84548414&amp;amp;v=2&amp;amp;s=0"&gt;http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&amp;amp;w=84548414&amp;amp;v=2&amp;amp;s=0&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba nie muszę pisać, że podpisuję się pod tyt wszystkim...? Łącznie (a może szczególnie) ze wspomnieniem o kościelnym chórze?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3966356232933451186?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3966356232933451186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3966356232933451186' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3966356232933451186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3966356232933451186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/12/czy-ju.html' title='czy już?'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3570550933790760144</id><published>2008-12-15T22:11:00.002+01:00</published><updated>2008-12-15T22:20:31.541+01:00</updated><title type='text'>cena</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SUbJ3tJwJEI/AAAAAAAAHZE/iskDB_BJBPA/s1600-h/Photo12_25A.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SUbJ3tJwJEI/AAAAAAAAHZE/iskDB_BJBPA/s200/Photo12_25A.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5280129571988972610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;– Wyobraź sobie pas transmisyjny, który prowadzi do wielkiego paleniska. A na tym pasie są książki. Wszystkie egzemplarze z całego świata wszystkich książek, które kochasz. Jedna po drugich. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dziwne losy Jane Eyre&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vilette&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kobieta w bieli&lt;/span&gt;...&lt;br /&gt;– &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasteczko Middlemarch&lt;/span&gt; – dorzuciłam.&lt;br /&gt;– Dziękuję. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasteczko Middlemarch&lt;/span&gt;. I wyobraź sobie dźwignię z dwiema plakietkami: „włącz” i „wyłącz”. W tej chwili dźwignia jest wyłączona. A obok niej ktoś stoi, trzymając na niej rękę. Już ma ją uruchomić. A ty możesz go powstrzymać. Masz w ręku pistolet. Wystarczy, że naciśniesz spust. Co zrobisz?&lt;br /&gt;– Nie, to głupie!&lt;br /&gt;– Już włącza dźwignię. Pas transmisyjny rusza.&lt;br /&gt;– Nie, to zbyt skrajne! Zbyt wydumane!&lt;br /&gt;– Pierwsza zsuwa się do ognia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shirley&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;– Nie lubię takich gier.&lt;br /&gt;– Teraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;George Sand&lt;/span&gt; zajmuje się płomieniem. Westchnęłam i zamknęłam oczy.&lt;br /&gt;– Zbliżają się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wichrowe Wzgórza&lt;/span&gt;. Czy pozwolisz je spalić? Nie mogłam sobie z tym poradzić. Widziałam te książki, widziałam, jak się stale przesuwają ku palenisku; wzdrygnęłam się.&lt;br /&gt;– Rób, jak uważasz. Już płoną. Czy tak samo ma być z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dziwnymi losami Jane Eyre&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jane Eyre&lt;/span&gt;! Nagle poczułam, że robi mi się sucho w ustach.&lt;br /&gt;– Wystarczy, że strzelisz. Ja nikomu nie powiem. Nikt się nigdy o tym nie dowie. – Czekała. – Zaczęły spadać. Tylko kilka pierwszych egzemplarzy. Ale jest ich mnóstwo. Możesz jeszcze zmienić zdanie.&lt;br /&gt;Potarłam nerwowo kciukiem o szorstki brzeg paznokcia mojego środkowego palca.&lt;br /&gt;– Spadają coraz szybciej.&lt;br /&gt;Nie odrywała ode mnie wzroku.&lt;br /&gt;– Połowa już spalona. Pomyśl. Margaret. Cała &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jane Eyre&lt;/span&gt; zaraz zniknie na zawsze. Pomyśl.&lt;br /&gt;Panna Winter zmrużyła oczy.&lt;br /&gt;– Dwie trzecie przepadło. Tylko jedna osoba, Margaret. Jedna mała, nic nie znacząca osoba!&lt;br /&gt;Zamrugałam.&lt;br /&gt;– Jeszcze jest czas, ale bardzo go niewiele. Pamiętaj, Margaret. Ta osoba pali książki. Czy zasługuje na to, by żyć?&lt;br /&gt;Zamrugałam znowu.&lt;br /&gt;– Ostatnia szansa.&lt;br /&gt;Nic tylko mrugam i mrugam.&lt;br /&gt;Już nie ma &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dziwnych losów Jane Eyre&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;– Margaret! – Twarz panny Winter wykrzywiła udręka; kiedy mówiła, uderzała lewą ręką o poręcz fotela. Nawet jej prawa ręka, ta okaleczona, zacisnęła się na kolanach.&lt;br /&gt;Później, kiedy to zapisywałam, pomyślałam, że to najbardziej spontaniczny wyraz emocji, jaki kiedykolwiek widziałam u panny Winter. Zdumiewające – wkładać tyle uczucia w zwykłą grę.&lt;br /&gt;A co ja czułam? Wstyd. Bo skłamałam. Oczywiście bardziej kochałam książki niż ludzi. Oczywiście cenniejsza była dla mnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jane Eyre&lt;/span&gt; niż jakaś anonimowa osoba z ręką na dźwigni. Oczywiście każdy utwór Szekspira był więcej wart niż ludzkie życie. To oczywiste.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Diane Setterfield, Trzynasta opowieść&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3570550933790760144?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3570550933790760144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3570550933790760144' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3570550933790760144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3570550933790760144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/12/cena.html' title='cena'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SUbJ3tJwJEI/AAAAAAAAHZE/iskDB_BJBPA/s72-c/Photo12_25A.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2069434199804231431</id><published>2008-12-08T23:46:00.003+01:00</published><updated>2008-12-08T23:51:04.848+01:00</updated><title type='text'>antykwariat</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/ST2kflsEQ5I/AAAAAAAAHYk/Wb7ACKwtkgw/s1600-h/trzynasta.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/ST2kflsEQ5I/AAAAAAAAHYk/Wb7ACKwtkgw/s200/trzynasta.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5277555200947930002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Sam antykwariat niemal wcale nie przynosi dochodów. To miejsce, gdzie pisze się i otrzymuje listy. Miejsce, gdzie oczekuje się na następne targi. W opinii dyrektora naszego banku to zbytek, na który ojciec może sobie pozwolić dzięki swoim sukcesom. Ale w rzeczywistości - rzeczywistości ojca i mojej; nie twierdzę, że rzeczywistość jest taka sama dla wszystkich - antykwariat jest prawdziwym sercem wszystkiego. To azyl dla książek, bezpieczna przystań tych wszystkich tomów, które ongiś z taką miłością napisano, a których teraz najwyraźniej nikt już nie chce.&lt;br /&gt;I miejsce do czytania.&lt;br /&gt;A jak Austin, B jak Bronte, C jak Charles i D jak Dickens. Tu uczyłam się alfabetu. Ojciec, trzymając mnie na rękach, przechadzał się wzdłuż półek, pokazywał mi litery i uczył je wymawiać. Tu także nauczyłam się pisać, przepisując nazwiska i tytuły na fiszki biblioteczne, które dotąd, po trzydziestu latach, nadal tkwią w naszej kartotece. Antykwariat był jednocześnie moim domem i miejscem pracy. Był dla mnie lepszą szkołą niż jakakolwiek inna, a później moim własnym uniwersytetem. Był moim życiem.&lt;br /&gt;Ojciec nigdy nie wtykał mi do rąk żadnej książki ani żadnej nie zakazywał. Pozwalał mi w nich szperać i dokonywać własnego mniej lub bardziej właściwego wyboru. Czytałam więc krwawe opowieści o historycznych wyczynach, które dziewiętnastowieczni rodzice uznawali za stosowne dla dzieci, i gotyckie opowiadania o duchach, które z pewnością stosowne dla nich nie były; czytałam relacje z uciążliwych podróży przez pełne niebezpieczeństw kraje, podejmowanych przez damy w krynolinach, i podręczniki dobrych manier, przeznaczone dla panien z dobrych domów; czytałam książki z obrazkami i bez obrazków, książki po angielsku, po francusku, książki w językach, których nie rozumiałam, lecz mogłam wtedy snuć własne opowieści na podstawie kilku wyrazów, których znaczenia się domyśliłam. Książki, książki, ciągle książki.&lt;br /&gt;W szkole te moje lektury zachowywałam dla siebie. Nieco z archaicznej francuszczyzny, którą poznałam ze starych podręczników, przenikało jednak do moich wypracowań i nauczyciele uznawali to za błędy ortograficzne, choć nigdy nie udawało się im ich wykorzenić. Czasami lekcja historii dotyczyła obszernego, ale przypadkowego zasobu wiedzy, jaką zebrałam podczas moich chaotycznych lektur w antykwariacie. Karol Wielki? - myślałam, mój Karol Wielki? Ten z antykwariatu? Siedziałam wtedy cicho, oniemiała ze zdumienia zetknięciem dwóch światów, które przecież były od siebie tak odległe.&lt;br /&gt;W przerwach w czytaniu pomagałam ojcu w pracy. W wieku dziewięciu lat wolno mi było pakować książki w brunatny papier i adresować do naszych zamiejscowych klientów. W wieku dziesięciu lat pozwolono mi nadawać je na poczcie. Jako jedenastolatka zastąpiłam matkę w jej jedynym zajęciu w antykwariacie: w sprzątaniu. Uzbrojona w chustkę na głowie i fartuch przeciw brudowi, zarazkom i ogólnej szkodliwości „starych książek”&lt;span style="line-height: 115%;font-family:&amp;quot;;font-size:11;"  &gt;&lt;/span&gt; przechodziła wzdłuż półek z delikatną miotełką z piór, mocno zaciskając usta i starając się nie oddychać. Od czasu do czasu pióra podnosiły kłęby urojonego kurzu, a ona cofała się, kaszląc. Nieuchronnie rozdzierała sobie pończochy o skrzynkę, która z przewidywalną złośliwością książek znalazła się akurat za nią. Zaproponowałam, że ja będę odkurzać; chętnie wyrzekła się tego zajęcia; potem nie musiała już wchodzić do księgarni.&lt;br /&gt;Kiedy miałam dwanaście lat, ojciec zlecił mi odszukiwanie zagubionych książek. Jako zagubione określaliśmy te, które według zapisu były na składzie, ale nie znajdowały się na swoim miejscu na półce. Mogły zostać skradzione,zwykle jednak roztargnieni szperacze wtykali je w niewłaściwe miejsca. Antykwariat zajmował siedem pokoi zapchanych od podłogi po sufit książkami, tysiącami książek.&lt;br /&gt;- A przy okazji sprawdź kolejność alfabetyczną - powiedział ojciec.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Diane Setterfied, Trzynasta opowieść&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2069434199804231431?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2069434199804231431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2069434199804231431' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2069434199804231431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2069434199804231431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/12/antykwariat.html' title='antykwariat'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/ST2kflsEQ5I/AAAAAAAAHYk/Wb7ACKwtkgw/s72-c/trzynasta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3410161269958400168</id><published>2008-11-30T16:20:00.002+01:00</published><updated>2008-11-30T16:23:07.178+01:00</updated><title type='text'>relacje</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...nie możemy zrozumieć jednostki bez analizy tej odmiany kontaktu z bliźnim. Chodzi mi bardziej o etykę niż o psychoanalizę; trzeba zbadać „więzi”, „relacje”. Daleki od myślenia jak Freud, że seksualność jest determinująca, myślę po prostu, że jest znamienna. Na swój sposób wyraża związek, jaki dana osoba utrzymuje z bliskimi, a więc, tym samym, z całą ludzkością.&lt;br /&gt;Rozróżniam dwa typy seksualności: seksualność, która jest stosunkiem do innego, i seksualność, która jest stosunkiem do siebie. Seksualność altruistyczną i seksualność egocentryczną.&lt;br /&gt;Seksualność egocentryczna jest przede wszystkim onanistyczna, fetyszystyczna, voyerystyczna, ale niekoniecznie realizuje się w pojedynkę. Może włączać partnerów. Jednak ci partnerzy mają dostęp do sceny, nie do „ja”. Istnieją tylko w tej mierze, w jakiej odgrywają swoją rolę wobec danego ego. Egoseksualista posługuje się innymi jak narzędziami do osiągania własnej rozkoszy. Inni są sprowadzeni do roli przedmiotów albo aktorów na użytek jednego przedstawienia. Jeżeli inny objawi się jako inny, staje się przeszkodą i relacja się urywa.&lt;br /&gt;Natomiast w seksualności altruistycznej inny jest konieczny, by odbyła się wymiana - inny ze swoją specyfiką, swoimi pragnieniami, idiosynkrazjami, rytmem, spojrzeniem. Seksualność altruistyczna nie jest ani seksualnością filantropijną, ani seksualnością służalczą. Nie należy jej mylić ze służbą innemu; to seksualność, która szuka spotkania z innym w porządku cielesności, w dotyku, w pocałunkach, w rozkoszy. Cóż może być piękniejszego w ludzkiej relacji niż jedna osoba rozkoszująca się rozkoszą drugiej? Niż oczy, które szukają przyjemności w oczach drugiego? Jednoczesny orgazm. Miłość z szeroko otwartymi oczami.&lt;br /&gt;Seksualność jest jednym ze sposobów naszego istnienia z innymi. Albo istnienia bez nich. Tak czy owak, objawia nasze otwarcie i nasze zamknięcie się na innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...) Nasza seksualność nie jest tym, czemu ulegamy, ale tym, co robimy. Tym, co z nią robimy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Eric-Emmanuel Schmitt, Przypadek Adolfa H.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3410161269958400168?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3410161269958400168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3410161269958400168' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3410161269958400168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3410161269958400168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/11/blog-post_30.html' title='relacje'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1785455831972975932</id><published>2008-11-29T10:46:00.002+01:00</published><updated>2008-11-29T10:54:42.540+01:00</updated><title type='text'>zawiść</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/STEROm7Hq_I/AAAAAAAAHXw/AmNKp7o-RKw/s1600-h/gra.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 138px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/STEROm7Hq_I/AAAAAAAAHXw/AmNKp7o-RKw/s200/gra.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5274015581291916274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zawiść jest religią przeciętniaków. Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, a wreszcie pożera duszę i pozwala usprawiedliwiać nikczemność i zazdrość do tego stopnia, iż zaczynają je uważać za cnoty, przekonani że bramy raju staną otworem tylko przed takimi jak oni - kreatury, po których zostają jedynie żałosne próby pomniejszania zasług innych i wykluczenia albo, jeśli to możliwe, zniszczenia tych, którzy samym swoim istnieniem i byciem tym, kim są, obnażają ubóstwo ich ducha, umysłu i charakteru. Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza.&lt;br /&gt;Amen.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Carlos Ruiz Zafon, Gra anioła&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1785455831972975932?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1785455831972975932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1785455831972975932' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1785455831972975932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1785455831972975932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/11/zawi.html' title='zawiść'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/STEROm7Hq_I/AAAAAAAAHXw/AmNKp7o-RKw/s72-c/gra.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4526397421016185795</id><published>2008-11-27T20:33:00.008+01:00</published><updated>2008-11-27T21:00:10.960+01:00</updated><title type='text'>φιλία</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SS75az7DYnI/AAAAAAAAHXM/HmmtSuZipOY/s1600-h/Adolf_H.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SS75az7DYnI/AAAAAAAAHXM/HmmtSuZipOY/s200/Adolf_H.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5273426452707238514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;Drogi Bernsteinie i drogi Neumannie,&lt;br /&gt;albo&lt;br /&gt;Drogi Neumannie i drogi Bernsteinie,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, od którego z Was zacząć, ja, który muszę skończyć.&lt;br /&gt;Poproszono mnie, bym napisał do matki, co oznacza, że muszę mieć ponad czterdzieści stopni gorączki i niewiele godzin przed sobą. Co za pech, nieprawdaż? Umierać w wieku dwudziestu sześciu lat. I nie mieć nawet rodziny, której mogę powierzyć ostatnie myśli. Ale to nieszczęście stało się dzisiaj powszechne. Sądzę nawet, że nie mam prawa się skarżyć. W końcu umieram w czystym, białym łóżku, z piękną twarzą siostry Lucie nade mną. Nie gniję w błocie pomiędzy dwoma okopami; żyjący nie zobaczą gazu pęczniejącego mi w brzuchu, nie będą musieli znosić smrodu mojego rozkładu, nie będą musieli kilka tygodni po mojej śmierci, korzystając ze sposobności odzyskania terenów, posypać mnie palonym wapnem, żebym śmierdział nieco mniej. Jestem rozpieszczony: mam czystą śmierć, śmierć w szpitalu.&lt;br /&gt;Przyjaciele, piszę ten krótki list, żeby Wam powiedzieć, że Was kocham, że odchodzę dumny, że Was poznałem, pełen pychy, że zostałem przez Was wybrany i doceniony, że nasza przyjaźń była z pewnością najpiękniejszym dziełem mojego życia. Przyjaźń to rzecz dziwna. Podczas gdy w miłości mówimy o miłości, między prawdziwymi przyjaciółmi nie mówi się o przyjaźni. Przyjaźń czynimy, nie nazywając jej ani jej nie komentując. Jest silna i cicha. Jest skromna. Jest męska. To romantyzm mężczyzn. Musi być dużo głębsza i solidniejsza niż miłość, skoro nie trwonimy jej głupio w słowach, deklaracjach, wierszach i listach. Musi być dużo bardziej satysfakcjonująca niż seks, ponieważ nie myli jej się z przyjemnością i świerzbieniem w ciele. Umierając, myślę o tej wielkiej, cichej tajemnicy i składam, jej hołd.&lt;br /&gt;Przyjaciele, widziałem Was nieogolonych, ubłoconych, w złym humorze, kiedy się drapaliście, pierdzieliście, czkaliście, sraliście niekończącymi się biegunkami, a jednak nigdy nie przestałem Was kochać. Z całą pewnością miałbym za złe kobiecie, że naraża mnie na podobną nędzę, opuściłbym ją, znieważył, odepchnął. Nie Was. Wręcz przeciwnie. Za każdym razem, kiedy widziałem Was bezbronnych, kochałem Was jeszcze bardziej. To niesprawiedliwe, można powiedzieć. Ale mężczyzna i kobieta nigdy nie będą się kochać równie autentycznie jak dwóch przyjaciół, gdyż ich relacja jest zepsuta uwodzeniem. Odgrywają role. Gorzej, każde z nich szuka jak najpiękniejszej roli. Teatr. Komedia. Kłamstwo. Nie ma bezpieczeństwa w miłości, gdyż każdy myśli, że musi udawać, że nie może być kochanym takim, jaki jest. Pozory. Sztuczna fasada. Wielka miłość to udane i wciąż ponawiane kłamstwo. Przyjaźń to prawda, która się narzuca. Przyjaźń jest nagą, miłość jest upiększona.&lt;br /&gt;Przyjaciele, kocham Was więc takimi, jacy jesteście. Neuman-nie, przystojny brunecie, zbyt inteligentny, zbyt uzdolniony, zbyt wstrząsany wątpliwościami, kocham cię. Bernsteinie, kocham cię, kiedy się dąsasz, kiedy malujesz, kiedy się wściekasz, kiedy świntuszysz z innymi mężczyznami. Tak, obydwu Was kocham niezależnie od sytuacji.&lt;br /&gt;Nie pragnijcie, bym przeżył tę noc. Bo kiedy znów Was zobaczę, powiem Wam to wszystko na żywo, prosto w oczy i będziecie potwornie zawstydzeni. Jeżeli istnieje raj, życie po życiu, czekam tam na Was; chcę Was tam zobaczyć, jak przybywacie bardzo, bardzo starzy, bardzo, bardzo bogaci, obsypani honorami, z płótnami wystawianymi we wszystkich muzeach świata i nie spieszcie się, będę cierpliwy. Jeżeli nie ma nic, tylko nicość, umknę jej, myśląc o sile uczuć, które nas połączyły, i tym gorzej dla nicości, będę na Was czekał i tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Na zawsze Wasz przyjaciel,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adolf H.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Eric-Emmanuel Schmitt, Przypadek Adolfa H.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4526397421016185795?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4526397421016185795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4526397421016185795' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4526397421016185795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4526397421016185795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/11/blog-post.html' title='φιλία'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SS75az7DYnI/AAAAAAAAHXM/HmmtSuZipOY/s72-c/Adolf_H.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5234779580485647904</id><published>2008-11-18T10:57:00.000+01:00</published><updated>2008-11-18T17:06:56.186+01:00</updated><title type='text'>zapach</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SR66Sq15_iI/AAAAAAAAHOo/6P0I49BaxV4/s1600-h/koszula.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SR66Sq15_iI/AAAAAAAAHOo/6P0I49BaxV4/s200/koszula.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5268853443970858530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A kiedy już jej nie było w mieszkaniu, kiedy wychodziła razem ze swoim stukotem obcasowym korytarzowym niknącym, potem na dole, pod budynkiem w innych stukotach ulicznych na dobre się rozpływającym, kiedy już został mi tylko jej zapach - okno zamykałem, żeby go nie wypuszczać, i włosy pojedyncze odnajdywałem gdzieniegdzie na kocu, na koszuli mojej, koszuli, którą uwielbiała wkładać do nocnych bezsenności, rozmów, na balkon wychodzeń i przeciągnięć księżycowych, gęsich skórek, do łóżka powracań, do wtuleń. A kiedy już tylko zapach i włosy i jej ślady pomniejsze ze mną zostały, byłem jak pies, który nigdy pojąć nie zdoła, że pani wyszła po to, by wrócić, bo panie zawsze wychodzą na zawsze, a my, psy, za każdym razem umieramy na ostateczne osamotnienie, tedy każdy ich powrót do nas jest powrotem niespodziewanym i wskrzeszającym. A kiedy tak już znikała, myślała mi się nieprzerwanie, skórą, krwią, tętnem, i usiłowałem sobie przypomnieć jej twarz, i z tęsknoty nie mogłem, i bez skutku próbowałem sobie uzmysłowić, skąd się znamy, kim jesteśmy, kiedyśmy się zaczęli. Kiedy jej nie było, to nie było jej odwiecznie; kiedy wracała, nie pamiętałem, żebyśmy się kiedykolwiek rozstawali.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Wojciech Kuczok, Widmokrąg&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5234779580485647904?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5234779580485647904/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5234779580485647904' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5234779580485647904'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5234779580485647904'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/11/zapach.html' title='zapach'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SR66Sq15_iI/AAAAAAAAHOo/6P0I49BaxV4/s72-c/koszula.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-7598871698973535231</id><published>2008-11-15T12:49:00.004+01:00</published><updated>2008-11-15T12:56:57.567+01:00</updated><title type='text'>strata</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SR64sVgOkMI/AAAAAAAAHOg/FuSUEPKy8mc/s1600-h/widmo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SR64sVgOkMI/AAAAAAAAHOg/FuSUEPKy8mc/s200/widmo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5268851685896130754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja to panu może zobrazuję: różnica jest taka jak między celą zakonną, w której przez lata dokonuje się samotność najwyższa, bo wybrana, kontemplowana, ofiarowana: samotność-dla-Boga, a celą więzienną, w której się odsiaduje wyrok osamotnienia. Nawet jeśli to jest cela zbiorowa; ludzie, na których jesteśmy skazani (w więzieniu czy na wolności), nie dają nam ulgi. Matka pana skutecznie nie pocieszy po odejściu żony, ale i w przypadku śmierci matki żona niewiele by wskórała, by ulżyć pańskiej rozpaczy. Rozpacz osamotnienia to jest odpowiedź duszy okradzionej z konkretnej, jedynej i niezastąpionej współobecności. Człowieka nie można zastąpić; nie wróżę niczego dobrego mężczyznom, którzy w kolejnych związkach szukają odtworzenia kogoś, kto odszedł bezpowrotnie. Nowa partnerka nie wcieli się w pierwszą miłość, bo ta - przefiltrowana przez pamięć - oszustkę - trwa jako ikona, do której się przyrównuje następczynie. Pamięta pan swoją pierwszą miłość?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Wojciech Kuczok, Widmokrąg&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-7598871698973535231?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/7598871698973535231/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=7598871698973535231' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7598871698973535231'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7598871698973535231'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/11/strata.html' title='strata'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SR64sVgOkMI/AAAAAAAAHOg/FuSUEPKy8mc/s72-c/widmo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-9035149624789178043</id><published>2008-10-19T21:49:00.003+02:00</published><updated>2008-11-04T22:55:48.843+01:00</updated><title type='text'>inkubator</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SPuPjSYubeI/AAAAAAAAHFE/WrPiHmpvq0A/s1600-h/konstelcje.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SPuPjSYubeI/AAAAAAAAHFE/WrPiHmpvq0A/s200/konstelcje.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5258954826278923746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;— Sądziłem, że wyszłaś.&lt;br /&gt;W mroku jarzył się kosmicznozielony neon z napisem „WYJŚCIE”.&lt;br /&gt;— A ja, że ty wyszedłeś.&lt;br /&gt;Podłoga ze sklejki drżała od dyskotekowych rytmów. Za podestem jest kanciapka na krzesła. Z czymś w rodzaju wielkiej półki pod sufitem. Przechowuje sil tam blaty stołów do tenisa, a ja wiem, gdzie trzymają drabinę.&lt;br /&gt;— Nie. Tańczyłem z Deanem Moranem.&lt;br /&gt;— Niemożliwe! — Holly Deblin wdzięcznie udała zazdrość. — A co takiego ma Dean Moran, czego ja nie mam? Dobrze się całuje?&lt;br /&gt;— Moran! Ohyda!&lt;br /&gt;„Ohyda” to ostatnie słowo, jakie wypowiedziałem w życiu, nigdy przedtem nie całując się z dziewczyną. Zawsze bałem się całowania, ale to wcale nie jest takie trudne. Usta wiedzą, co robić, jak morskie anemony. Całowanie wprawia w ruch wirowy, jak Latające Filiżanki. Wciąga się w płuca tlen, którym oddycha dziewczyna.&lt;br /&gt;Tyle że czasem można się stuknąć zębami.&lt;br /&gt;— Oj, przepraszam — cofnęła się Holly Deblin.&lt;br /&gt;— Okay, można przykleić jakby co.&lt;br /&gt;Holly Deblin mierzwiła mi fryzurę. Nigdy nie pieściłem czegoś równie miękkiego jak skóra na jej szyi. Zgodziła się na to. Niewiarygodne. Pozwoliła. Holly Deblin pachnie perfumerią w domu towarowym, środkiem lipca i cynamonowymi tic-takami. Mój kuzyn Hugo twierdzi, że całował się (i nie tylko) z trzydziestoma dziewczynami, a teraz pewnie dobił już do pięćdziesięciu, ale tak naprawdę liczy się tylko ten pierwszy pocałunek.&lt;br /&gt;— A! — powiedziała Holly Deblin. — Zwędziłam I trochę jemioły. Zobacz.&lt;br /&gt;— Strasznie pognieciona i...&lt;br /&gt;Podczas mojego drugiego w życiu pocałunku język Holly Deblin zwiedzał moje usta jak spłoszona nornica. Można by sądzić, że to coś obrzydliwego, a tymczasem jest tak wilgotno-tajemne, że od razu nabrałem ochoty na rewizytę. Ten pocałunek się urwał, bo zapomniałem o oddychaniu.&lt;br /&gt;— To, co teraz leci — wydyszałem — ten utwór... Trochę hipisowski, ale piękny.&lt;br /&gt;Słowa typu „piękny” przy chłopakach są zakazane, a przy dziewczynach nie.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style: italic;"&gt;#9dream&lt;/span&gt;. John Lennon. Album &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Walls and Bridges&lt;/span&gt;. Tysiąc dziewięćset siedemdziesiąt cztery.&lt;br /&gt;— Jeśli chcesz mi tym zaimponować, to trafiłaś w dychę.&lt;br /&gt;— Mój brat pracuje w wytwórni Revolver Records Ma niezliczone zbiory płyt długogrających. Skąd wiesz o tej kryjówce?&lt;br /&gt;— O tej? Kiedyś grywałem tu w tenisa stołowego wiesz, na kółku. Myślałem, że dziś zamkną. Ale, jak widać, byłem w błędzie.&lt;br /&gt;— Najwidoczniej — Holly Deblin wsunęła mi ręce pod sweter. Przez lata — od Julii i Kate Alfrick — nasłuchałem się o wędrujących dłoniach tyle, że teraz przytomnie nie odwzajemniłem tej pieszczoty. Wtem Holly Deblin zadrżała. Nie z zimna, tylko ze śmiechu,&lt;br /&gt;— Co? — przeląkłem się, że robię coś nie tak. Co?&lt;br /&gt;— Mina Neala Brose'a dziś rano na zajęciach...&lt;br /&gt;— Aaa. Całe przedpołudnie mam jakieś zamazane. W ogóle cały ten dzień.&lt;br /&gt;— Gary Drake odciągnął Brose'a od wiertarki, no i pokazał mu, co robisz. Z początku do niego nie dotarło. Że przedmiot, który unicestwiasz za pomocą imadła, to jego kalkulator. Połapał się po dłuższej chwili. Drań z niego i wazeliniarz, ale głupi nie jest. Wiedział aż za dobrze, do czego to prowadzi. Czuł, że nabijasz go w butelkę. Od samego początku.&lt;br /&gt;Bawiłem się grzechocącymi koralami Holly Deblin.&lt;br /&gt;— Mnie też zdumiałeś — dodała.&lt;br /&gt;Nie miałem zamiaru jej poganiać.&lt;br /&gt;— Bo chociaż zawsze cię lubiłam, Taylor, sądziłam, że jesteś... — ani jednym słowem nie chciała zranić moich uczuć.&lt;br /&gt;— Chodzącym workiem treningowym?&lt;br /&gt;Holly Deblin wsparła podbródek na mej piersi.&lt;br /&gt;— Tak — podbródek trochę uwierał. — Co to się stało, Taylor? No, rozumiesz, z tobą.&lt;br /&gt;— Różne takie... — gdy ona mówi mi „Taylor", brzmi to prawie jak „Jasonie”. Wciąż jednak brak mi śmiałości, by zwracać się do niej po imieniu czy nazwisku. — W tym roku. Ale, wiesz, jakoś nie mam ochoty gadać o Nealu Brosie. Może kiedy indziej? — zsunąłem plecionkę z jej nadgarstka i wsunąłem sobie na rękę.&lt;br /&gt;— Złodziej. Sam się możesz postarać o eleganckie dodatki.&lt;br /&gt;— Właśnie się postarałem. O pierwszy w moich zbiorach.&lt;br /&gt;Holly Deblin chwyciła mnie za nieco zbyt duże uszy i przyciągnęła wargi do swych warg. Nasz trzeci pocałunek trwał calutkie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Planet Earth&lt;/span&gt; Duran Duran. Holly Deblin powiodła moją dłoń ku swemu bijącemu sercu lat czternaście.&lt;br /&gt;— Cześć, Jason — w blasku choinkowych lampek i piecyka gazowego salon wyglądał jak grota Świętego&lt;br /&gt;Mikołaja. Telewizor był wyłączony. Tato siedział w obłoku gumy owocowej. Ale z tonu jego głosu wywnioskowałem, że już wie o Nealu Brosie i zmienionym w wafelek casio. — Jak się bawiłeś?&lt;br /&gt;— Nieźle. (Tato miał w nosie dyskotekę). A co tam w Oksfordzie?&lt;br /&gt;— Oksford jak Oksford. Jason, musimy sobie uciąć małą pogawędkę.&lt;br /&gt;Wieszając czarną parkę, czułem się jak skazaniec. „Mała pogawędka” zwykle polega na tym, że ja siedzę, a tato się na mnie rzuca, ale Holly Deblin najwyraźniej zmieniła mi w głowie instalację elektryczną.&lt;br /&gt;— Mógłbym zacząć, tato?&lt;br /&gt;— Dobrze — tato sprawiał wrażenie spokojnego, ale i wulkan jest spokojny, nim rozsadzi górę. — Słucham.&lt;br /&gt;— Chcę ci powiedzieć o dwu sprawach. Bardzo ważnych.&lt;br /&gt;— Jednej się domyślam. O ile mi wiadomo, w szkole działo się dziś bardzo ciekawie...&lt;br /&gt;— Tak, o tym też.&lt;br /&gt;— Dzwonił pan Kempsey. W kwestii wydalenia ucznia.&lt;br /&gt;— Neala Brose'a, wiem... Odkupię mu ten kalkulator.&lt;br /&gt;— Nie będzie to konieczne — tato był zbyt wyczerpany, aby się zacząć pieklić. — Rano posłałem jego ojcu czek. On też zadzwonił. Chodzi mi o ojca... Prawdę powiedziawszy, zadzwonił, żeby mnie przeprosić. (A to niespodzianka). Powiedział, że nie muszę zwracać mu pieniędzy. Ale i tak zwrócę. Co zrobi z czekiem, to już jego sprawa. To jednak jeszcze nie koniec...&lt;br /&gt;— Tak?&lt;br /&gt;— Być może matka zechce tu wtrącić swoje trzy grosze, ale... — tato wzruszył ramionami — pan Kempsey opowiedział mi o przypadkach tyranizowania uczniów. Szkoda, że nie zdobyłeś się na to, żeby nas o tym powiadomić, no, ale chyba nie powinienem mieć ci tego za złe, co?&lt;br /&gt;Przypomniał mi się telefon Julii.&lt;br /&gt;— Jest mama?&lt;br /&gt;— Mama... — tatę jakby coś dręczyło — ...śpi dzisiaj u Agnes.&lt;br /&gt;— W Cheltenham? (Przecież to bez sensu. Mama nigdy nie śpi poza domem, chyba że u cioci Alice).&lt;br /&gt;— Mieli prywatny pokaz, no i się to przeciągnęło.&lt;br /&gt;— Nie wspominała o tym przy śniadaniu.&lt;br /&gt;— A ta druga sprawa, o której miałeś mi powiedzieć?&lt;br /&gt;W tej chwili śmignął mi przed oczyma cały ubiegły rok.&lt;br /&gt;— No, mów. Na pewno nie jest to tak straszne, jak może ci się wydaje. „Właśnie, że jest".&lt;br /&gt;— W styczniu...  (Kat przyblokował „zeszłego") ...yyy, rok temu, byłem na ślizgawce w lesie. Wygłupialiśmy się z chłopakami... Założyłem zegarek po dziadku. Omegę... (Kat przyblokował „Seamaster”). Opowiadanie okazało się dużo gorsze od setki nocnych koszmarów na ten temat. — Zegarek, który kupił (Boże, teraz znów nie mogłem wypowiedzieć „stacjonując”) w Adenie. Ale się przewróciłem — już nie było odwrotu — i go rozwaliłem na kawałki. Cały rok próbowałem go odkupić, słowo daję... A identyczny model, który w końcu znalazłem, kosztował około dziewięciuset funtów. No a ja nie mam tyle forsy, wiadomo.&lt;br /&gt;W twarzy taty nie drgnął ani jeden muskuł.&lt;br /&gt;— Jest mi bardzo przykro. Postąpiłem idiotycznie. Wynosząc go z domu.&lt;br /&gt;W ćwierć sekundy spokój taty pryśnie i zostanę unicestwiony.&lt;br /&gt;— A, nieważne. (Dorośli nieraz tak mówią, kiedy coś jest najważniejsze). To tylko zegarek. Nikomu nie stała się krzywda, nie to, co przeżył ten biedny chłopak, Ross Wilcox. Ani nikt nie umarł. Na drugi raz uważaj, jak weźmiesz do ręki coś kruchego. I już. Zostało coś z tej omegi?&lt;br /&gt;— Właściwie tylko pasek i koperta.&lt;br /&gt;— Nie wyrzucaj tego. Może znajdziesz zegarmistrza, który by umiał wprawić mechanizm z innej omegi tego typu. Nigdy nic nie wiadomo. Jak będziesz się opiekował tysiącarowym rezerwatem przyrody w dolinie Loary.&lt;br /&gt;— Więc nic... nie zrobisz? Znaczy: mnie.&lt;br /&gt;Tato wzruszył ramionami.&lt;br /&gt;— I tak już dosyć przeszedłeś.&lt;br /&gt;W życiu nie śmiałbym przypuszczać, że skończy się to tak dobrze.&lt;br /&gt;— Tato, miałeś mi powiedzieć coś ważnego.&lt;br /&gt;— Ładnie ozdobiłeś choinkę — Tato przełknął ślinę.&lt;br /&gt;— Dzięki.&lt;br /&gt;— Tobie dzięki — tato łyknął kawy i skrzywił się. — Zapomniałem o słodziku. Mógłbyś mi go przynieść&lt;br /&gt;z kuchni, skarbie?&lt;br /&gt;„Skarbie”? Tato nie zwracał się do mnie w ten sposób od wieków.&lt;br /&gt;— Jasne.&lt;br /&gt;Poszedłem do kuchni. Było tam upiornie zimno. W poczuciu ulgi nabrałem wigoru. Ze słodzikiem taty, łyżeczką oraz spodkiem w ręku wróciłem do salonu.&lt;br /&gt;— Dzięki. Usiądź jeszcze.&lt;br /&gt;Tato wpstryknął w wir neski malutką pastylkę, zamieszał i ujął w dłonie filiżankę ze spodkiem.&lt;br /&gt;— Czasami... — niezręczność tego „czasami” puchła, puchła i puchła. — Czasami tak się dzieje, że człowiek kocha dwie osoby naraz, każdą w inny sposób — już samo mówienie było dla taty nadludzkim wysiłkiem. — Rozumiesz?&lt;br /&gt;Pokręciłem głową. Może i mógłbym domyślić się czegoś ze spojrzenia taty, ale on wbił wzrok w kawę. Pochyla się do przodu. Łokcie wsparł na ławie.&lt;br /&gt;— Matka i ja... — głos taty zmienił się potwornie, jak gównianemu aktorowi w jakimś gównianym tasiemcu. — Matka i ja... — tato cały się trzęsie; tato nie trzęsie się nigdy! Filiżanka i spodek zaczynają brzęczeć, więc tato je odstawia. Ale nie podnosząc oczu. — Matka i ja...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;David Mitchell, Konstelacje&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-9035149624789178043?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/9035149624789178043/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=9035149624789178043' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/9035149624789178043'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/9035149624789178043'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/10/inkubator.html' title='inkubator'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SPuPjSYubeI/AAAAAAAAHFE/WrPiHmpvq0A/s72-c/konstelcje.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5030756366089920877</id><published>2008-09-13T13:29:00.003+02:00</published><updated>2008-11-04T22:55:36.076+01:00</updated><title type='text'>hobby</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SMulFGtliHI/AAAAAAAAGmU/_Dc4gLfXl4I/s1600-h/sennosc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SMulFGtliHI/AAAAAAAAGmU/_Dc4gLfXl4I/s200/sennosc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245467698122819698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Robert jest miłośnikiem stania w ulicznych korkach, prawdopodobnie jedynym w mieście, które jest zapchane coraz bardziej przez coraz to nowych nabywców aut, coraz bardziej nerwowych, bo przepustowość ulic zmniejsza się tak prędko, jak zwiększa się zdolność kredytowa obywateli. Robert słucha muzyki i popatruje z zadowoleniem na kierowców, wiercących się, odpalających niecierpliwie papierosy, bębniących palcami po kierownicy, trąbiących beznadziejnie i bez sensu, wychylających głowy przez okna swoich nowych wozów, rozglądających się na wszystkie strony, jakby szukali możliwości ucieczki, skrótu, bo przecież kurwa nie po to kupowali nowe auto żeby do chuja pana stać w jebanym korku i wolniej się poruszać niż kurwa na rowerze jakby se chcieli pojeździć na rowerze toby se kurwa jego mać kupili pierdolony rower zwłaszcza biorąc pod uwagę że za cenę tej bryki toby mogli se kupić w chuj rowerów fabrykę całą noż kurrrrwa niechże się coś ruszy wreszcie bo ich kurwica weźmie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Wojciech Kuczok, Senność&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5030756366089920877?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5030756366089920877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5030756366089920877' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5030756366089920877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5030756366089920877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/09/hobby.html' title='hobby'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SMulFGtliHI/AAAAAAAAGmU/_Dc4gLfXl4I/s72-c/sennosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5726148376214037154</id><published>2008-08-13T00:08:00.002+02:00</published><updated>2008-11-04T22:55:11.158+01:00</updated><title type='text'>dymisja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Co do mnie, składam dymisję z człowieczeństwa. Nie chcę już i nie mogę nadal być człowiekiem. Bo i cóż jeszcze mogę zrobić w tym charakterze? Pracować nad jakimś systemem społecznym i politycznym albo unieszczęśliwić jakąś panienkę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Emil Cioran, Na szczytach rozpaczy&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5726148376214037154?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5726148376214037154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5726148376214037154' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5726148376214037154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5726148376214037154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/08/dymisja.html' title='dymisja'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1382667559577622654</id><published>2008-05-31T17:53:00.002+02:00</published><updated>2008-05-31T18:01:08.634+02:00</updated><title type='text'>Pięciu pisarzy, których wstyd czytać</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SEF2NfghmxI/AAAAAAAADuk/Mk_ZI52vc_w/s1600-h/Photo094.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SEF2NfghmxI/AAAAAAAADuk/Mk_ZI52vc_w/s200/Photo094.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5206572618385300242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oto koszmar, który prześladuje każdą kobietę, choćby luźno związaną z literaturą. Poznajesz mężczyznę. Jest przystojny, uprawia sporty. Niestety, przychodzi chwila, w której postanawia wykazać, że jest również inteligentny. Ponieważ dowiedział się, że jesteś krytykiem literackim/polonistką, albo choćby osobą czytającą książki, postanawia zabłysnąć na polu literatury. I zanim zdążysz zaprotestować, już deklaruje: «Książka, która ostatnio zrobiła na mnie wielkie wrażenie, to…». Pada tytuł. Facet uśmiecha się z satysfakcją: jest pewien, że zaraz zacznie się między wami porozumienie w dziedzinie ducha. Ostatnio postanowił bowiem raz w tygodniu po pracy zamiast squasha uprawiać życie duchowe. Biedaczek, nie wie, że jedynym porozumieniem możliwym pomiędzy wami od tej chwili jest, że to on płaci za kolację. Nie będziesz dokładać nawet złotówki do kolacji z analfabetą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Mnie osobiście w takich sytuacjach prześladowały zawsze dzieła Paula Coelho. Iluż czarujących mężczyzn, których nie mogłam traktować poważnie, od kiedy mi się zdradzili z miłością do «Alchemika». Kiedy to się znowu zdarzyło w zeszłym roku, postanowiłam naocznie zbadać fenomen. Sama, rzecz jasna, Coelho nigdy nie czytałam, nawet jednej strony. Są książki, których nie trzeba czytać, żeby wiedzieć, ile są warte. Wystarczy, że polecą nam je koleżanka Xi kolega Y Do tych autorów, którymi pogardzałam zaocznie, poza Coelho należeli jeszcze Janusz L. Wiśniewski i Dan Brown. Pomyślałam: a gdyby tak zrobić sobie dwa dni ze szmirą? I wreszcie mi się udało w tym tygodniu&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Paulo Coelho&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Ponieważ sama tych dzieł nie posiadam, udałam się do biblioteki. I zaczęłam od Coelho. Tak, wiedziałam, że to jest tandetne: nauczania speca od marketingu, jak żyć, zawarte w jakichś pseudomistycznych fabułach. Ale lektura jednak przerosła moje oczekiwania. Tak naprawdę w tej książce nie ma żadnej fabuły ani właściwie żadnej filozofii. Co nam bowiem opowiada Autor? Bohater podróżuje po świecie, żeby odnaleźć Skarb. Skarb, znaczy Tajemnicę. Tajemnicę, znaczy Życie. «Życie obdarza hojnie tego, kto jest wierny Własnej Legendzie». «Twoje serce jest tam, gdzie twój skarb». «Tyłko ten, kto odkrywa Zycie, może znaleźć skarb». Coelho odnalazł kamień filozoficzny literatury: wystarczy pisać dowolne brednie i od czasu do czasu nacisnąć Shift, żeby zrobić wielką literę. Na pewno temu i owemu skojarzy się to z głębią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Miałam kiedyś kolegów Norwegów, którzy zgodnie z ogólną obojętnością na sprawy kultury panującą w tym bogatym kraju, nie czytali nic poza Stephenem Kingiem i Johnem Grishamem. Głównie zaś oglądali telewizję. Ich potrzeby duchowe były zerowe, ale mówili o tym wprost, niczego nie udając I jak powiedziałby Jerzy Pilch to było dobre. Kiedy jednak człowiek o podobnej mentalności postanawia pogłębić się duchowo, kończy się to jakże często katastrofą estetyczną w rodzaju Coelho. No, ale gdyby przyjąć z dobrą wolą, że znajduje się tam jakaś myśl – to jak by ją streścić? Jest to mianowicie filozofia optymizmu jednostki w oparciu o Duszę Wszechświata. «Jeśli naprawdę z całych sił czegoś pragniesz, znaczy to, że pragnienie owo zrodziło się w Duszy Wszechświata». I jeszcze: «Nie staraj się objaśniać uczuć». Drodzy panowie konsultanci i bankowcy, czy wiecie, że Coelho jest przeciw rozumowi? Ale nic dziwnego. Posiadanie rozumu uniemożliwiłoby wszak czytanie jego książek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Janusz L. Wiśniewski&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Skończywszy z brazylijskim guru, myślałam, że odtąd może być już tylko lepiej. A jednak, przystąpiwszy do lektury opus magnum Janusza L. Wiśniewskiego, «S@motność w sieci», prędko zrozumiałam, że nazywanie autora producentem tanich romansideł jest niedocenianiem jego kunsztu. Przy zdaniu: «Na samą tylko myśl o tym krew, szumiąc, odpływała w dół jak oszalała i pojawiała się, jak na zawołanie, wilgotność», zaczęłam rozglądać się wokoło. Czy nikt nie widzi, co czytam? Ale jak to możliwe? Słyszałam na własne uszy kobiety kulturalne, na stanowiskach, które zachwycają się, że autor świetnie rozumie duszę kobiety… No wiec kobiety obdarzone duszą, którą rozumie Janusz L. Wiśniewski, uwodzą mężczyzn «siadając bez majtek, z rozłożonymi udami na biurku». Swoją drogą trochę mnie zaniepokoiła ta strategia flirtu, autor bowiem ma ponoć wielki wpływ na czytelniczki.. O czym dowiadujemy się z aneksu do «S@motności w sieci», gdzie umieścił swoją z nimi korespondencję. Zwierza wstrząśnięta czytelniczka: «Pieprzone książki. Pod wpływem «Alchemika» zdradziłam go drugi raz. Teraz boję się czytać tę cholerną «S@amotność»».&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Zdrada chłopaka lub męża pod wpływem rzeczonych dzieł może nie być uznana za kompromitację wyłącznie w jednym wypadku: gdy następuje ona po odkryciu, że chłopak posiada te dzieła w swojej bibliotece.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;I ostatni akcent: «Jak po przeczytaniu powieści nie myśleć, że jeżeli &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Bóg naprawdę stworzył ludzi, to przy autorze S@motności… spędził trochę więcej czasu?» – snuje się myśl, gdy pachnie mimoza. Na co autor skromnie: «Teraz, w tym miejscu, ogarnął mnie lęk i zwątpienie. Boję się, że zacytowane pochwały, opisy wzruszeń, zachwyty ściągną na mnie zarzuty pychy, arogancji i zarozumialstwa». Skądże znowu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dan Brown&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Trzecim wielkim mistrzem ceremonii zbiorowego ogłupiania, która odbywa się w zaciszu naszych salonów i bibliotek, jest Dan Brown. Pal licho jeszcze czytelników, którzy łyknęli tę jego twórczość jako kryminały. Ale fenomen wiąże się z innymi zgoła jej walorami. Ludzie uwierzyli mianowicie, że w «Kodzie Leonarda da Vinci» znajdują się nowatorskie i głębokie refleksje na temat Chrześcijaństwa, sztuki, duchowości i historii Zachodu. Zdarzyło mi się spotykać przystojne kobiety w średnim wieku, na przykład redaktorki w wydawnictwach, które z zadumą mówiły: niby fikcja, ale jednak coś w tym jest…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;«Kod Leonarda da Vinci» stał się ulubionym przewodnikiem Amerykanów klasy średniej, kiedy wreszcie wybiorą się porównać wieżę Eiffla ze zdjęciami z filmów, podręcznikiem do nauki historii sztuki w weekend, nowatorskim katechizmem i słownikiem etymologicznym.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Lecz chcąc być absolutnie pewnym sukcesu, Dan Brown zawarł w książce także postępowe idee dotyczące Kościoła, powszechnie podzielane przez zachodnią kawiarnię czy raczej zachodni supermarket. «To smutne, że kiedy większa część Kościoła katolickiego powoli zmierza we właściwą stronę w kwestiach praw kobiet, Opus Dei jest zagrożeniem dla postępu» – pisał dramatycznie, budząc zamęt w sercach milionów wierzących czytelników.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cegielski i Passent&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;No i tak minęły moje dwa dni w Bibliotece Narodowej. Poza tymi trzema sztandarowymi producentami szmiry są jeszcze pomniejsi autorzy, o których aż się prosi wspomnieć. Z Polaków – Max Cegielski. Sprawny dziennikarz telewizji Kultura, organizator popularnych imprez Masala i prezenter radiowy, jest jednak do tego stopnia pozbawiony już nawet nie talentu literackiego, co elementarnej umiejętności zajmującego pisania, że czytanie jego tekstów przypomina poprawianie wypracowań szkolnych. Dla każdego, kto otworzył książkę «Masala», jasne jest, że autor powinien ograniczyć się do ścisłej działalności pozatekstowej. Nie chodzi już nawet o tandetność tej myśli w stylu «Zachód dostrzega swoją zgniliznę i chce się odnowić w duchu Wschodu». Chodzi o te tasiemcowe wypracowania: to o krajobrazie Indii, to ojej dziejach, albo też obserwacje społeczne na trójkę z plusem. Niestety mimo tych dzieł Max nadal uchodzi za duchowego guru wśród bankowców znudzonych wieloletnim zarabianiem forsy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Zawsze uważałam też za straszliwe pisarstwo Agaty Passent. Jest w jej felietonach ta szczególna pretensjonalność, która powstaje z połączenia pewności siebie z brakiem czegokolwiek oryginalnego do powiedzenia. Pamiętam jakiś felieton, kiedy się zwierzała, jak to grywała w tenisa z Fibakiem w Harvardzie. Żeby to ona chociaż grywała z Fibakiem dzięki własnym zdolnościom, ciężkiej pracy i tak dalej. Ale chwalenie się, że tata miał kontakty… I kiedy mi ktoś mówi, że czytuje felietony Agaty Passent, wiem, że w kolejnym zdaniu nastąpi informacja, do jakich restauracji się teraz chadza z wózkiem, ponieważ, «jak zapewne słyszałaś, dzieci są teraz trendy».&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Nie słyszałam. Natomiast słyszałam, że brak gustu ciągle trendy nie jest.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: right;" class="MsoNormal"&gt;Magdalena Miecznicka, „Dziennik”&lt;/p&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1382667559577622654?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1382667559577622654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1382667559577622654' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1382667559577622654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1382667559577622654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/05/piciu-pisarzy-ktrych-wstyd-czyta.html' title='Pięciu pisarzy, których wstyd czytać'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SEF2NfghmxI/AAAAAAAADuk/Mk_ZI52vc_w/s72-c/Photo094.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3479674086509269348</id><published>2008-05-18T17:28:00.003+02:00</published><updated>2008-05-18T17:44:20.672+02:00</updated><title type='text'>łóżko</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SDBOwD7A1nI/AAAAAAAADrA/L1qDTPrLfbE/s1600-h/kot.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SDBOwD7A1nI/AAAAAAAADrA/L1qDTPrLfbE/s200/kot.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5201744157206435442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jej sypialnia była już uporządkowana, z wyjątkiem łóżka, które zawsze przypominało gniazdo z pozwijanych koców i spiętrzonych poduszek. Nigdy jej za to nie upominałam, przeciwnie, cieszyło mnie, że ma jedno takie miejsce, które uważa za swoje, w które może się schronić, uciec od tej naprawdę strasznej potrzeby bycia zawsze taką żywą i grzeczną. Niekiedy w ciągu dnia ni stąd, ni zowąd szła do swego pokoju – nagle, jakby czegoś było już za wiele. Zamykała drzwi i, byłam tego pewna, wpełzała w tę stertę bałaganu, kładła się tam i przychodziła do siebie... ale po czym? W salonie siadywała na mojej starej sofie z podwiniętymi nogami, w pozycji, która w równym stopniu była poddaniem się temu, czego można było od niej wymagać, jak i jej sposobem bycia, jej posłuszeństwem. Obserwowała mnie, jakby odgadując polecenia i życzenia, albo czytała. Upodobaniem do czytania przypominała dorosłego: widok Emily siedzącej z wybraną książką czynił jej dziecięcą żywość jeszcze bardziej nienaturalną, jakby było to rozmyślne obrażanie mnie. Albo siedziała, otaczając ramieniem żółtego zwierza, który lizał jej rękę, kładł swój koci pysk na jej ramieniu i mruczał, a pomruk wypełniał całe mieszkanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Doris Lessing, Pamiętnik przetrwania&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3479674086509269348?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3479674086509269348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3479674086509269348' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3479674086509269348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3479674086509269348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/05/ko.html' title='łóżko'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SDBOwD7A1nI/AAAAAAAADrA/L1qDTPrLfbE/s72-c/kot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-7185573863100735365</id><published>2008-05-14T23:21:00.003+02:00</published><updated>2008-05-14T23:43:44.820+02:00</updated><title type='text'>samobójstwo</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SCtcnD7A0fI/AAAAAAAADdk/_8kwsi8rJrU/s1600-h/schody.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SCtcnD7A0fI/AAAAAAAADdk/_8kwsi8rJrU/s200/schody.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200352020866847218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Rozpacz jest sytuacją ostateczną albo «graniczną». Człowiek nie może posunąć się dalej. Naturę jej ukazuje w niektórych słowach etymologia słowa «rozpacz» wywodzącego się od «beznadziei». Nie widać żadnej drogi prowadzącej w przyszłość. Niebyt odczuwany jest jako coś absolutnie zwycięskiego. Jednakże istnieje granica jego zwycięstwa: niebyt jest odczuwany jako coś zwycięskiego, a odczuwanie zakłada byt. Pozostaje dość bytu, by odczuwać nieodpartą moc niebytu i to stanowi rozpacz wewnątrz rozpaczy. Ból rozpaczy polega na tym, że byt uświadamia sobie swą niezdolność afirmowania siebie z powodu mocy niebytu. W konsekwencji tego pragnie wyrzec się tej świadomości i tego, co ona zakłada, bytu, który osiągnął świadomość. Na próżno chcę wyzwolić się z samego siebie. Pojawia się rozpacz w postaci podwójnej – jako rozpaczliwa próba wymknięcia się rozpaczy. Gdyby lęk dotyczył jedynie losu i śmierci, dobrowolna śmierć byłaby drogą ucieczki od rozpaczy. Potrzebnym męstwem okazałoby się męstwo decyzji: nie być. Ostateczna postać ontycznej samoafirmacji polegałaby na akcie ontycznej samonegacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakże rozpacz odnosi się także do winy i do potępienia. Nie ma przy tym sposobu wymknięcia się jej, nawet przez ontyczną samonegącję. Samobójstwo może uwolnić człowieka – o czym wiedzieli stoicy – od lęku przed losem i śmiercią. Nie może wszakże – o czym wiedzą chrześcijanie – uwolnić od lęku przed winą i potępieniem. Tkwi w tym jakiś wielki paradoks, podobnie jak paradoksem jest w ogóle stosunek sfery moralnej do egzystencji ontycznej. Stwierdzenie jednak tego paradoksu to stwierdzenie prawdziwe, potwierdzone przez tych, którzy przeżywali w pełni rozpacz potępienia. Niemożliwe, aby wyrazić nieunikniony charakter potępienia w terminach ontycznych, czyli w terminach posługujących się wyobrażeniami związanymi z «nieśmiertelnością duszy». Każde bowiem stwierdzenie ontyczne musi posługiwać się kategorią skończoności, a «nieśmiertelność duszy» znaczyłaby nie mające końca przedłużanie skończoności oraz rozpaczy potępienia (co byłoby pojęciem sprzecznym w sobie, gdyż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;finis&lt;/span&gt; znaczy koniec). Doświadczenie mówiące, że samobójstwo nie jest sposobem ucieczki od poczucia winy, należy więc rozumieć w terminach jakościowego charakteru żądań moralnych i jakościowego charakteru ich odrzucenia. Wina i potępienie są nieskończone pod względem jakościowym, a nie ilościowym. Mają one ciężar nieskończoności i nie można ich odsunąć przez skończony akt ontycznej samonegacji. To decyduje o beznadziejności rozpaczy, czyli o tym, że nie można od niej uciec. Oto sartrowski impas (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przy drzwiach zamkniętych&lt;/span&gt;). Lęk przed pustką i bezsensem obecny jest w rozpaczy zarówno w swym składniku ontycznym, jak i moralnym. W takim stopniu, w jakim wyraża on skończoność, może być usunięty przez samonegącję ontyczną: skrajny sceptycyzm wiedzie w ten sposób do samobójstwa. W takim stopniu, w jakim jest konsekwencją dezintegracji moralnej, prowadzi do takiej samej paradoksalnej sytuacji, jak w przypadku moralnego elementu w rozpaczy: nie ma z niego żadnego ontycznego wyjścia. To paraliżuje samobójcze tendencje towarzyszące przeżywaniu pustki i bezsensu. Człowiek jest świadomy daremności samobójstwa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Paul Tillich, Męstwo bycia&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-7185573863100735365?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/7185573863100735365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=7185573863100735365' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7185573863100735365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/7185573863100735365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/05/samobjstwo_14.html' title='samobójstwo'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SCtcnD7A0fI/AAAAAAAADdk/_8kwsi8rJrU/s72-c/schody.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2931252603135184314</id><published>2008-04-14T22:09:00.003+02:00</published><updated>2008-04-14T22:26:14.935+02:00</updated><title type='text'>wymiatanie komina</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SAO9DiLDanI/AAAAAAAADa8/DsfHKq3kbNA/s1600-h/nietzsche.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SAO9DiLDanI/AAAAAAAADa8/DsfHKq3kbNA/s200/nietzsche.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189199064071367282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Myślę, że powiedziałem wszystko. Że starzejący się chłopak osiągnął taki punkt w życiu, gdy nie widzi już sensu. Cel jego życia - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mój&lt;/span&gt; cel, moje zamiary, nagrody, o które zabiegałem - wszystko się teraz wydaje absurdem. Gdy rozmyślam nad tym, jak dążyłem do absurdów, jak zmarnowałem jedyne życie, jakie mam, ogarnia mnie okropne uczucie rozpaczy.&lt;br /&gt;- Do czego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;powinieneś&lt;/span&gt; był dążyć zamiast tego?&lt;br /&gt;Czuł, że teraz ton głosu Nietzschego dodaje mu otuchy; stał się milszy, pewniejszy, jakby profesor znalazł się na znajomym terenie.&lt;br /&gt;- To jest najgorsze! Życie to egzamin bez właściwych odpowiedzi. Gdybym miał zrobić jeszcze raz wszystko od początku, to myślę, że zrobiłbym dokładnie to samo, popełnił te same błędy. Któregoś dnia zastanawiałem się nad dobrym tematem na nowelę. Gdybym tylko potrafił pisać! Wyobraź sobie coś takiego. Do mężczyzny w średnim wieku, który prowadzi niesatysfakcjonujące życie, przychodzi dżinn z następująca propozycją: będzie mógł przeżyć swoje życie od początku, przy czym zapamięta wszystko z tego życia, które już przeżył. Mężczyzna, rzecz jasna, skacze z radości. Jednakże ku swojemu zdumieniu i przerażeniu stwierdza, że żyje identycznie, dokonuje tych samych wyborów, robi te same błędy, dąży do tych samych celów i wierzy w tych samych bogów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Irvin D. Yalom, Kiedy Nietzsche szlochał&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2931252603135184314?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2931252603135184314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2931252603135184314' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2931252603135184314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2931252603135184314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/04/wymiatanie-komina.html' title='wymiatanie komina'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SAO9DiLDanI/AAAAAAAADa8/DsfHKq3kbNA/s72-c/nietzsche.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4924095474330579984</id><published>2008-04-02T19:58:00.004+02:00</published><updated>2008-11-04T23:01:52.784+01:00</updated><title type='text'>czytanie czyni człowieka</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R_PNdDskrcI/AAAAAAAADXU/biM_UYUe5X4/s1600-h/ksiazki.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 143px; height: 192px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R_PNdDskrcI/AAAAAAAADXU/biM_UYUe5X4/s200/ksiazki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5184713495125732802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czytanie jest jedynym przyzwyczajeniem, zajęciem, badaniem siebie i przyjemnością – o czym opowiemy po kolei – które można uprawiać przez całe życie bez pomocy innych. Dzięki czytaniu nigdy nie jesteśmy samotni i nigdy się nie nudzimy, i to do końca życia (o ile wzrok pozwoli).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Zawsze w plecaku noszę jakąś ciekawą książkę, bo zawsze może się zdarzyć, że trzeba będzie poczekać. Nie daj Boże – u dentysty albo w antyszambrach u kogoś ważnego. Nie mówiąc naturalnie o pociągu, w którym niektórzy udają, że pracują na komputerze, a inni patrzą tajemniczym, rozproszonym wzrokiem w dal. Zawsze się zastanawiam, jak wytrzymują tak godzinami i dlaczego nie zajrzą do czegoś do poczytania. Zapewne nikt o nich nie zadbał w młodości i nie nabyli tego już nie tylko obyczaju, ale wręcz nawyku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Człowiek w życiu na ogół nie jest samotny a nawet jeżeli jest, to może znaleźć sobie inne zajęcia niż czytanie, na przykład uprawianie ogrodu czy grę w szachy. Ale czytanie przynosi większe korzyści także w samotności, gdyż przebywanie w fikcji lub w przeszłości sprawia, że nie jesteśmy całkiem samotni. Towarzyszymy naszym bohaterom i odnajdujemy spokój oraz poczucie sensu świata. Nie należy przejmować się tym, że jest to świat lektury, a nie świat rzeczywisty, gdyż świat lektury jest równie rzeczywisty jak rzeczywistość, bo czyż rzeczywistość, jaka nas otacza, nie jest bardziej absurdalna, nonsensowna lub godna pożałowania? I czy wobec tego nie lepiej od niej uciec do rzeczywistości lektury? Dlatego też bardzo nie lubię, kiedy autor mnie zwodzi lub wprost oszukuje. Nie zdarza to się często, jeżeli jest się czytelnikiem wytrawnym, ale są tacy, którzy celowo zwodzą czytelnika. Do pewnego stopnia jest to dopuszczalne jako rodzaj gry, ale bywa karygodną o czym przekonała się Agatha Christie, kiedy została ukarana za świadome i bezwzględne oszukanie czytelników. W «Zabójstwie Rogera Ackroyda» narrator, którego odruchowo darzymy sympatią i któremu ufamy, okazuje się mordercą. Niby to żart, ale słusznie autorkę usunięto z brytyjskiego stowarzyszenia autorów powieści kryminalnych.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;W naszej samotności między nami i autorem rodzi się szczególna więź, której nic nie powinno naruszyć. Dlatego nie lubię czytać recenzji z książek, które mi się podobały, bo krytyk może mieć niesłusznie negatywne zdanie i nieco mi zepsuje w ten sposób przyjemność. Jednak i tak nic nie pokona mojej przyjaźni z wielkimi pisarzami, tej szlachetnej i uczciwej, chociaż nierównej wobec ich wielkości, rozmowy, jaka nie ma końca i jaką można prowadzić zawsze, bez względu na okoliczności. I dlatego też godni najwyższego potępienia są ludzie, którzy widząc, że czytamy, traktują nas, jakbyśmy nic nie robili i przerywają nam bez pardonu. Oto przykład prawdziwego złego wychowania.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; font-weight: bold;" class="MsoNormal"&gt;Czytanie, czyli... radości eklektyczne&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Czytać można wszystko. Na przykład instrukcję używania odkurzacza – znam takiego, co to lubi. Można naturalnie czytać gazety i gazetki specjalistyczne o psach, rowerach czy seksie, ale istnieje jasny i dla każdego, kto lubi czytać, oczywisty podział na lektury wyższe i niższe, zgodnie z tym, jak John Stuart Mill dzielił przyjemności na wyższe i niższe. Nie można wyznaczyć odgórnie granic miedzy lekturami wyższymi a niższymi, gdyż dla każdego będą one przebiegały gdzie indziej, ale zawsze te granice istnieją.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Jednak prawdziwa przyjemność z czytania ma charakter dyletancki. Każde czytanie w celu zdobycia konkretnej wiedzy, która jest nam potrzebna w życiu zawodowym, jest czytaniem wymuszonym, nawet jeżeli – co rzadkie – okaże się lekturą przyjemną. Najlepsze jest czytanie takie, jakbyśmy chodzili po muzeum i nie załatwiali po kolei sal z obrazami hiszpańskimi, potem flamandzkimi, a potem, bo jest na wyższym piętrze, z wczesnym malarstwem sieneńskim, ale jakbyśmy chodzili i patrzyli tylko na obrazy, a jeżeli przypadkiem któryś nas zachwyci, sprawdzali, kto też go namalował. Warto w jednym tygodniu czytać o historii Rosji, by w następnym zaciekawić się powieścią świetnego angielskiego współczesnego pisarza Juliana Barnesa. Można też czytać kilka książek naraz, bo tak chcemy, bo jedne sprawiają nam przyjemność przed południem, a inne wieczorem przed spaniem. Ze wszystkich czegoś się dowiadujemy i zupełnie nic nie szkodzi, że jest to wiedza zarówno eklektyczna, jak i niepełna, gdyż taka wiedza jest lepsza od wiedzy maniaków, którzy wiedzą wszystko o samochodach – tak się naczytali – ale nic o miłości. Można mieć wątpliwości, czy taka wiedza jest w ogóle przydatna, ale trzeba szybko je rozwiać. Nie tylko jest przydatna, ale korzyści, jakie z niej czerpiemy, mogą niespodziewanie okazać się całkiem praktyczne. Na przykład lektura mało ważnej książki sensacyjnej może pomóc nam potem w sytuacji zagrożenia, bo wiemy co robić: zgasić światło w domu, poszukać narzędzia przypominającego młotek i czaić się za uchylonymi drzwiami. A poważnie – to opuszczane często przez wielu czytelników opisy przyrody są jednym z najlepszych źródeł naszej wiedzy na temat świata. Czytajmy więc niemal wszystko, z wyjątkiem może cudzych źle napisanych wynurzeń psychologicznych, bo możemy popaść w depresję.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; font-weight: bold;" class="MsoNormal"&gt;Czytanie dla poznania siebie&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Korzyścią, jaka płynie z czytania – co wiedziano od setek lat – jest także to, że czytając, poznajemy lepiej samych siebie. I nie chodzi mi naturalnie o współczesne banały psychologiczne w rodzaju «odnaleźć siebie», jakbym się gdzieś zgubił, albo «poznać swoją tożsamość», jakbym był wariatem, który nie wie, kim jest, lecz o zwyczajne przypatrywanie się samemu sobie dzięki stosowaniu metody porównawczej. Ile we mnie jest z Juliana Sorela, a ile z bohaterów Conrada? Na czym polega fenomen, że miłość przeistacza się w obojętność albo i nienawiść, jak tego uniknąć? Dla wielu ludzi wiedza o miłości pochodzi raczej z lektur niż z życia i nie ma w tym nic złego, że dzięki lekturze lepiej zdają sobie oni sprawę z tego, jacy są, jacy chcieliby być i jacy być powinni. Czytanie pozwala nam także dlatego lepiej siebie poznać, że w naszej kulturze bardzo rzadko rozmawiamy o sprawach prywatnych czy intymnych z najbliższymi, z przyjaciółmi. Z lektury i tylko z lektury dowiadujemy się więc o straconych złudzeniach i o smudze cienia Zresztą gdyby nam ktoś chciał opowiadać swoje przeżycia i wymagał od nas uwagi oraz współczucia, to byśmy raczej byli mu niechętni. Różnica – znowu ta sama – między rzeczywistością rzeczywistości a rzeczywistością fikcji polega na tym, że fikcja jest zazwyczaj o wiele ciekawsza i lepiej opowiedziana Jeżeli więc nie jesteśmy psychoterapeutami, to zamiast wysłuchiwać o cudzych kłopotach, znacznie lepiej jest o nich poczytać, i to u świetnego pisarza. Od niego wiele się dowiemy, jak mamy sami rozwiązywać nasze kłopoty, od znajomego lub znajomej wiedzy nie uzyskamy żadnej. Poznanie samego siebie przydaje się nie tylko po to, żeby się zmienić – kto to potrafi? – ale żeby wiedzieć. Wiedza zaś niekoniecznie nam pomaga, ale – podobnie jak wiara – czyni cuda. Nie jest więc tak, że od razu dzięki lekturze uzyskujemy konkretną i praktyczną wiedzę na temat tego, jak postępować, ale liczne lektury lepiej lub gorzej pamiętane w tajemniczy sposób kumulują się w naszej duszy i pomagają czasem na intuicyjne, a więc najlepsze, lub rozumowe, też nie najgorsze, rozwiązywanie zaskakujących nas trudnych problemów.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; font-weight: bold;" class="MsoNormal"&gt;Czytanie jako przyjemność&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Nie należy się wzdragać przed jasnym stwierdzeniem, że człowiek żyje przede wszystkim dla przyjemności. Oczywiście przyjemności mogą być różne i czytanie jest jedną z największych i najmniej zawodnych W tym przypadku już nie chodzi o samotność, a czasem – wręcz przeciwnie – o przyjemność z rozmowy z kimś bliskim na temat książki, którą oboje lub obaj przeczytaliśmy. Warto przecież zdać sobie sprawę z tego, jak niewiele jest naprawdę przyjemnych i zajmujących tematów do rozmowy. Poza utyskiwaniem na politykę i polityków, co wszystkim sprawia raczej niską przyjemność, mamy czytanie, które może prowadzić nawet do wspaniałych wspólnych doznań i wzruszeń, Czasem także korzyść z czytania polega na tym, że po prostu – zamiast oglądać mecz piłkarski, ale ile jest ciekawych meczów? – możemy całkowicie oderwać się od spraw domowych, a przede wszystkim zawodowych. Każdy z nas pamięta, co ma załatwić w najbliższej przyszłości i jakie czekają go nieprzyjemne rozmowy, a tu książka w rękę, głęboko siadamy w fotelu i wszystko znika za zasłoną zapomnienia. Prawda, trzeba będzie wrócić, ale ten czas, jaki spędzimy w całkowitym oderwaniu, jest nasz i nikt go nam nie zabierze. I dlatego nie wierzę, by ktokolwiek, kiedykolwiek, w jakichkolwiek okolicznościach sprawił, że przejdziemy całkowicie na czytanie zastępcze – w internecie, słuchanie, jak ktoś czyta, czy czytanie skrótów i bryków. Chwała czytaniu, bo nigdy nikomu jeszcze nie zaszkodziło (z wyjątkiem Don Kichota).&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Marcin Król, „Dziennik”&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4924095474330579984?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4924095474330579984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4924095474330579984' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4924095474330579984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4924095474330579984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/04/czytanie-czyni-czowieka.html' title='czytanie czyni człowieka'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R_PNdDskrcI/AAAAAAAADXU/biM_UYUe5X4/s72-c/ksiazki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4436313186205468486</id><published>2008-04-01T15:51:00.009+02:00</published><updated>2008-04-01T16:24:14.390+02:00</updated><title type='text'>"odrzuceni odrzucają"</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R_JDhTskrbI/AAAAAAAADXM/09Ne8AOK8ig/s1600-h/Photo25_12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R_JDhTskrbI/AAAAAAAADXM/09Ne8AOK8ig/s200/Photo25_12.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5184280360558833074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wszystko robiłem dla siebie, pod maską empatii skrywał się zakorzeniony głęboko we mnie egoizm, chodziło o to, żeby zobaczyć siebie od najlepszej strony w innych, pochwalonego, zaakceptowanego, a następnie takiego siebie w nich zganić, pomniejszyć, trochę w fałszywej skromności poniżyć, bo przede wszystkim musiałem czuć się odrzucony, niedoceniony, musiałem wzbogacić swoją świadomość o ból rozczarowania, które przeżywali inni na mój widok, wspomnienie mojej osoby.&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;Dlatego najbardziej obawiałem się wszelkiego rodzaju życzeń.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;Nie mogłem znieść uroczyście śpiewanych mi stu lat; najgorsze było to, że akurat w tym momencie nie mam się gdzie ukryć, nie mam co zrobić z twarzą, z oczami, które mnie oskarżają, krzyczą głośno, że nie zasługuję nie tyle na tak długie życie, ile na ten rodzaj okazanej mi życzliwości i sympatii, że nie jestem tym, za kogo mnie uważają, komu można taką życzliwość okazać.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;Nie lubiłem życzeń, urodzinowych, świątecznych, nie patrzyłem w oczy osobie, która mi je składała, uciekałem wzrokiem w bok, i tylko ze strachu przed jeszcze większą kompromitacją ściskałem dłoń osoby dobrze mi życzącej, w duchu błagając, żeby skończyła, żeby nie powiedziała ani słowa więcej o mojej przyszłości, a nawet przeszłości.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;Dobrze życzące osoby są niekiedy skłonne do uwypuklania wagi swoich życzeń, demonstrowania niegasnącego zaufania, wiary w nawrócenie, mówią: życzę ci dobrych wyników w nauce, co oczywiście oznacza, że dotychczas nie szło ci zbyt dobrze w nauce i należy to poprawić, życzą ci wszelkiegfo rodzaju sukcesów albo stabilizacji, co oczywiście sugeruje, że nie jesteś człowiekiem sukcesu, ciągle ci coś nie wychodzi, a wiec jesteś do niczego, wszyscy o tym wiedzą i widzą, że na razie jesteś do niczego, ale kieruje nimi szczera troska o twoją przyszłość i dlatego życza ci, żeby się wreszcie odmieniło, żebyś ty się zmienił. Dogonił ich. Zrównał się z nimi. Pokazał, że ty też potrafisz. Być. Być kimś.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Radosław Kobierski, Harar&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4436313186205468486?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4436313186205468486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4436313186205468486' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4436313186205468486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4436313186205468486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/04/odrzuceni-odrzucaj.html' title='&quot;odrzuceni odrzucają&quot;'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R_JDhTskrbI/AAAAAAAADXM/09Ne8AOK8ig/s72-c/Photo25_12.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2841440039981092486</id><published>2008-03-25T23:46:00.012+01:00</published><updated>2008-04-01T16:23:48.965+02:00</updated><title type='text'>niższość</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R-mHFjskp5I/AAAAAAAADJg/iNLTKBiCEm8/s1600-h/harar.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181821375817754514" style="margin: 0px 10px 10px 0px; float: left;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R-mHFjskp5I/AAAAAAAADJg/iNLTKBiCEm8/s200/harar.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Teraz myślę, że coś takiego już musiało we mnie być. Pewien rodzaj masochizmu, niezgody na siebie, poczucia niższości. Nie wiem, dlaczego u ludzi silnych, zrównoważonych, pewnych siebie odkrycie w kimś innym słabości powoduje specyficzną złość, nieodparta potrzebę zadania bólu. Oni doskonale wiedzą, należy uderzyć, jaką drażliwą sprawę poruszyć, za który sznurek pociągnąć. Nie trzeba być wybitnym psychologiem, aby wiedzieć, że wątłemu, słabemu fizycznie osoba mocniejsza, silniejsza, może, a nawet powinna okazać wyższość, swoją siłę. Okazanie siły jest jednocześnie potwierdzeniem bezsiły drugiego. Okazanie pewności siebie, zaradności, wiedzy jest tym samym potwierdzeniem niezaradności i niewiedzy. Jeśli widzisz kogoś wstydliwego, należy go jeszcze bardziej zawstydzić. jeśli czujesz, że twój rozmówca jest nieśmiały, trzeba go jeszcze bardziej onieśmielić. Jeśli wiesz, że on żyje z poczuciem winy, trzeba go jeszcze bardziej utwierdzić w tym, że jest winny. Ileż satysfakcji! Zadowolenia! Zwłaszcza gdy potrzeba poniżenia, upodlenia drugiej osoby wynika z doświadczenia własnego poniżenia!&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;Zawsze jest ktoś nad kimś. Zawsze jest ktoś nad tobą, a nad tym, który jest nad tobą, też jest ktoś. Silniejszy, pewniejszy, odważniejszy. Możesz być słaby, posiadać te same cechy, słabości i kompleksy co ten, którego będziesz poniżał. Ale umiesz je w danym momencie ukryć, zawoalować, odwrócić. I to cię stawia w uprzywilejowanej pozycji wobec niego. &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;Radosław Kobierski, Harar&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2841440039981092486?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2841440039981092486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2841440039981092486' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2841440039981092486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2841440039981092486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/niszo.html' title='niższość'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R-mHFjskp5I/AAAAAAAADJg/iNLTKBiCEm8/s72-c/harar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2174939628231707837</id><published>2008-03-24T23:37:00.025+01:00</published><updated>2008-11-04T23:00:47.152+01:00</updated><title type='text'>Anastasis</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R-gu0zskp1I/AAAAAAAADJA/FP32XLIsEwk/s1600-h/zmartwychwstanie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181442856054990674" style="margin: 0px 10px 10px 0px; float: left; width: 174px; height: 162px;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R-gu0zskp1I/AAAAAAAADJA/FP32XLIsEwk/s200/zmartwychwstanie.jpg" border="0" width="168" height="156" /&gt;&lt;/a&gt;Augustyn napisał gdzieś, iż modlić się - znaczy zamknąć oczy i uświadomić sobie, że Bóg teraz tworzy świat. Dodajmy: wierzyć - znaczy otworzyć serce i uświadomić sobie, że właśnie teraz odwalony został opieczętowany kamień, że teraz, właśnie teraz nad zimną ciemnością grobu zatriumfowały promienie wielkanocnego poranka.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: right;"&gt;ks. Tomáš Halik, Wydarzenie, które trwa, „Tygodnik Powszechny”&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2174939628231707837?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2174939628231707837/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2174939628231707837' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2174939628231707837'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2174939628231707837'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/anastasis.html' title='Anastasis'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R-gu0zskp1I/AAAAAAAADJA/FP32XLIsEwk/s72-c/zmartwychwstanie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4973781458467032511</id><published>2008-03-17T00:46:00.003+01:00</published><updated>2008-03-17T00:52:58.671+01:00</updated><title type='text'>pępowina</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;  &lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Co spodziewa się osiągnąć dzięki swoim listom ta uparta, pozbawiona wdzięku kobieta? Czy nie widzi, że choćby nie wiedzieć jak cierpliwie dostarczała mu dowodów wierności, on nigdy nie ulegnie i nie wróci? Czyżby nie umiała przyjąć do wiadomości, że nie jest normalny? Powinna skupić swoją miłość na młodszym synu, a o starszym zapomnieć. Jego brat jest prostszym, bardziej niewinnym stworzeniem. Ma miękkie serce. Niech weźmie na siebie brzemię miłości do matki: niech usłyszy, że odtąd jest jej pierworodnym, najukochańszym. A wtedy starszy, nowo zapomniany, będzie mógł swobodnie pokierować własnym życiem.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Matka pisze co tydzień, ale on nie za każdym razem odpisuje. Zbytnio trąciłoby to wzajemnością. Odpowiada więc tylko co pewien czas, a jego listy są krótkie i mówią niewiele ponadto, że skoro je w ogóle napisał, to widocznie nadal pozostaje wśród żywych.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Właśnie to jest najgorsze. To potrzask, który matka na niego zastawiła, a on jeszcze nie znalazł sposobu, żeby się z niego wydostać. Gdyby zerwał wszystkie więzy, gdyby zupełnie przestał pisać, wyciągnęłaby najgorszy z możliwych &lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;wniosków; a on na samą myśl o rozpaczy, która by ją wte&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;dy przeszyła, ma ochotę zatkać sobie uszy i oczy. Póki mat&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.1pt;"&gt;ka żyje, nie wolno mu umrzeć. Czyli póki jej życie trwa, &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;on nie jest panem własnego. Nie może wystawiać go na &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;szwank. Chociaż niezbyt siebie kocha, przez wzgląd na nią &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;musi dbać o zdrowie, i to tak bardzo, że ciepło się ubie&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;ra, dobrze odżywia i tyka witaminę C. A już samobójstwo &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;w ogóle nie wchodzi w rachubę.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style=""&gt;J. M. Coetzee, Młodość&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4973781458467032511?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4973781458467032511/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4973781458467032511' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4973781458467032511'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4973781458467032511'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/ppowina.html' title='pępowina'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-4409635563139057247</id><published>2008-03-07T19:44:00.006+01:00</published><updated>2008-03-07T19:59:25.191+01:00</updated><title type='text'>czwarty</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R9GPP1jKtVI/AAAAAAAADHg/c4edr_bqal0/s1600-h/krolowie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 138px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R9GPP1jKtVI/AAAAAAAADHg/c4edr_bqal0/s200/krolowie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175074949060801874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;  &lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Trzej królowie ze Wschodu, prowadzeni przez gwiazdę, dotarli do Betlejem. Pokłonili się Dziecięciu, złożyli swe dary. Weszli do Ewangelii i ludzkiej pamięci, do dziś znajdujemy ich na płótnach wielkich mistrzów i wśród figurek w ludowych szopkach. Ich relikwie są czczone w kolońskiej katedrze, a cały chrześcijański świat wspomina ich w dzień Objawienia Pańskiego jako &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;«&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;/span&gt;for-pocztę&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;»&lt;/span&gt; pogańskich narodów, które znalazły drogę z mroków niewiary do Światłości świata. Ostrzeżeni we śnie przez anioła, uszli przed podstępem Heroda i powrócili bezpiecznie do swych krain.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Pewna mało znana legenda wspomina o czwartym jeszcze królu, który wyruszył w drogę ze swymi klejnotami. Do Betlejem nigdy wszakże nie dotarł. W swojej wędrówce napotkał mnóstwo ludzkiej nędzy. Stopniowo rozdał wszystkie skarby, jakie z sobą niósł. Wykupił jeńców, dał na utrzymanie ubogiej kobiecie, aby uratować jej dzieci przed śmiercią głodową. Kiedy nic mu już nie zostało, sprzedał sam siebie na galery, by uchronić innych. Nie tygodnie, nie miesiące – trzydzieści trzy lata trwała jego wędrówka, nieustannie przerywana coraz to nowymi spotkaniami z ludzkim cierpieniem. Gwiazda betlejemska dawno zgasła. Z królewskiego darczyńcy stał się żebrak, błądzący po mrocznym labiryncie świata. Szaro i chłodno było też w nim samym, jego dobre uczynki nie ogrzewały go bowiem; dręczyła go troska, że nie spełnił swej misji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Kiedy dotarł do wielkiego miasta, poczuł, że jego wędrówka zbliża się do kresu. Na rynku zobaczył tłum, który złorzeczył prowadzonemu na śmierć skazańcowi. Ponieważ miał współczujące serce, postanowił towarzyszyć przestępcy w jego ostatniej drodze. Ludzie doprowadzili skazańca na skaliste wzgórze, zdarli z niego szaty i ukrzyżowali go między dwoma złoczyńcami. Nad jego głową widniał napis: To jest Jezus Nazareński, król żydowski. Było to napisane po łacinie, hebrajsku i grecku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;A kiedy w całej tej krainie zapadł mrok, zbłąkany ubogi król ukląkł pod krzyżem i wyciągnął w górę ręce. Zrozumiał, że umiera tu Ten, do którego żłóbka nie zdołał w porę przybyć. Tutaj nie jaśniała gwiazda, tutaj nie przemawiali aniołowie. Bóg milczał, i nawet słońce zakryło swoje oblicze. Dłonie wędrowcy były zupełnie puste. Jego myśli były bezładne, jego serce było wyschłe. Rozdał już wszystkie swoje uczucia, całą wiarę, całą nadzieję. Zrobiło się z niego puste naczynie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;I legenda – jako że legendy lubią dobre zakończenia dodaje: O godzinie trzeciej do dłoni króla skapnęła z krzyża kropla krwi. Miała barwę drogocennego kamienia, z którym kiedyś wyruszył w drogę. Wędrowiec doszedł do celu, drogocenny kamień zamienił się w krew zranionego serca, królewski darczyńca w żebraka, a żebrak w człowieka po królewsku obdarowanego. Wszystkie stacje jego wędrówki nabrały sensu. Tylko pozornie błądził; był prowadzony i przyszedł w porę.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;ks. Tom&lt;span style=""&gt;áš&lt;/span&gt; Halik, Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe. Labiryntem świata z wiarą i wątpliwościami&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-4409635563139057247?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/4409635563139057247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=4409635563139057247' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4409635563139057247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/4409635563139057247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/czwarty.html' title='czwarty'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R9GPP1jKtVI/AAAAAAAADHg/c4edr_bqal0/s72-c/krolowie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-8160871777142684693</id><published>2008-03-06T20:12:00.002+01:00</published><updated>2008-03-06T20:22:54.098+01:00</updated><title type='text'>samorealizacja</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiara oznacza przezwyciężenie koncentracji na sobie samym, oznacza otwartość - w tym oczywiście także otwartość na drugich. Wiara nie upatruje, jak &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;«&lt;/span&gt;psychologia humanistyczna&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;»&lt;/span&gt;, jedna z ostatnich ideologii późnego modernizmu, ostatecznego celu życia w &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;«&lt;/span&gt;samorealizacji&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;»&lt;/span&gt;. Można by raczej powiedzieć, że samorealizację widzi się w przekroczeniu samego siebie. Z punktu widzenia wiary samorealizacja jest ubocznym, towarzyszącym produktem przekroczenia samego siebie; jest to wartość, którą otrzymują dodatkowo ci, co w pierwszym rzędzie szukają czegoś innego. Przypomnijmy sobie paradoksalne słowa Chrystusa: Kto miłuje swoje życie, straci je; kto je stawia dopiero na drugim miejscu, ten je znajdzie... Kto najpierw szuka królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, temu wszystko inne będzie dodane... Jeżeli ziarno pszenicy nie padnie w ziemię i nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przyniesie plon obfity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiara zamienia życie z monologu w dialog, wskazuje na horyzont &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;«&lt;/span&gt;Ty&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;»&lt;/span&gt;, który jak to przekonująco pokazał zwłaszcza Martin Buber - ze wszystkiego czyni &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;«&lt;/span&gt;ty&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;»&lt;/span&gt;. W ideologii samorealizacji często kryje się niebezpieczeństwo narcystycznego obracania się wokół samego siebie. W wierze zawsze chodzi o &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;«&lt;/span&gt;ty&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;»&lt;/span&gt;; &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;«&lt;/span&gt;ja&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;»&lt;/span&gt; człowieka wierzącego konstytuuje się w relacji do Boga i do bliźniego.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;ks. Tom&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;áš&lt;/span&gt; Halik, Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe. Labiryntem świata z wiarą i wątpliwościami &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-8160871777142684693?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/8160871777142684693/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=8160871777142684693' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8160871777142684693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8160871777142684693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/samorealizacja.html' title='samorealizacja'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1144407759320294284</id><published>2008-03-05T00:04:00.007+01:00</published><updated>2008-03-05T00:15:30.776+01:00</updated><title type='text'>wspólna teraźniejszość</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R83XSFNkgII/AAAAAAAADG8/LSLhexXT334/s1600-h/tischner.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 122px; height: 173px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R83XSFNkgII/AAAAAAAADG8/LSLhexXT334/s200/tischner.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174028252555280514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Inny człowiek staje wobec mnie poprzez jakieś roszczenie, w którego następstwie powstaje we mnie poczucie zobowiązania. Świadomość tego, że drugi jest obecny, dopełnia sie jako świadomość roszczenia - roszczenia, które zobowiązuje. Oto do moich uszu dochodzi twoje pytanie. Jest chwila ciszy, wspólnej teraźniejszości. Oczekujesz na odpowiedź. Trzeba dać odpowiedź. To &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;trzeba&lt;/span&gt; jest istotne. Dzięki niemu i w nim jesteś przy mnie obecny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;ks. Józef Tischner, Filozofia dramatu&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1144407759320294284?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1144407759320294284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1144407759320294284' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1144407759320294284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1144407759320294284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/wsplna-teraniejszo.html' title='wspólna teraźniejszość'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R83XSFNkgII/AAAAAAAADG8/LSLhexXT334/s72-c/tischner.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-508732286578876678</id><published>2008-03-02T01:25:00.003+01:00</published><updated>2008-03-02T01:35:14.815+01:00</updated><title type='text'>wydanie</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8n167ECOHI/AAAAAAAADGw/B3A6Otp6es0/s1600-h/Abraham1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8n167ECOHI/AAAAAAAADGw/B3A6Otp6es0/s200/Abraham1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172936039647557746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czy to możliwe, żeby kochający Ojciec, który jest samą miłością, mógł wydać na śmierć swojego Syna? Czy to możliwe, żeby Bóg żądał od ojca zabicia syna? Nie wchodząc głębiej w interpretację historii Abrahama i Izaakaa, chcę podkreślić dwa momenty. Abraham, który cierpi na myśl o wydaniu własnego syna na śmierć, i Izaak, który boi się śmierci, ale idzie posłusznie z ojcem, bo mu ufa, są w tej historii obrazem Boga. Przechodząc do tego, co się dzieje z Jezusem: Bóg nie pozostaje poza - czy ponad - tą śmiercią, ale sam idzie na śmierć w swoim Synu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;ks. Tomasz Węcławski, Pascha Jezusa&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-508732286578876678?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/508732286578876678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=508732286578876678' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/508732286578876678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/508732286578876678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/03/wydanie.html' title='wydanie'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8n167ECOHI/AAAAAAAADGw/B3A6Otp6es0/s72-c/Abraham1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1067446474980199353</id><published>2008-02-28T23:33:00.003+01:00</published><updated>2008-02-28T23:37:39.429+01:00</updated><title type='text'>ewolucja</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8c3Sq3XH9I/AAAAAAAADGk/lik9YkgfTLI/s1600-h/Rydzyk1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8c3Sq3XH9I/AAAAAAAADGk/lik9YkgfTLI/s400/Rydzyk1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172163490941968338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem sie nie wyłamywać, ale nie wytrzymałem. Bo rysunek pokazać muszę.&lt;br /&gt;Podpis dać? Niech będzie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kierunkowa zmiana poprzez niekierunkowe chaotyczne przyrosty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie moje. To "generatora definicji" Dzięki, RW!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1067446474980199353?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1067446474980199353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1067446474980199353' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1067446474980199353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1067446474980199353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/ewolucja.html' title='ewolucja'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8c3Sq3XH9I/AAAAAAAADGk/lik9YkgfTLI/s72-c/Rydzyk1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2103167382194966996</id><published>2008-02-27T19:56:00.008+01:00</published><updated>2008-11-04T22:59:20.461+01:00</updated><title type='text'>powtórka</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8W2Da3XH8I/AAAAAAAADFs/0o4iD4coYgA/s1600-h/1.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8W2Da3XH8I/AAAAAAAADFs/0o4iD4coYgA/s200/1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171739916972269506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nigdy się nie powtarza tych samych grzechów. Nawet wtedy, gdy wyznanie win ubieramy w takie same słowa, zawsze dotyczą one nowych faktów. Nie ma nic dziwnego, że się potykamy na tych  samych progach, bo przez te same progi każdego dnia musimy przechodzić. Ci sami są nieznośni bliźni, których mamy kochać, te same nużące, codzienne obowiązki, to samo zmęczenie, te same zakorzenione w nas nawyki i nałogi - jednym słowem powtarzające się sytuacje, w których czasem zwyciężamy, a czasem ulegamy. Sakrament pojednania broni nas przed rutyną zła i kapitulacją. Słabe w naszym życiu miejsca przez ten sakrament wystawiamy na działanie Boga. Jest w akcie pokuty zawarta modlitwa Psalmisty: &lt;span style=""&gt;«&lt;/span&gt;Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego&lt;span style=""&gt;»&lt;/span&gt; (Ps 51). Jest to jedna z modlitw najczęściej wysłuchiwanych. Bóg-Stwórca wkracza w nasze wysiłki i nas uzdrawia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;ks. Adam Boniecki, Alibi grzesznika, „Tygodnik Powszechny”&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2103167382194966996?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2103167382194966996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2103167382194966996' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2103167382194966996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2103167382194966996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/powtrka.html' title='powtórka'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8W2Da3XH8I/AAAAAAAADFs/0o4iD4coYgA/s72-c/1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-975104962193094677</id><published>2008-02-25T22:13:00.001+01:00</published><updated>2008-02-25T22:16:00.871+01:00</updated><title type='text'>ciepło</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Kiedy wróciłem do domu dzień po ogłoszeniu wy­ników z egzaminu do liceum, zastałem tatę w bujanym fotelu, opróżniającego butelkę. Wtedy odbyliśmy jedyną rozmowę, któ­rą można by nazwać metafizyczną.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Duży już jesteś, synku – był wstawiony i mówił, jakby przeżuwał resztkę zimnego obiadu. – Ależ ten czas leci.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– No, leci, tato.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Ani się obejrzę, a już będziesz na studiach. No, no – pokręcił głową – wyrosłeś i zmądrzałeś.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Gdybyś wiedział, jak bardzo, pomyślałem, ale nie powiedziałem ani słowa. Pijany ojciec nie prowadził rozmowy, Chciał być wysłuchany.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Chciałbym zobaczyć, jak ułożysz sobie życie. Chciałbym, żebyś miał dużo dziewczyn, tak, dużo dziewczyn. A co, myślisz, że ja ślepy jestem? Życzę ci ich nie tylko dla twojej przyjemności, chcę, żebyś nabrał doświadczeń i mądrze sobie wybrał żonę. Tylko żebyś mnie dziadkiem za wcześnie ni c zrobił. – Napełnił szklankę. – Zresztą zmądrzejesz, to zobaczysz. Ale wnuka to &lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;jeszcze bym chciał. Zobaczymy. Może doczekam. Może &lt;/span&gt;– &lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;zacią&lt;/span&gt;gnął – nie stracę całkiem ciepła.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Ostatnie słowa powiedział wyraźniej, pewno chciał, żebym dobrze je zrozumiał. Nie zrozumiałem.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– &lt;span style=""&gt;Masz mnóstwo ciepła &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;powiedziałem i zrobiło mi się głupio. Nie tylko trafiłem kulą w płot. Płot runął.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– &lt;span style=""&gt;Och, nie &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;ojciec się uśmiechnął. &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;Pomyślałem sobie dzisiaj, że życie to nieustanna strata ciepła. Noworodek ma temperaturę ciut, ciut wyższą od normalnego człowieka. Staruszek ma kilka kresek mniej, a potem przychodzi na niego taki dzień, że ciepło traci zupełnie i nabiera temperatury otoczenia. Każde&lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;go z nas to czeka, więc mnie też. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;– &lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;Pociągnął ze szklanki, jakby &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;wódka z sokiem jabłkowym mogła przedłużyć życie. &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;Strata ciepła ma sens podwójny &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;wyjaśnił. &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;Pierwszy to taki, że umieramy. Drugi, cóż, rzecz bardziej skomplikowana. Przyszła mi do głowy, kiedy patrzę na ciebie. Jesteś mądry, ale naiwny. Chcesz kochać, ale nie umiesz. W twoim wieku byłem taki sam. Wtedy jesteśmy gorący. Chce nam się różne rzeczy robić, przytulilibyśmy całą kulę ziemską. Potem, z czasem, no różnie bywa. Stygniemy, potem okazuje się, że praca ważniejsza niż miłość, sztuka niż człowiek. I budzisz się nagle kompletnym pierdzielem bez serca nawet dla siebie samego. &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;Obrzucił mnie badawczym spojrzeniem. &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;W ten czy inny sposób tracimy ciepło przez całe życie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć, i żal mi było taty. Niewiele zrozumiałem z tego, co powiedział. Miałem wówczas własne mądrości i byłem zdania, że tato pieprzy dyrdymały, bo się upił.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– &lt;span style=""&gt;Idź, idź &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;rzekł nagle. &lt;/span&gt;– &lt;span style=""&gt;Posłuchaj muzyki, co się będziesz nudzić.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoBodyTextIndent" style="text-indent: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zrobiło mi się przykro, poszedłem, ale nie włączyłem wieży. Zastanawiałem się, czy mogę ojcu pomóc. Nic nie przyszło mi da głowy. No nie, myślałem, tak bardzo się myli. Śmierć to przecież nic strasznego.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Obudziłem się w środku nocy, przejęty myślą, że tato jednak umarł we śnie. Wślizgnąłem się do sypialni rodziców, mama leżała na plecach i chrapała przez nos. Ojciec spał w najlepsze.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Powyżej portret czuwał nad jego snem.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;(…) W środku nocy gwóźdź wbity dziesięć lat wcześniej nie wytrzymał i portret spadł ze ściany. Obraz uderzył śpiącego ojca w skroń i zabił na miejscu.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: right;"&gt;Łukasz Orbitowski, Tracę ciepło&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-975104962193094677?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/975104962193094677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=975104962193094677' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/975104962193094677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/975104962193094677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/ciepo.html' title='ciepło'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-8457342476843488482</id><published>2008-02-24T23:27:00.003+01:00</published><updated>2008-02-24T23:35:02.972+01:00</updated><title type='text'>abstineo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8Hw-a3XH5I/AAAAAAAADE8/wrRUMJJvBq0/s1600-h/jedzenie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8Hw-a3XH5I/AAAAAAAADE8/wrRUMJJvBq0/s200/jedzenie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170678802352119698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Can. 919 - § 1. Sanctissimam Eucharistiam recepturus per spatium saltem unius horae ante sacram communionem abstineat a quocumque cibo et potu, excepta tantummodo aqua atque medicina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Can. 1247 - Die dominica aliisque diebus festis de praecepto fideles obligatione tenentur Missam participandi; abstineant insuper ab illis operibus et negotiis quae cultum Deo reddendum, laetitiam diei Domini propriam, aut debitam mentis ac corporis relaxationem impediant.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Codex Iuris Canonici&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-8457342476843488482?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/8457342476843488482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=8457342476843488482' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8457342476843488482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/8457342476843488482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/abstineo.html' title='abstineo'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8Hw-a3XH5I/AAAAAAAADE8/wrRUMJJvBq0/s72-c/jedzenie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-5565844577934035129</id><published>2008-02-24T00:48:00.005+01:00</published><updated>2008-03-05T00:17:18.130+01:00</updated><title type='text'>kraść niebo</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8C0iq3XH3I/AAAAAAAADEs/5nbQtQ4CgFY/s1600-h/ikona_jezus_z_przyjacielem.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8C0iq3XH3I/AAAAAAAADEs/5nbQtQ4CgFY/s200/ikona_jezus_z_przyjacielem.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170330879936372594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jeden ze złoczyńców, których powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Łk 23, 39-43&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inny człowiek jest we mnie obecny - lub obecny przy mnie - poprzez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;roszczenie&lt;/span&gt;, jakie we mnie budzi. Widać to w świadomości pytania. Drugi postawił mi pytanie. Rozpoznaję to po zawieszonym głosie, po oczach, po wyrazie twarzy. Pytanie nie jest jednak ani zawieszonym głosem, ani błyskiem oczu, ani wyrazem twarzy. Pytanie jest roszczeniem. Ten, kto pyta, rości sobie prawo do odpowiedzi. Pierwszą odpowiedzią na pytanie jest świadomość, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;trzeba&lt;/span&gt; odpowiedzieć. W tym &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;trzeba&lt;/span&gt; czujemy obecność innego człowieka. Inny człowiek jest obecny przy mnie poprzez to, co trzeba, abym dla niego uczynił; i ja jestem przy nim obecny poprzez to, co trzeba, aby on uczynił dla mnie. Więź, która między nami powstaje, jest więzią zobo-wiązania. Zobo-wiązanie jest obowiązkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;ks. Józef Tischner, Filozofia dramatu&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-5565844577934035129?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/5565844577934035129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=5565844577934035129' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5565844577934035129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/5565844577934035129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/kra-niebo.html' title='kraść niebo'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8C0iq3XH3I/AAAAAAAADEs/5nbQtQ4CgFY/s72-c/ikona_jezus_z_przyjacielem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-2124893897059252939</id><published>2008-02-22T10:28:00.007+01:00</published><updated>2008-03-06T20:24:06.972+01:00</updated><title type='text'>głębia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8C0763XH4I/AAAAAAAADE0/oIEmF17eEjQ/s1600-h/co_nie_jest.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8C0763XH4I/AAAAAAAADE0/oIEmF17eEjQ/s200/co_nie_jest.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170331313728069506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Mit o Narcyzie jest głębszy, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Nikt nie widział swojej własnej twarzy. To, co jest dla nas najbliższe i najbardziej własne, co najbardziej plastycznie uwidocznia nasze "ja", możemy poznać tylko poprzez lustrzane oblicze. Próbujemy dostać się za lustro, pod gładką taflę, która odbija nasza twarz. Ale pod jej powierzchnią zieje głębia, mająca swoje rafy. Narcyz, olśniony odkryciem swego oblicza, był do tego stopnia zafascynowany powierzchnią, obrazem, na niej, że zapomniał o głębi - a to przesądziło fatalnie o jego losie.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote&gt;ks. Tom&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;áš&lt;/span&gt; Halik, Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe. Labiryntem świata z wiarą i wątpliwościami&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-2124893897059252939?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/2124893897059252939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=2124893897059252939' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2124893897059252939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/2124893897059252939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/gbia.html' title='głębia'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R8C0763XH4I/AAAAAAAADE0/oIEmF17eEjQ/s72-c/co_nie_jest.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-1751566867752228125</id><published>2008-02-22T00:55:00.010+01:00</published><updated>2008-02-25T22:16:47.972+01:00</updated><title type='text'>podstawówka</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R74XB63XHzI/AAAAAAAADEQ/hRbTwCWiwTY/s1600-h/trace_cieplo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R74XB63XHzI/AAAAAAAADEQ/hRbTwCWiwTY/s200/trace_cieplo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169594744016674610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;– Jedno mi nie daje spokoju zaczął Konrad. Znów poczęstował mnie papierosem i znów odmówiłem. – Bo tak jak gadam z tobą, to ty zupełnie normalny koleś jesteś, więc czemu na co dzień zachowujesz się jak cipa?&lt;/blockquote&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Żyję, jak lubię.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Aha. Lubisz być cipą?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Nie jestem cipą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Jesteś, jesteś. Żeśmy cię gonili, to ubaw był, a tak można pogonić tylko cipę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– No dobrze. Ale mówisz, że normalny ze mnie koleś... Tak właśnie powiedziałeś. To – alkohol zaczynał szumieć mi w głowie – to nie widzisz, że nie powinniście mnie tak traktować?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Konrad aż się zakrztusił.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– No, stary, a żeś strzelił – wykaszlał. – Jasne, że powinniśmy. Co ty myślisz, że ja cię będę teraz przepraszał? No idź, lepiej spierdalaj. Ja wiem, co ty sobie myślisz, że jesteś artycha i z dobrego domu, a my są kmioty, co się na tobie nie poznali. Przyznaj się, twierdzisz, że jesteś inny niż wszyscy, co? Indywidualista, tak?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– To prawda.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– A do dupy z takim indywidualistą, co nawet bronić się nie umie. jesteś gość, jesteś inny, pewno lepszy, bo mądrala z ciebie. i naucz się bronić. – Pociągnął wina. – Ja tam niczego nie żałuję i powiem ci jeszcze, że nikt ci nic złego nie zrobił. Ani żeśmy ciebie nie połamali, ani nic, zdrowy jesteś. A że wsadziliśmy cię do kantorka albo w kiblu podtopili? A co, myślisz, że lej będzie inaczej? Już się życie tobą zajmie, aż zatęsknisz za kolegami z podstawówki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Wątpię. – Miałem ochotę odstawić wino i pójść, ale nie wróciłbym w tym stanie do domu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Świat cię jebie, co? Świat to Grela, ja, Kajtek, paru innych. Ty cały czas myślisz, że świat jest do dupy A to z tobą jest coś nie tak. Jeśli żadna dziewczyna na ciebie nie spojrzy, jeśli koledzy robią z ciebie jaja, to znaczy, że ty jesteś popieprzony, a nie na odwrót. Dziwię się, że tego nie dostrzegłeś i nic próbowałeś zrobić. – Odplunął ozdobnie. – I wiem, co mi powiesz. Że za trzy miechy kończy się szkoła. I pójdziesz do liceum, gdzie znajdziesz podobnych sobie, bo wątpię, żebyśmy się spotkali w mojej zawodówce. Tam, myślisz, będzie lepiej? Chuja będzie. Potem sobie postudiujesz, zaczniesz roboty szukać i dopiero wtedy dowiesz się, co znaczą bęcki – przełknął ślinę. – Chcesz być pisarzem, tak?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Poetą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;– Nieważne. I co ty sobie myślisz, że jak już napiszesz takie wierszyki, jak zostaniesz wielkim poetą, to co? Że my z Grelką pomyślimy wtedy: „O kurde, to był jednak gość!”? Gówno prawda. Dla ludzi będziesz cipą zlatującą ze schodów, więc weź się za siebie, nim inni to zrobią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Słuchałem Konrada z narastającym gniewem. Chciałem chlusnąć mu w twarz winem. Nie zrobiłem tego jednak ze strachu, I dobrze, bo znów zachowałbym się jak cipa.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="MsoNormal"&gt;Łukasz Orbitowski, Tracę ciepło&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-1751566867752228125?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/1751566867752228125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=1751566867752228125' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1751566867752228125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/1751566867752228125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/jedno-mi-nie-daje-spokoju-zacz-konrad.html' title='podstawówka'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R74XB63XHzI/AAAAAAAADEQ/hRbTwCWiwTY/s72-c/trace_cieplo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4778257745923661658.post-3260813212590875170</id><published>2008-02-21T21:29:00.004+01:00</published><updated>2008-02-24T01:07:45.926+01:00</updated><title type='text'>szczęście</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R74Xo63XH0I/AAAAAAAADEY/i0zcGap0UUo/s1600-h/mlodosc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R74Xo63XH0I/AAAAAAAADEY/i0zcGap0UUo/s200/mlodosc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169595414031572802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Szczęśliwi ludzie są nieciekawi. Lepiej pogodzić się z brzemieniem nieszczęścia i postarać się wykrzesać z niego coś, co by było warte zachodu: poezję, muzykę lub malarstwo.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote&gt;J. M. Coetzee, Młodość&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4778257745923661658-3260813212590875170?l=niedoczytane.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niedoczytane.blogspot.com/feeds/3260813212590875170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4778257745923661658&amp;postID=3260813212590875170' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3260813212590875170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4778257745923661658/posts/default/3260813212590875170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niedoczytane.blogspot.com/2008/02/szczcie.html' title='szczęście'/><author><name>zaczytany</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07555340099640987133</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://4.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/SYeNaLL23oI/AAAAAAAAH6I/RzOm7uDSw3U/S220/ja.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7BrNWoDYcLg/R74Xo63XH0I/AAAAAAAADEY/i0zcGap0UUo/s72-c/mlodosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
